36 obserwujących
399 notek
410k odsłon
  265   0

Czy naprawdę nie ma już ratunku dla chrześcijaństwa w Polsce?


Jeśli wytkniecie mi, że pisałam o tym tysiąc i jeden raz, przyznam Wam rację. Ale nie mogę, no po prostu nie mogę przejść obojętnie obok tego krótkiego i lakonicznie podsumowującego sytuację w Polsce artykuliku:

Wyniki badań polskiej religijności opublikowane przez CBOS nie przynoszą rewelacji dotyczących jakiegoś znaczącego tąpnięcia, ale potwierdzają trend widoczny od dawna — polski katolicyzm umiera po cichu. Zarówno jeśli idzie o przeżywanie swojej wiary, jak i również praktyk religijnych. Konkluzja z badań CBOS jest następująca: od marca 1992 r. do czerwca 2022 r. odsetek osób dorosłych określających się jako wierzący spadł z 94 do 84 proc., a praktykujących regularnie (raz w tygodniu lub częściej) z blisko 70 proc. do niemal 42 proc. Jednocześnie wzrósł odsetek niepraktykujących – z niespełna 9 do 19 proc.

Można oczywiście się pocieszać, że 84 proc. ludzi wskazujących na katolicyzm jako ważny element ich życia to wciąż przygniatająca większość. Kiedy jednak wziąć pod uwagę zaangażowanie religijne czy znajomość zasad swoje wiary, to złudzenia pryskają: Polacy są religijnymi analfabetami, zaangażowanie nie jest przepełnione żarliwością.

Czy to naprawdę początek końca? Czy Kościół stanie się jedną z tysięcy zwykłych organizacji, które dla większości społeczeństwa nic nie znaczą? Czy ten proces da się jeszcze wyhamować, może nawet odwrócić? Z linkowanego tekstu, podobnie jak z wielu innych, przebija pewność, że Kościół czeka bolesny, choć niekoniecznie raptowny upadek. Jednak wielu Salonowiczów upiera się przy nieco lżejszej wersji: instytucja ta przejdzie wielką przemianę i zgodnie z zapowiedzią Benedykta XVIego sprzed pół wieku, hierarchiczny kolos zamieni się w wiele małych, lecz prężnych wspólnot, w których wiara wciąż będzie bardzo żywa.

Dla mnie osobiście nie ma to większego znaczenia. To, czy do świątyń uczęszcza regularnie 10 % czy 99 % społeczeństwa, nie ma najmniejszego wpływu na moje życie. Opisuję postępujący miarowo proces laicyzacji jako niewzruszony obserwator, a nie zaangażowany uczestnik. Ciekawi mnie, co myślą poszczególni Salonowicze na temat wykruszania się wiernych bądź też mizernej jakości chrześcijańskiego życia duchowego Polaków. To drugie jest zapewne wynikiem kiepskiej katechezy, luzackiego, nowoczesnego wychowania polskich dzieci, ale i inwazji świata wirtualnego, w którym religia odgrywa często rolę chłopca do bicia. Jeśli ktoś ma inne spostrzeżenia, zachęcam do podzielenia się nimi.


Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo