Szanowny bloger ZetJot ubolewa nad tym, że pewne środowiska nie szanują prężnej działalności jego ulubionych mediów:
Chciałabym zauważyć, iż samo odniesienie sukcesu w jakiejś dziedzinie nie przekłada się (tzn. nie musi przekładać) jeszcze na OBIEKTYWNĄ wartość – czy to człowieka, czy samego przedsięwzięcia. Nie chodzi mi tutaj bynajmniej o podane przez blogera ZetJot przykłady, tylko o zasadę. To, że komuś coś się udało, że wywiązał się znakomicie z jakiegoś zadania, nie musi oznaczać, że jest dodatkowo osobnikiem dobrym czy mądrym (cokolwiek by to nie znaczyło). Czy szanujemy najwięcej zarabiające „gwiazdy” Only Fans, każdego zamożnego i ściganego przed media celebrytę czy chociażby Elona Muska? :) A może wszyscy szanują pana Owsiaka? :) Czy może jednak drwimy sobie z nich czasem lub wręcz wściekamy się na to, że „ośmielają się” wygłaszać swoje – niesłuszne w naszym mniemaniu – opinie polityczne? :) „Ludzie sukcesu” mogą się na czymś wyśmienicie znać, mieć wiedzę w jakimś temacie, dlaczego jednak mielibyśmy traktować ich jako autorytet wyłącznie z racji ich osiagnięć na jednym, konkretnym polu?
Naturalnie drugą stroną monety jest typowa dla „małych duchem” osobników zawiść. Albo... zwykła ignorancja, która każe lekceważyć cudze dokonania, nawet jeżeli pchają one rozwój cywilizacji czy kultury do przodu. Nicola Tesla zmarł w biedzie i zapomnieniu. Podobnie jak van Gogh. A także Oscar Wilde. Dzisiaj są – jak mniemam – powszechnie znani i doceniani. Coś mi jednak mówi, iż los nie zawsze jest sprawiedliwy i wielu wybitnych ludzi przepada w mrokach niepamięci. Dlatego popularność jest dość słabym wyznacznikiem czyjejś wartości.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)