Blog
b-Lech-blo-G.
LechGalicki
LechGalicki dziennikarz, poeta, polonofil.
5 obserwujących 235 notek 61880 odsłon
LechGalicki, 23 listopada 2018 r.

Przytulanka

179 0 2 A A A
stack.com.au 4K E.T. the Extra-Terrestrial /stack.com.au
stack.com.au 4K E.T. the Extra-Terrestrial /stack.com.au

fot.Irena Brzozowska

image

   – Posłuchaj Lesiu – mówi mama do niemogącego zasnąć chłopca – było to tak: 

      ... Szedł powoli kamienistą drogą. Góra była stroma, a białe kamyki na serpentynowym szlaku zgrzytały pod butami. Rajski spojrzał w górę. Czerwony budynek Ośrodka osiadł na szczycie jak wielkanocna baba. Zmęczenie uporczywie przekonywało go, że to zjawa, do której nigdy nie dojdzie. Przysiadł na śliskim jeszcze od deszczu przydrożnym głazie. Dziwne miejsce. Chmury gnały po niebie jak morska piana, gdzieniegdzie na stoku wyrastały w akrobatycznych pozach karłowate drzewa. I ta cisza zawieszona w powietrzu. Przypomniał sobie głos Nuworyszewskiego, który jeszcze wczoraj dawał mu polecenie wyjazdu:
     – Panie Leo, jest ważne zadanie. Nasza firma objęła patronat nad Ośrodkiem dla Dzieci Ociemniałych w Grybergu. Wiem, że pana hobby to latające talerze i zieloni z antenkami. Niech pan jedzie i opowie im parę ciekawych historyjek. Tylko wesołych, bo to nieszczęśliwe szkraby. Niech wiedzą, że nasz O.L.E.W. z o.o. pamięta o swoich zobowiązaniach. Wspomnienie głupawego wywodu poderwało go z miejsca. Od czasu do czasu z niepokojem spoglądał w niebo. Byle tylko nie padało. Tego by jeszcze brakowało – kichający prelegent. Jezu, jaki znowu prelegent? Jaka prelekcja? Nie dość, że biedaki bożego świata nie widziały, a tu pan ufolog wiezie im w teczce całą eskadrę nocnych świateł, błyszczących dysków, na Bliskich Spotkaniach Wszystkich Olśniewających skończywszy.
     – Jestem Leo Rajski z O.L.E.W. – przedstawił się. – Skromna – usłyszał – Dyrektor Ośrodka. Witamy pana serdecznie. Dzieci już od rana tak bardzo się cieszą na spotkanie z tymi latającymi dziwadłami. Proszę mi wierzyć, one mają ogromną wyobraźnię. Niech pan sobie przedstawi, że od rana siedzą na sali – tak się boją, że nie usłyszą początku. Sala była duża, na parapetach stało mnóstwo kwiatów. Zapach pelargonii przesycał powietrze. Niewidomi, podopieczni pani Skromnej siedzieli na gimnastycznych ławeczkach. Wychowawczyni uśmiechała się do skupionego i zarazem zaskoczonego Rajskiego.
      – A teraz usłyszycie od pana ufologa wiele ciekawych rzeczy.   Cichy szmer przebiegł po sali. Leo wyciągnął z torby dużą, plastikową figurkę E.T., którą zabierał zawsze na spotkania z dziećmi. Uniósł wysoko filmowego ufoludka i jak zwykle chciał zapytać: – Czy pamiętacie, jakim pojazdem przyjechała do nas ta istotka?
     Stał tak z wyciągniętą ręką i nie mógł wykrztusić słowa. Zupełna pustka w głowie. Jego ręka opadła w geście bezradności. Zdezorientowane dzieci marszczyły brwi, kręciły głowami, szukając oczekiwanych radości. Gęstniejący zapach kwiatów oddał mu niespodziewanie całą swoją moc natchnienia. Podszedł do pierwszej z brzegu dziewczynki. Podał jej miękką figurkę kosmicznego stworka. Dotykała powoli wyciągnięte przyjaźnie plastikowe rączki, głaskała potworkowatą buzię. Potem znowu rączki. Zaczęła przytulać go i cichutko chichotać.
     – Podawajcie jedno drugiemu, oglądając rączkami, a ja wam opowiem o tej istotce całą historię. Mówił, jak przyleciała w tajemniczym pojeździe UFO i została w mrocznym, sosnowym lesie, a zbierała w nim próbki roślinek – zupełnie sama i bezradna. Na Ziemi rozumiały ją drzewa, krzewy, mech i wszystko to, co ludzie nazywają łonem przyrody. Opowiadał o serduszku E.T., które świeciło tak mocno jak mała latarnia morska. Czuł, że dzieci są zachwycone. Jedno po drugim dotykało stworka i przyciskało do siebie z całej siły. Jego też ogarniała dziwna radość. Wiedział, iż pogrąża się w niezwykłym transie emanującym wprost od dzieci. Sam zaskoczony swoją inwencją opisał spotkania z dobrymi E.T., które tulą z miłością wszystkie dzieci i biednych ludzi, dotykając ich czółka płomiennym paluszkiem mądrości i pamięci o nich na zawsze. Zapach kwiatów stał się odurzająco barwny. Szyby okien zaczęły przenikać promienie kolorowych świateł, aż tęczowy snop oświetlił całą salę. Stojące na parapetach doniczki zaczęły drżeć pod naporem ciężkich kropli deszczu, a stulone płatki kwiatów rozchylały się jakby soczysta wiosna dotknęła je w mgnieniu oka.
    Dzieci same wstały z ławeczek i kto by uwierzył, spoglądając sobie w oczy, zdziwione, szeptem mówiły jedno przez drugie. Rajski przestał mówić i z otwartymi ustami wpatrywał się w zjawisko nie wierząc w realność sytuacji. Wszystkie dzieci odwróciły głowy w stronę okien, jakby już zupełnie zrzuciły z siebie jarzmo niewidzenia. Za granicą skrzących się szyb widać było lądujący, świecący jak bożonarodzeniowa choinka ogromny pojazd. Skulone w rogu sali wychowawczynie trzymały się kurczowo, nie mogąc wykrztusić słowa. Dzieci podchodziły do okien. Każde brało w ręce doniczkę z kwiatkiem i powoli wychodziło na dziedziniec Ośrodka przez ziejące feerią świateł otwarte drzwi. Po chwili sala była pusta. Leo Rajski nie mógł oprzeć się ciekawości. Na miękkich nogach podszedł do okna. Wstrzymał oddech. Do tajemniczego pojazdu pozaziemskiego, po srebrnym trapie, spokojnie, z uśmiechem na buziach, wchodzili wychowankowie Ośrodka dla Dzieci Ociemniałych.
    W ich szeroko otwartych oczach odbijały się gwiazdy Wielkiego Wozu. Tuż, tuż, przy ogromnych, kosmicznych drzwiach wiodących do mieniącego się wszystkimi kolorami tęczy obiektu, w oparach niezwykłej, niczym gwiezdny pył mgły, stały dziwne osobniki. Dobrotliwe stworki z otchłani wszechświata, ale także, – to niewiarygodne – istoty ludzkie. Promienne i efemeryczne, jak ciała astralne. Był tam starszy pan w mundurze listonosza, mężczyzna w odświętnym garniturze i śmiesznym berecie, Piotr i Jarek, Wojtek z przyszytą do rękawa tarczą liceum ogólnokształcącego i Maryśka tam była – królowa dworca, kobieta z bukietem niepokojąco żółtych kwiatów i mężczyzna zamyślony, Adam i jeszcze wielu innych. Wszyscy oni pomagali maluchom przekroczyć próg między ziemskim światem a pojazdem nie z tej Ziemi. W wielkiej ciszy zdawało się, że słychać ogromny krzyk radości.Leo Rajski stał jak zahipnotyzowany. Silniki nadzwyczajnego pojazdu zaczęły pracować,aby za chwilę wynieść wszystkich pasażerów w rejony nam nieznane, tam, gdzie nawet marzenia nie docierają. Tam gwiazda Lakszmi syci i poi zagubieniem bólu.

Niespodziewanie do sali Ośrodka wczłapał mały stworek trzymający w łapkach kwiat paproci. Pokiwał głową, jego serce zaświeciło jak mała latarnia morska, zamruczał i uciekł, bo zapewne wystraszył się, że znowu pozostanie sam na Ziemi.

Lech Galicki

image

Aneks 

Życie pozaziemskie (E.T) – życie istniejące poza Ziemią i niepochodzące z niej. Nie znaleziono jakichkolwiek jednoznacznych i potwierdzonych dowodów na istnienie życia poza Ziemią. Wikipedia

Opublikowano: 23.11.2018 18:56. Ostatnia aktualizacja: 23.11.2018 19:07.
Autor: LechGalicki
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Lech Galicki, ur. 29 I 1955, w domu rodzinnym przy ulicy Stanisława Moniuszki 4 (Jasne Błonia) w Szczecinie. Dziennikarz, prozaik, poeta. Pseud.: (gal), Krzysztof Berg, Marcin Wodnicki. Syn Władysława i Stanisławy z domu Przybeckiej. Syn: Marcin. Ukończył studia ekonomiczne na Politechnice Szczecińskiej; studiował również język niemiecki w Goethe Institut w Berlinie. Odbył roczną aplikację dziennikarską w tygodniku „Morze i Ziemia”. Pracował jako dziennikarz w rozmaitych periodykach. Był zastępcą redaktora naczelnego dwutygodnika „Kościół nad Odrą i Bałtykiem”. Od 1995 współpracuje z PR Szczecin, dla którego przygotowuje reportaże, audycje autorskie, słuchowisko („Grona Grudnia” w ramach „Szczecińskiej Trylogii Grudnia.”), pisze reżyserowane przez redaktor Agatę Foltyn z Polskiego Radia Szczecin słuchowiska poetyckie: Ktoś Inny, Urodziłem się (z udziałem aktorów: Beaty Zygarlickiej, Adama Zycha, Edwarda Żentary) oraz tworzy i czyta na antenie cykliczne felietony. Podróżował do Anglii, Dani, RFN, Belgii; w latach 1988 – 1993 przebywał w Berlinie Zachodnim. Od 1996 prowadzi warsztaty dziennikarskie dla młodzieży polskiej, białoruskiej i ukraińskiej w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Związku Zawodowego Dziennikarzy. W 1994 otrzymał nagrodę specjalną SDP za różnorodną twórczość dziennikarską i literacką. Wyróżniany wielokrotnie przez polskie bractwa i grupy poetyckie. Od 2011 prowadzi w Szczecińskim Domu Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczecińskiej: Teatr Empatia (nagrodzony za osiągnięcia artystyczne przez Prezydenta miasta Szczecin), pisze scenariusze, reżyseruje spektakle, w których także występuje, podobnie okazjonalnie gra główną rolę w miniserialu filmowym. Jako dziennikarz debiutował w 1971 roku w tygodniku „Na przełaj”. Debiut literacki: Drzewo-Stan (1993). Opublikował następujące książki poetyckie: Drzewo-Stan. Szczecin: Szczecińskie Wydawnictwo Archidiecezjalne „ Ottonianum”, 1993; Ktoś Inny. Tamże, 1995; Efekt motyla. Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 1999. Cisza. Szczecin: Wyd. Promocyjne „Albatros”, 2003, KrzykOkrzyk, Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 2004. Lamentacje za jeden uśmiech. Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 2005. Tentato. Zapamiętnik znaleziony w chaosie. Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 2007. Lawa rozmowy o Polsce. Współautor. Kraków: Solidarni 2010, Arcana, 2012, Antologia Smoleńska 96 wierszy. Współautor, wyd. Solidarni 2010, rok wyd.2015. Proza, reportaże, felietony: Trzask czasu, Czarnków: Interak, 1994; Na oka dnie (wspólnie z Agatą Foltyn) Szczecin: Wydawnictwo Promocyjne „Albatros”), 1997, Jozajtis, Szczecin, Wyd. „PoNaD”, 1999, Sennik Lunatyka, Szczecin: Wyd. Promocyjne „ Albatros”, 2000, Dum – Dum. Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 2000, Dum –Dum 2. Tamże, 2001, Punkt G., Tamże, 2002, Dziękuję za rozmowę. Zszywka czasu. Tamże, 2003. RECENZJE Charakterystyczne dla „metafizycznych” tomów poezji Galickiego jest połączenie wierszy oraz fotografii Marka Poźniaka (w najważniejszym tomie Ktoś Inny są to zdjęcia kostiumów teatralnych Piera Georgia Furlana), stanowiących tyleż dopełniającą się całość, co dwa zupełnie autonomiczne zjawiska artystyczne, jednocześnie próbujące być świadectwem poszukiwania i zatrzymywania przez sztukę prześwitów Wieczności. Marzenia mają moc przełamania własnego zranienia, ocalenia świadomości boleśnie naznaczonej czasem, przemijaniem, śmiercią. Prowadzą do odnajdywania w sobie śladów nieistniejącego już raju i harmonii. Charakterystyczna jest przekładalność zapisu słownego na muzyczny i plastyczny. Reportaże i felietony Galickiego dotyczą zawsze najbliższej rzeczywistości: ułamki rozmów i spotkań w tramwaju, migawki spostrzeżeń, codzienność w jej często przytłaczającym wymiarze. Zapiski zaskakują trafną, skrótową diagnozą sytuacji życiowej bohaterów. Galicki balansuje pomiędzy oczywistością a niezwykłością zjawiska, powszedniością sytuacji, a często poetyckim językiem jej przedstawienia. Oderwanie opisywanych zdarzeń od pierwotnego kontekstu publikacji („Kościół nad Odrą i Bałtykiem”, PR Szczecin) czyni z minireportaży swoistą metaforę, usiłującą odnaleźć w ułamkach codzienności porządkujący je sens. Podobnie dzieje się w felietonach z założenia interwencyjnych (Dum – Dum, Dum – Dum 2): autor poszukuje uogólnienia, czy też analogii pomiędzy tym co jednostkowe a tym, co ogólne, wywiedzione z wiersza, anegdoty, symbolu, przeszłości. Galicki buduje świat swoich mikroopowiadań również z ułamków przeszłości (np. historia Sydonii von Borck w Jozajtisie), a także z doświadczeń autobiograficznych (pamięta dzień swoich urodzin, przeżył doświadczenie wyjścia poza ciało, oraz groźną katastrofę). Piotr Urbański Powyższy artykuł biograficzny pochodzi z Literatury na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku, Przewodnik encyklopedyczny. Szczecin: Wydawnictwo „Kurier – Press”, 2003. Autor noty biograficznej: Piotr Lech Urbański dr hab. Od 1.10.2012 prof. nadzw. w Instytucie Filologii Klasycznej UAM. Poprzednio prof. nadzw. Uniwersytetu Szczecińskiego, dyrektor Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa (2002-2008), Dokonano aktualizacji w spisie książek napisanych po opublikowaniu notatki biograficznej Lecha Galickiego i wydanych. Recenzja książki Lecha Galickiego „Dziękuję za rozmowę. Zszywka czasu”. Wydawnictwo „PoNaD”. Szczecin 2003 autorstwa (E.S) opublikowana w dwumiesięczniku literackim TOPOS [1-2 (74 75) 2004 Rok XII]: Dziękuję za rozmowę to zbiór wywiadów, artykułów prasowych, które szczeciński dziennikarz, ale także poeta i prozaik, drukował w prasie w ostatniej dekadzie. Mimo swej różnorodności, bo obok rozmowy z modelkami znajdziemy np. wywiad z Lechem Wałęsą, z chaotycznego doświadczenia przełomu wieków wyłania się obraz współczesności targanej przez sprzeczne dążenia, poszukującej jednak własnych form osobowości. Legendarne UFO, radiestezja, bioenergoterapia, spirytualizm – zjawiska, które Galicki nie obawia się opisywać, niekiedy wbrew opinii publicznej i środowisk naukowych. Prawie każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś dla siebie – wywiady z wybitnymi artystami sąsiadują z wypowiedziami osób duchowych, opinie polityków obok opowieści o zwykłych ludzkich losach. Galicki, mimo iż w znacznej mierze osadzony jest w lokalnym środowisku Pomorza Zachodniego, dąży do ujmowania w swoich tekstach problematyki uniwersalnej i reprezentuje zupełnie inny, niż obecnie rozpowszechniony, typ dziennikarstwa. Liczy się u niego nie pogoń za sensacją, a unieruchomienie strumienia czasu przy pomocy druku. Pisze na zasadzie stop – klatek tworząc skomplikowany, niekiedy wręcz wymykający się spod kontroli obraz naszych czasów. (E.S.).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @kungalu Pozdrawiam
  • http://wojciechkilar.pl/
  • http://wojciechkilar.pl/media

Tematy w dziale Kultura