Liebe Polinnen und Polen! Liebe Nachbarn! Liebe Kommentatoren und Blogger von Salon24! [Drogie Polki i drodzy Polacy! Drodzy Sąsiedzi! Drodzy komentatorzy i blogerzy Salonu24! tł. las birnamski]
Zapewne wielu z Was uzna treść tego listu za... jak to się dzisiaj mówi?... fejk, czy po prostu oszustwo, ale zanim wydacie ostateczny wyrok przeczytajcie proszę do końca, a być może uda mi się przynajmniej niektórych z Was przekonać do jego autentyczności, mojej całkowitej szczerości i jak najlepszych intencji.
Dzięki uprzejmości jednego z tutejszych blogerów mam szansę do Was skierować tych kilka zdań. Sam wolałbym nie zakładać tutaj konta, gdyż mógłbym w ten sposób ujawnić swoje aktualne miejsce pobytu. Jak wiadomo, anonimowość w tym Waszym internecie, to - jakby złośliwi powiedzieli - jeszcze większy mit od sozialismus, nie mam tu oczywiście na myśli narodowego socjalizmu, który - musicie przyznać - z całkiem niezłym skutkiem udało mi się zaprowadzić, choć póki co na krótko, w mojej Ojczyźnie. Dziękuję zatem swojemu... he, he, sekretarzowi, mam nadzieję, że się nie obrazi za to określenie... za udostępnienie niniejszego listu na swoim blogu i przechodzę już do rzeczy.
Wiem na jakie przede wszystkim pytanie muszę najpierw odpowiedzieć. Otóż, jak to możliwe, że jeszcze żyję? Choć jeszcze długo po zakończeniu tej okrutnej wojny wywołanej rzecz jasna przez międzynarodowy syjonizm, a zakończonej naszą porażką z powodu zdrad i knowań moich... tfu... żałosnych wspólpracowników i nieudolności generałów... ale przecież to wszystko wiecie, więc... choć pojawiało się wiele teorii spiskowych tuż po mojej rzekomej śmierci o mojej ucieczce z oblężonego Berlina (do tej pory za każdym razem, gdy pomyślę co oni zrobili z moim ukochanym miastem, łzy napływają mi do oczu a na usta cisną się najgorsze przekleństwa) nikt nie podejrzewał nawet co się ze mną naprawdę wówczas stało i dzięki komu ocalałem.
Jak wiecie z podręczników historii (jak wiadomo również większość tam to podłe kłamstwa i insynuacje... nie od parady wszak mówi się, że historię piszą zwycięzcy, ale jeszcze przyjdzie czas, kiedy role się odwrócą i to wszystko zostanie wyprostowane, i cała prawda zostanie ukazana znowu w pełnym świetle narodowego socjalizmu)... otóż, jak wiecie z tych zakłamanych podręczników międzynarodowe siły sługusów międzynarodowego syjonizmu otoczyły i zniszczyły naszą piękną stolicę, a ja trwałem wiernie na swoim posterunku w podziemiach swojej kancelarii do samego końca. Rzeczywiście, sytuacja była tragiczna i bez wyjścia, i wielu dopuściło się haniebnej zdrady... pozwolę sobie zmilczeć nazwiska tych podłych zdrajców, oby zostały wymazane z ludzkiej pamięci, my się już o to postaramy... Jedynie nieliczni, ci najwierniejsi z wiernych, w tym moja ukochana Żona, Eva (niech bogowie mają ją w swojej opiece!), której niestety nie udało mi się ocalić, ale o tym za chwilę... zostało przy mnie. Nie widząc wówczas żadnych szans na ocalenie i nie chcąc dalej żyć w świecie bez narodowego socjalizmu, wielu zdecydowało się odejść z tego świata na własnych warunkach. Nie ukrywam, że i ja miałem taki zamiar.
I kiedy już miałem przyjąć ampułkę z zabójczym środkiem, tak jak to zrobiła uprzednio moja droga, nieodżalowana Eva, i dokończyć dzieła strzałem z pistoletu... drzwi do naszego pokoju zostały otwarte i wpadli przez nie żołnierze Armii Czerwonej, a ja zostałem obezwładniony i pozbawiony możliwości dokończenia dzieła. Zanim w tajemnicy wywieziono mnie do tymczasowej kryjówki, sfingowano moją śmierć paląc w ogrodzie kancelarii zwłoki jakiegoś nieszczęśnika wraz z ciałem mojej ukochanej Żony (gdybym to przewidział!). Jeszcze wielokrotnie zmieniano moją kryjówkę, aż w końcu wylądowałem na dłużej w jakimś bunkrze na obrzeżach Moskwy (tak przynajmniej nie poinformowano, choć pewnie nie była to prawda, zresztą, to bez znaczenia). Tam powoli dochodziłem do zdrowia pod pilnym okiem najlepszych sowieckich doktorów, dzięki którym wyzbyłem się problemów trawiennych i uzależnień od środków przeciwbólowych (chciałbym tutaj zdementować bajki o rzekomym Parkinsonie, na który miałem zapaść... drżenie rąk etc. widoczne tu i ówdzie na nagraniach z moim udziałem to wynik ogólnego rozstrojenia nerwowego organizmu i zapewne owych uzależnień).
Tak czy owak, powinno mnie już nie być dawno na tym świecie i nie byłoby zapewne, gdyby nie nasz wybitny specjalista od wszelkich dolegliwości, dr. Mengele i opracowana przez niego, m.in. dzięki bezcennym badaniom przeprowadzanym w naszym obozie internacyjnym Auschwitz (bynajmniej nie śmierci, przy okazji chciałem i te podłe kłamstwa zdementować o jakowychś komorach gaowych etc., i tutaj muszę pochwalić Waszego wybitnego rodaka, Grzegorza von Braun, za niestrudzoną walkę o prawdę historyczną na ten i nie tylko na ten temat) metodzie na długowieczność. Jak tylko nasz doktor został poinformowany o moim ocaleniu, natychmiast udostępnił władzy sowieckiej wyniki swoich badań, które były przez nich dalej kontynuowane. Nie mogę tutaj ujawnić na czym dokładnie polega owa metoda, żeby nie została ona wykorzystana przez naszych wrogów, mogę jedynie ujawnić, że jednym z jej elementów jest odpowiednia dieta i spacery na świeżym powietrzu. Reszty, nawet gdyby chciał, nie potrafiłbym Wam wyjaśnić, gdyż sam niewiele z tego rozumiem, gdyż to naprawdę bardzo zaawansowana wiedza m.in. związana z budową komórek. Zresztą, podobne badania toczą się już w wielu miejscach od dawna, tak więc prędzej czy później stanie się ona powszechną wiedzą i być może sami będziecie mogli z niej skorzystać (miejmy nadzieję, że już w nowym świecie opartym na naszym porządku).
Tej samej metodzie poddany został m.in. aktualny prezydent Rosji, Władimir Putin, nie jest to więc zbyt dobra wiadomość dla tych, którzy małodusznie oczekują jego rychłego odejścia. Patrząc na mnie... jeszcze sobie na to trochę poczekają, he, he. Mam nadzieję, że wspólnie doczekamy dnia, w którym wraz z naszymi sojusznikami z całego świata i Europy, zaprowadzimy wreszcie właściwe porządki a moja ukochana Ojczyzna, nasz Vaterland, wróci wreszcie na łono narodowego socjalizmu. Czego i Wam życzę, drodzy Sąsiedzi, drodzy Polacy! Pracują już nad tym nasi bracia w wierze z Alternative für Deutschland, z którymi zasiadają we wspólnej frakcji w tym, tfu, parlamencie europejskim (nawet nie godzi się tego pisać dużymi literami) Europa Suwerennych Narodów Wasi przedstawiciele z Konföderation. Już niewiele brakuje, żeby nasi bracia z AfD przejęli władzę w naszej wielkiej Ojczyźnie, a Wasi w Waszej, a wówczas... oczyścimy z wszelkiego plugastwa naszą Ojczyznę, nasz wielki Vaterland, Waszą, ale to już sami zrobicie, calą Europę i cały świat... tak jak to głosił w swoim wielkim, przełomowym przemówieniu nasz inny sojusznik zza wunderschöner ozean, J.D.Vancer podczas ostatniej konferencji w Monachium (cóż za zbieg okoliczności, nieprawdaż?). Nie można też tutaj pominąć wielkiej roli biznesu na czele z naszym drogim bratem w wierze Elonem Muskerem w dążeniu do zaprowadzenia nowego światowego ładu opartego na naszych wielkich wzorcach z niedalekiej przeszłości... oby stało się to jak najprędzej, bo nawet metoda na długowieczność, nad której pracę rozpoczął nasz dr. Mengele i rozwinięta przez naszych sojuszników ma swoje ograniczenia.
Nie mogę tutaj również pominąć i nie wyrazić ogromnej wdzięczności dla naszego największego sojusznika zza wunderschöner ozean,, Donolfa Trumpera i jego nieprzejednanej polityki wobec tych, no... einwanderer, imigrantów. Najwyższa pora rozwiązać wszystkie dręczące współczesny świat kwestie. A propos rozwiązywania kwestii... czy to nie dzięki mnie Wasz piękny kraj, Wasz Vaterland, jest teraz wolny od tych... juden? Ręka do góry kto nie jest zadowolony z tego faktu? Co? Nie widzę. Ale ja wcale nie oczekuję od nikogo żadnych podziękowań, wystarczy, że macie tego świadomość. To mi wystarczy. Nie muszę czytać w Waszych myślach, żeby wiedzieć swoje. Zresztą, gdyby było inaczej, czy wspomniany już przeze mnie Wasz kandydat na prezydenta, Grzegorz von Braun, zdobyłby aż tyle głosów i zajął trzecią pozycję? Pytanie retoryczne.
Tak, ja wiem swoje, nie musicie mi tego mówić. My też musimy się jeszcze krygować, bawić się w tą przeklętą demokration, ale już za niedlugo będziemy mogli odsłonić swoje prawdziwe oblicze, to, na które chcąc nie chcąc sami głosujcie. A może jednak bardziej chcąc, niż nie chcąc? Hm? ;) Oczywiście, nie wrócą już dawne sztandary, symbole, bo to już przeszłość, a nowe pokolenia potrzebują nowych. Nie jesteśmy też wcale dumni z tego wszystkiego, co było i nie wszystko zasługuje na kopiowanie. Najważniejsze, że jesteśmy zdolni do transformation i nie tkwimy już tylko w tym, co było, bo to nigdy nie wiedzie do niczego dobrego. Trzeba iść z duchem czasu, jak to modne jest teraz mówić, ale nie zapominać też o tym, co stanowi o naszej wielkości i wyjątkowości: przywiązania do tradycji i wiary. Prawdziwy chrześcijanin powinien umieć bronić swojej wiary i tradycji, a kto inny lepiej mu w tym pomoże jak nie my? Przecież nie ta lewacka, unijna gesindel.
Po co Wam ta Unia Europejska? Na co Wam ci Ukraińcy? (siedzący koło mnie Wolodia tylko się uśmiecha, od czasu do czasu spotykamy się na jednego) Na co Wam te unijne silbermünzen? Czy nie lepsza wolność, choćby i biedniejsza, niż niewola i podporządkowanie na czyjejś łasce, ale jakim kosztem? Przemyślcie to sobie (Wolodia potwierdza), bo - choć wielu wydawałoby się to nie do pomyślenia - życzę Wam i Waszemu Vaterland wszystkiego dobrego. Wolodia mówi, że też, ale różni kłamcy wciąż stawiają mury między nami i chociaż od upadku muru berlińskiego minęły już ponad trzy dekady, wielu wciąż nie potrafi się go pozbyć ze swoich głów i stawia na siłę nowe między nami. Obyście Wy potrafili, czego serdecznie Wam życzę ja, Führer, oraz siedzący tutaj Wladimir Wladimirowitsch Putin.
Na koniec pochwalę się jeszcze najnowszym zdjęciem z ostatniego wspólnego spotkania (miejmy nadzieję) liderów nowego świata (oczywiście tajnego spotkania):

Na dowód, że to ja jestem autorem tego listu, dołączam swój oryginalny podpis i jeszcze raz dziękuję blogerowi las birnamski za udostępnienie go na swoim blogu:



Komentarze
Pokaż komentarze (3)