Powiedzenie: ”Życie zaczyna się po czterdziestce” traktowałem zwykle z humorem i bezosobowo. Inaczej zatem niż czterdziestoletnia Księżna Sussexu Meghan Markle, która odrzucając tytuły i wygody życia na królewskim dworze postawiła sobie i mężowi nowe wyzwania, ale także odmiennie niż nasz rząd, skoro czterdziestkę wybrał na linię startu prozdrowotnego programu profilaktyki populacyjnej. Nie jestem też zwolennikiem numerologii ale rzeczywiście liczba „40” ma dla mnie dobry smak.
Zaczęło się najwcześniej, jak można - mój rok urodzenia /1940/ kończy się właśnie ową magiczną liczbą. W czterdziestym roku życia ziściło się moje ojcowskie marzenie - przyszła na świat upragniona córeczka ANIA. W czterdziestym roku życia otrzymałem też stypendium rządu włoskiego, które pozwoliło mi dojrzeć zawodowo, poznać atrakcyjnie geograficzną oraz bogatą kulturalnie Italię, jej zabytki, piękny język oraz pełnych radości i osobistego uroku ludzi. Oczywiście, takie wszechstronne poznawanie Italii miało miejsce głównie w okresie po-stypendialnym, w roli tłumacza języka włoskiego. W takim charakterze byłem angażowany najpierw przez miejscową Filharmonię I Teatr Muzyczny a póżniej przez Operę Krakowską i Filharmonię Olsztyńską na czas ich artystycznych wojaży do Włoch. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku zespoły muzyczne „demo-ludów” korzystały z corocznych zaproszeń na letnie koncerty fundowane przez samorządy włoskich kurortów z całego Półwyspu Apenińskiego. Było co oglądać, czego słuchać i co przywieść.
Z trudniejszych momentów w roli tłumacza pamiętam „polski strajk” na ziemi włoskiej. Muzycy naszej filharmonii w proteście na kolejne odroczenie wypłaty diet odmówili wyjścia na estradę tuż przed koncertem, mimo zgromadzonej już publiczności. Ostatecznie, po godzinie nerwowych negocjacji oraz interwencji polskiego ambasadora Winiewicza, pieniądze muzykom wypłacono i Nieszpory Sycylijskie zabrzmiały w Raguzie w naturalnej sycylijskiej scenerii wyjątkowo pięknie. Inny epizod miał miejsce podczas koncertu w Amalfii. Padał deszcz i stojący ciągle z telefonem w ręku włoski impresario pośliznął się na mokrym i nachylonym kamiennym podłożu. Leżąc na plecach z mocno przygiętą głową do klatki piersiowej zaczął się momentalnie dusić i siniec. Ponieważ tłumacz musiał być w zasięgu wzroku impresaria zdołałem dostrzec na czas grozę sytuacji i udzielić niezbędnej pomocy. Jak się potem okazało przyczyną upadku było zasłabnięcie, chwilowa utrata przytomności. Impresario wyszedł z tego epizodu z życiem a ja… z dodatkową „lekarską” dietą, którą od tej pory otrzymywałem podczas tego i kolejnych wyjazdów firmowanych przez maestro Silvano. Takie sobie, małe „szczęście w nieszczęściu”. Niezwykle korzystny przelicznik dolarów na złotówki lat osiemdziesiątych przyspieszał oczywiście budowę mojego domu, działając niczym naciskany pedał gazu w aucie. Jeden raz świadczyłem swoje usługi na spotkaniu politycznym w Szczecinie. Przyjechała delegacja włoskich komunistów i w takim właśnie charakterze zostałem zaproszony do obsługi tego spotkania w budynku KW PZPR. Pierwszy raz w życiu gościłem wewnątrz tej możnowładczej instytucji, więc nie ukrywam, że wchodziłem tam ze strachem a wychodziłem z radością, nie pytając o zapłatę.
Czterdziestka ściga, zresztą nie tylko mnie, także w mediach. Przykładem może być często przypominany w TVP ”Czterdziestolatek,” czy pierwsza w świecie telewizja muzyczna MTV, celebrująca właśnie teraz 40-lecie swoich narodzin w Nowym Yorku. Ostatnio, w TVN-24, w relacji do Kukiza Pawła „czterdziestkę” znajomości wypowiedział mu inny celebryta, z mentalnością Szawła i mimiką diabła.
Przed trzema tygodniami Gazeta Wyborcza opublikowała pełen entuzjazmu reportaż na temat przypadkowego odnalezienia się osób dwu różnych narodowości, po 40 latach „rozłąki” od udanej akcji ratunkowej w górach. Jakaż niesamowita była ich radość!
Tydzień póżniej oglądam w szczecińskim Pionierze, do niedawna najstarszym kinie świata, włoski film: ”Gli Anni piu belli,” a tam wszystko o historii, przygodach i spotkaniu męskiej paczki sprzed i równo po czterdziestu latach. Równo po czterdziestu latach „niebytu” ja sam dostaje via internet uprzejme zapytanie identyfikacyjne od pewnej włoszki. Znajoma jedynie z kontaktu wzrokowego na sali operacyjnej, na której ona pilnie szkicowała dojścia i szczegóły operacji a ja, zaciekawiony nieznanym w Polsce zjawiskiem, zerkałem ukradkiem na to co i jak robi. Okazało się, że urodziwa młoda dama studiowała rysunek anatomiczny w ramach programu zajęć pomaturalnego studium plastycznego, a w szpitalu odbywała obowiązkowe zajęcia praktyczne. Prócz urody zdumiała mnie jej niezwykła rzeczowość i inteligencja, zważywszy na 20 lat, które wtedy miała.
Nie ukrywam, że fakt, iż po czterdziestu latach braku jakiegokolwiek kontaktu chciało się jej mnie szukać i odnaleźć sprawił mi wielką przyjemność.
W ubiegłą niedzielę, 8 sierpnia 2021 roku o godzinie 7.00 rano uczestniczyłem najpierw we Mszy świętej transmitowanej z Łagiewnik, a zaraz potem w moim kościele parafialnym. Dwukrotnie więc usłyszałem, że Eliasz „…szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb”. To ta sama góra Synaj na której Mojżesz, religijny lider Izraelitów, odbierze od Pana Boga DEKALOG, by po powtórnym wejściu dziękować, modlić się i pościć przez 40 dni i nocy. Hasło ”czterdzieści dni i nocy” pojawi się na kartach Pisma Świętego jeszcze raz przed rozpoczęciem publicznej działalności Jezusa .
Nieco dłużej, bo aż 40 lat wracali Żydzi do Ziemi Obiecanej z Egiptu. Tyle samo lat idzie w Polsce już SOLIDARNOŚĆ, która też zawarła pakt z Bogiem i z Narodem a bł. Ks. Jerzego Popiełuszkę obrała nawet za swojego patrona. Ciekawe, dokąd nas ona jeszcze zaprowadzi? Czy staniemy się drugim „Izraelem” i „Ziemią Obiecaną” nowoczesnej Europy? Czy, nie daj Boże, czcicielami złotego cielca oczekującymi manny z UE! Bo na samą myśl o tym ”twarz mi blednie, włos mi rzednie, psują mi się zęby przednie…” / fragment dzieła pisanego Jeremiego Przybory. Tak, tak - artysta z Kabaretu Starszych Panów. Znakomity obserwator relacji międzyludzkich i autor refleksyjnych, często z satyryczną nutką tekstów. Jak to w życiu.
Autor: Wojciech Żebrowski
* aneks: 40 (liczba)Wikipedia / link - https://pl.wikipedia.org/wiki/40_(liczba)
Uznany lekarz - ortopeda, chirurg.
Absolwent szczecińskiej Pomorskiej Akademii Medycznej.
Uczeń prof.Tomasza Żuka - twórcy szczecińskiej szkoły ortopedycznej. Wiedzę i doświadczenie zawodowe uzupełniał w wiodących klinikach uniwersyteckich Bolonii, Padwy, Florencji i Bresci /stypendysta rządu włoskiego/. Motto: ”Urbem, urbem, mi Rufe,cole et in ista luce vive! ". Założyciel i aktywny członek Stowarzyszenia "Senat Obywateli Szczecina" - Skrót: (S.O.S.). Od lat Autor, to spiritus movens działań w sferze upowszechniania wysokiej kultury, historii Polski i wszystkiego co służy dobru oraz podwyższeniu intelektualnej jakości egzystencji, w polskich dniach powszednich i świętach narodowych, przede wszystkim społeczności Szczecina.
******
Moje konto w Salonie24 z wielką radością udostępniam Osobom nietuzinkowym, które mają do przekazania w przestrzeni medialnej informacje o sprawach istotnych.
(lg)






Komentarze
Pokaż komentarze