Już za rok. Może za pół roku. A może jeszcze szybciej...? Czeka nas powtórka z chamstwa, agresji, prymitywizmu. Tak wśród polityków, jak i przeciętnych ludzi. Kampania wyborcza. Szukanie haków. Wyzywanie oponentów. Mało wyszukane drwiny i całkiem jawne obelgi. Wieczne wypominanie przywar. Kto lepszy, a kto gorszy? Kto więcej nakradł, kto się bardziej skompromitował. Znowu będziemy się dzielić na „prawdziwych Polaków” oraz „jasnogród”. Pięknie się różnić? To nie dla Polaków. Oni wiedzą, kto porządny, a kto bydlę. Oczywiści ci pierwsi to „nasi”; z kolei „oni” są nie do obrony.
Jakie to fascynujące: to całe przekonanie o własnej nieomylności wśród wyznawców jednego, drugiego, trzeciego obozu. Opętanie polityką, zafiksowanie na nienawiści do tej „złej” partii, niezdolność do merytorycznej debaty. Bo i o czym tu debatować? Są tutaj, na Salonie, blogerzy piszący sążniste notki o tym czy o owym polityku, nie dostrzegający belki we własnym „oku”. Głupota? Po części pewnie tak. Nie twierdzę, że krytyka jest niesłuszna. Niemniej zazwyczaj jest totalnie jednostronna. A w polityce nie ma kryształowo czystych rąk.
Na szczęście społeczeństwo to nie tylko gryzący się jak wściekłe psy „peowcy”, „pisowcy” i „konfiarze”. Społeczeństwo to także ci, którzy wypisali się z upiornej wojenki polsko-polskiej. Obserwują, lecz nie uczestniczą. Czy uważają się za lepszych? Możliwe. Może to pycha? Nawet jeśli, to jest to i tak najzdrowsze podejście. W czasach zamętu i otwartej wrogości do każdego, kto myśli inaczej, warto właśnie być INNYM.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)