b-Lech-blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
7 obserwujących
369 notek
103k odsłony
436 odsłon

Do Warszawy po szczyptę soli i kwartę kawy

METROWARSZAWA.PL
METROWARSZAWA.PL
Wykop Skomentuj2

  Kiedyś udostępniłem moje konto pani Zofii Wieczystej, mieszkance "Domu Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczecińskiej" przy ul. Eugeniusza Romera 21- 29 w Szczecinie. Jej niezwyklej urody i przepełniony emocjami tekst "Historia mojej miłości" Książnica Pomorska zakwalifikowała do konkursu o historii zachodniopomorskich rodzin. Ten jest zupełnie inny w nastroju.

(gal)

O zdarzeniach prawdziwych, niekoniecznie heroicznych, a w wyniku klas społecznych pomieszania często komicznych.

  "Opiszę wam jak jechałam pierwszy raz do stolicy naszego pięknego kraju, Warszawy po szczyptę soli i kwartę kawy. A było to krótko po zakończeniu wojny, tej drugiej i światowej.


  Przychodzą ja na kolejową stacyję, a tu jak coś nie gwizdnie i wielce świstnie, to ja bęc i jak kłoda leżę na peronie. Przychodzi do mnie panoczek taki w czerwonej czapeczce fikuśnej i tak mówi: Panienko wy nie bójta się, bo za godzinę będzie drugi pociąg do stolicy.

  Oj pięknie mi się tym drugim wolnym jak ślimak schnellzugiem w trzeciej klasie jechało. W moim przedziale to jechała jedna pani, co miała całą gębę wysmarowaną mąką żytnią. Druga kobieta, paniusia że hej, gębulę natarła mąką, po mojemu, mąką pszenną. A jedna damulka miała takie usta czerwone jakby cały tydzień jadła tylko buraki pastewne, czy insze.

  Przyjeżdżam ja do tej Warszawy, a tam na dworcu pisze "Kasa biletowa". Pomyślałam: kasę jęczmienną jadłam, kasę tatarczaną też jadłam, nawet pęczak jadłam, ale kasy biletowej to wierzcie mi, jak tu stoję - nie jadłam. Myślę: kupię z kilo dla męża mojego kochanego. Dałam dziesięć złotych polskich, a oni tam dali mi taki papierek co pisało na nim kino-bilet z numerkami jakimiś i zaprowadzili mnie do sali ciemnej jak w ciemnicy jakiej, a tam się z dziesięciu panoczków nie wiadomo czemu ciągle goniło. A gdzie ta kasa? To ja wołam zdenerwowana do tych goniących się ludzików dla ich powiadomienia: Jeden panoczek pod stołem schował się! O tam, tam! Naraz ktoś mnie chwycił za ramię i mówi ze złością wielką: Jak się kobieto nie umiesz kulturalnie zachować w kultury przybytku, to proszę wyjść stąd natychmiast!

  Owa pani zwana bileterką zaprowadziła mnie do hotelu, kazała się mi umyć, światło zgasić i iść spać w spokoju.

  Umyłam się wodą co leciała ze ściany z rurki takiej jak każda rurka, ale to dziw, że woda. Światła nie mogłam zgasić. Dmuchałam, dmuchałam na to żarzące się z całych sił, aż mnie boleść w piersiach wzięła, a tu nic. Pali się i już. Bestyja, że strach płonąca. Widzę, że idzie taki wielgachny warszawski panoczek, to pomyślałam, że on tak jak sam jest ma wielkiego dmucha. A ten poproszony o pomoc w jarzącego się światła gaszeniu pogłaskał mnie jak jałówkę jaką, a zaraz potem pogłaskał ścianę i światło zgasło. Ten panoczek uśmiechnął się pod swoim wielkim i czerwonym jak burak pastewny nosem - coś mi się wydawało, że chciał się ze mnie śmiać. A z czego to niby? Z czego?

  Ze szczypty soli i kwarty kawy z Warszawy nie wyszło nic i to mnie boli. Bo ja z roli i uparta. A do tej stolicy Warszawą nazywanej, to ja już więcej nie pojadę".

Zofia Wieczysta


 Napisane na podstawie zasłyszanych zdarzeń i obserwacji własnych pani Zofii w czasach powojennych dla potomnych wiedzy, także o zdarzeniach nie koniecznie heroicznych, a w wyniku klas społecznych pomieszania często komicznych.

(gal)

                                                                                                                       



Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura