36 obserwujących
397 notek
409k odsłon
  1995   3

Wrogość wobec krytyków Kościoła


Czytając lub samej pisząc artykuły o rychłym końcu Kościoła, muszę się zmierzyć z fenomenem licznych komentarzy, które bardzo krytycznie odnoszą się do takich „przepowiedni”. I niemal zawsze zaskakuje mnie skala ludzkiego zidiocenia i zacietrzewienia (te dwie przypadłości nader często idą w parze). Oto bowiem pod każdym tekstem, który omawia błędy, porażki i problemy wspomnianej instytucji, pojawiają się jej zagorzali obrońcy, którzy z wielką chęcią obdarzają autorów owych tekstów przydomkami typu „lewak”, „komuch”, etc. Ostatnio znowu dostało się panu Terlikowskiemu, zapewne z racji jego bezkompromisowych wypowiedzi na temat nieuniknionego upadku Kościoła. A może dlatego, że pan Terlikowski ma odwagę stać zawsze po stronie ofiar (tu: molestowania), a nie oprawców w czerni i purpurze? Padło wiele gorzkich słów, m. in. „Judasz”. Za co? Za to, że nie liże tyłka największej megakorporacji na świecie?

Kościół ma na swoim koncie tyle win, że nie wystarczyłoby ich do obdzielenia wszystkich antyklerykałów świata. Prześladowania „niewiernych”, hamowanie postępu, zakazywanie czytania rozmaitych dzieł, współuczestniczenie w odbieraniu dzieci różnym grupom społecznym czy etnicznym, wmawianie cierpiącym, że muszą nieść swój krzyż, zamiast się zbuntować, chciwość, oszustwa, krycie zboczeńców, rozpolitykowanie, sojusz z każdym chętnym tronem i przede wszystkim – bezustanne straszenie wiernych ogniem piekielnym za rzekome grzechy. Za to wszystko skamle dzisiaj papież Franciszek i prosi o przebaczenie, co nie mieści się niektórym katolikom w głowie. Polska prawica skowyczy ze zgrozy, no bo jak to, przepraszać za to, że się chciało dobrze???

Pielgrzymka pokutna Franciszka do Kanady rozgrzała część polskiej prawicy, która uznała, że znów trzeba bronić Kościoła przed obecnym następcą Świętego Piotra. Głównym celem tej pielgrzymki jest spotkanie ze społecznością rdzennych mieszkańców Kanady i przeproszenie za rolę, jaką odegrał Kościół w trwającym wiele dekad procesie siłowego ich reedukowania. Działo się to według planu rządu federalnego, który zlecał kościołom katolickiemu i anglikańskiemu prowadzenie szkół (ok. 60 proc. z nich było katolickich). Do tych szkół ściągano z wiosek indiańskich dzieci, nie pozwalano im mówić w ojczystym języku, nadawano numery zamiast imion, trzymano i uczono w strasznych warunkach.

Kościół w formie znanej nam wszystkim musi upaść, tak jak to miało miejsce chociażby w Irlandii. Krzywd się nie naprawi, ale przynajmniej zatrzyma rozpędzony potok guana. Dlaczego niektórzy nie chcą się z tym pogodzić? Dlaczego tak zażarcie atakują każdego, kto wystąpi przeciwko klerowi? Ja rozumiem, że trzeba znać miarę w krytyce, że wzmiankowana korporacja odegrała niebagatelną rolę w kształtowaniu europejskiej i amerykańskiej cywilizacji, że działała na miarę swoich możliwości w często niekorzystnych warunkach i stąd może wynikają jej obecne problemy wizerunkowe. Niemniej bez rozliczenia się z przeszłością nie ma nadziei na lepszą przyszłość. Czy w ogóle na jakąkolwiek. Jednak wielu katolików patrzy na to inaczej: dla nich każda krytyka Kościoła to atak na ich najświętsze i jedynie słuszne uczucia religijne. Stąd zapewne agresywna postawa i chamskie obelgi pod adresem krytykujących.

Zdaję sobie sprawę z tego, iż trudno funkcjonować człowiekowi bez jakiegoś sacrum, bez religii, bez wspólnoty wielbiącej Stwórcę. Jednak zaślepienie i wrogość wobec każdego, kto nieprzychylnie ocenia rządy Kościoła to droga donikąd; nie tylko nie zatrzyma odpływu owieczek, ale wręcz przyczyni się do szybszego upadku tej instytucji.


Lubię to! Skomentuj346 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo