17 obserwujących
583 notki
203k odsłony
  295   0

Gra w Chińczyka

Coraz mniej jest wśród nas byłych milionerów, kupujących w czasach inflacji siatkę zimioków za trzydzieści tysięcy złotych. Parę pokoleń, które doświadczyły takich niezwykłości chciałoby ich uniknąć. Żerując na ich lękach zarząd kraju wychował jego mieszkańców w kulcie nowej, zdenominowanej złotówki. Drukowanie tejże niechybnie miało skończyć się implozją wszechświata, dlatego, kiedy było złotówek potrzeba, oczywiste, że brano je z oszczędności emerytalnych miejscowej biomasy.
Że to ściema wyszło w pandemii. Premier, który miał być pierwszym premierem zrównoważonego budżetu bez mrugnięcia okiem został premierem rekordowego deficytu.
I, guess what, świat się nie zawalił, dolar kosztował ile kosztuje, może dlatego, że ci od dolarów już dawno przestawili swoją gospodarkę z produkcji produktów na druk dolarów.
Wszelkiego barachła, które sobie można za te dolary, euro i złotówki kupić dostarczają w nadmiarze Chińczycy. W sumie te fabryki mogłyby stać u nas czy w Argentynie, niewielka różnica, bo są coraz bardziej bezobsługowe. Wciąż dewastują środowisko, to niech lepiej dymią w Chinach. Jak sobie Chińczyk naskłada naszych pieniążków, zapraszamy np. w Tatry, niech sobie przez tydzień pooddycha świeżym powietrzem, a jak mu się kasa skończy, niech wraca nad toksyczną Żółtą Rzekę.
Oglądałem znakomity program historyczny o Hiszpanach wywożących w XVI wieku srebro z Chile do Chin, gdzie dostawali za nie konkretny towar. W pewnym momencie zabrakło srebra i gospodarka Chin zawaliła się z hukiem, bo nie było z czego bić chińskich monet.
Tak że Zachód nie ma co sobie robić wyrzutów, że wykorzystuje, bo nie wykorzystuje, wręcz przeciwnie daje im powód do zajęcia się czymś pożytecznym. Dopóki się nie zorientują, że sami sobie mogą wydrukować dowolną ilość pieniędzy.

image

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka