Oddajcie Bogu co należy do Boga, a cezarowi co należy do cezara - odpowiedział Jezus na pytanie faryzeuszy czy mają płacić podatki rzymskiemu okupantowi, czy nie. Myśleli, że Go w ten sposób złapią na słowie i będę mogli oskarżyć przed władzą rzymską o buntowanie ludzi przeciwko cezarowi.
Jezus w ten sposób postawił wyraźną granicę między władzą świecką a duchową. Nie chodził do państwowych urzędów i nie oczekiwał od nich, że będą prowadzić religijne nauczanie. Kościół potem sprzeniewierzył się temu i włączył w rządy świeckich. Przenosząc swoje wewnętrzne doktrynalne spory na poziom władzy świeckiej doprowadził do prześladowań, których sam dopiero co był ofiarą, usprawiedliwiając okrucieństwa i samemu się ich dopuszczając, przy których ukrzyżowanie byłoby łaską. Skutkiem tego były schizmy, reformacja i wojny religijne, które przyniosły miliony ofiar, bo zbytnie uwikłanie Kościoła w sprawy świeckie i idące za tym zepsucie moralne i degrengolada kleru zaczęły w końcu budzić coraz większy sprzeciw.
Państwo świeckie to jedno z najważniejszych osiągnięć nowożytności i jedyna gwarancja bezpieczeństwa dla wyznawców wszystkich religii, w tym katolików, i swobody ich wyznawania.
Od nauczania religii, prawd wiary jest Kościół, są duchowni. Dlaczego Kościół chce się wyręczać państwowymi instytucjami? Czy państwo narzuca Kościołowi jakieś zadania, obowiązki? Czy państwo oczekuje od Kościoła nauczania matematyki, biologii, teorii ewolucji, fizyki, albo udostępniania budynków sakralnych do ich nauczania, albo prowadzenia debat sejmowych? Od tego są szkoły, a od tego drugiego budynek Sejmu. Osobiście, choć zawsze daleko mi było do ateisty, lekcje religii wspominam jako farsę, coś obcego szkole i tak to traktowała większość uczniów, jak nie wszyscy. Miejsce księży, katechetów jest w Kościele. W szkole jest miejsce dla nauczycieli, a nie kaznodziei.
Kościół to wspólnota wiernych, a nie wspólnota państwowa i wierni nie mają prawa niczego oczekiwać od państwa oprócz ochrony swobodnego wyznawania swojej religii, a nie narzucania jej świeckim instytucjom państwowym. Powoływanie się na większość i demokrację to broń obosieczna, bo co w sytuacji jak tę większość gdzieś straci? Czy mamy dopuścić nauczanie w państwowej szkole islamu w gminie, w której akurat większość będą stanowić wyznawcy tej religii? Czy mamy zawiesić na ścianie w urzędzie gminy gwiazdę Dawida, bo wójtem zostanie wybrany akurat wyznawca judaizmu (może się zdarzyć, choć u nas to jednak trudne do pomyślenia)? Dzięki państwu świeckiemu również Kościół i jego wierni są lepiej chronieni przed dyskryminacją i prześladowaniami, bo tylko nautralne państwo może nas przed nimi ochronić, a co się szybko skończy, gdy tę neutralność straci. Cała dwutysiącletnia historia Kościoła jest na to najlepszym dowodem.
Istotą państwa świeckiego jest natomiast rozdział instytucji religijnych od państwowych. Warto podkreślić: rozdział instytucji religijnych od państwowych. Również ten rozdział mamy zapisany w polskiej Konstytucji. Co zatem religia robi w państwowej szkole? Najwyższa pora, żeby polscy biskupi zapoznali się wreszcie z Konstytucją kraju, w którym pełnią służbę. To samo dotyczy polityków i aktualnego rządu, który werbalnie zdaje się stawać w obronie Konstytucji, ale nie ma odwagi wyciągnąć z niej konsekwencji i wytłumaczyć to obywatelom, aby wreszcie zrozumieli istotę systemu, w którym żyją i który gwarantuje im wolność wyznania i inne wolności, i żeby przestali popierać tych, którzy usiłują go zniszczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)