Kiedyś, młody i gniewny, oburzałem się z ogniem, z pasją. Tera mi zwisa.
Przełom roku przyniósł jednak dwa skandale popod niebo - o, jednak się rozpędzam.
No bo popatrzcie - na Mikołaja Prezydent podarował jakiejś profesorzynie posadę - marzenie. Rodzaj fuchy, za którą Zyta Gilowska przegryzłaby Balcerowiczowi gardło szybciej niż się mówi: eN-Be-Pe. A ten palant - imię jego niech będzie zapomniane - podrapał się po dupsku i po dwóch dniach zrezygnował z "powodów rodzinnych".
Że niby co ?! Człowieku - prezydent Polski oferuje ci najwyższe stanowisko w branży, a ty wystawiasz go do wiatru? Żona grymasi? Mamusia dogorywa? Dżizas, toż to służba publiczna: żonie sto batów, babci pavulon i siódma pięć meldujesz się za biurkiem, głupia cioto.
Uff. Nie byłoby tego rantu, gdyby nie drugi nominat z bożej łaski, który wystawił ni mniej ni więcej tylko papieża. Taa jest, agent specjalnej troski Grey. I jeszcze kurde charakter pisma podobny ma do mojego.
Czas na wzorzec pozytywny:
Shogun Asano został obrażony przez mistrza Kirę, a następnie uwięziony i stracony. Jego gapowaci samuraje w liczbie 47 poszli na zasiłek. Przez rok zachowywali się jak typowi polscy bezrobotni. Uspokojony Kira zwolnił straże i wtedy 47 roninów uderzyło, "a krwi tyle, że można krytą żabką" (Waligórski). Następnie udali się do najbliższej świątyni, gdzie rozpłatali sobie brzuchy.
Zawiedli zwierzchnika i ich życie straciło sens.
Ok, panowie nominaci, z poprawką na nasz krąg kulturowy - tu bicz, tam włosienica - do roboty.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)