456 obserwujących
693 notki
3913k odsłon
616 odsłon

Ideologiczna wojna z kierowcami

Wykop Skomentuj81

Hanna Gronkiewicz-Waltz zachwala swoje sukcesy na stanowisku prezydenta Warszawy. Mnie przekonała ostatecznie, jak złym jest prezydentem, podejmując decyzję o stworzeniu na Trasie Łazienkowskiej buspasa. Ta sprawa, która wywołała niezliczone protesty, kontrowersje i spory (ich znaczną część można znaleźć m.in. na forum „Gazety Wyborczej”, o której roli w tej sprawie poniżej), a widzieć ją trzeba w kilku wymiarach. Pierwszy to wymiar ściśle praktyczny, drugi – ideologiczny.
O tym pierwszym tylko skrótowo, bowiem gruntowną krytykę buspasa na Trasie przeprowadzili już i eksperci, i zwykli mieszkańcy Warszawy. W szczególności niektóre komentarze na blogach dziennikarzy, zajmujących się komunikacją miejską, wypunktowują znakomicie niedostatki tego przedsięwzięcia. Najważniejsze z zarzutów są następujące. Po pierwsze –nieprzeprowadzenie przed utworzeniem buspasa gruntownych symulacji, obliczeń i szacunków rozłożenia ruchu, jego natężenia i kompleksowych skutków. Bo przecież stojące w gigantycznym korku auta to ogromny wzrost zużycia paliwa, większe zanieczyszczenie środowiska i konkretne straty finansowe. Tego oczywiście nikt nie policzył. Po drugie –wytyczenie buspasa na trasie, która w zamierzeniach i praktyce jest trasą przelotową przez miasto. Po trzecie – wydłużenie całkowitego czasu przejazdu autobusów. Po czwarte –wprowadzenie buspasa jako odosobnionego, PR-owego chwytu, a nie części systemowych zmian, w zestawie których – gdyby były przeprowadzane według rozsądnego planu – wytyczenie buspasa nie byłoby z pewnością pierwszym etapem.
Ratusz uznał niestety najwyraźniej, że buspas i jego kolejne zapowiadane wcielenia w innych miejscach stolicy to kwestia prestiżowa i honorowa i że do błędu przyznać się nie można. Mimo druzgocącej krytyki jedyne ustępstwo, na jakie poszedł, to wpuszczenie na niego korporacyjnych taksówek. Pozostawiono bez zmian nonsensowne rozwiązanie w postaci obowiązywania buspasa przez całą dobę siedem dni w tygodniu, co zakrawa na czystą złośliwość wobec zmotoryzowanych. Na kpinę z kolei zakrawają wyjaśnienia HGW, że robi po prostu to, co dzieje się w innych europejskich miastach. Publiczny transport i infrastruktura z nim związana w Warszawie to żart w porównaniu z tymi w Londynie, Paryżu czy Berlinie.
Teraz wracają zapowiedzi, które dla mnie osobiście, jako mieszkańca jednej z podpiaseczyńskich miejscowości, oznaczają całkowitą katastrofę komunikacyjną: stworzenie buspasa na Puławskiej, od Piaseczna do Ursynowa. O ile za buspasem na Trasie można od biedy znaleźć jeszcze jakieś szczątkowe argumenty, o tyle buspas na Puławskiej jest jawnym, brutalnym i ordynarnym wypowiedzeniem wojny dziesiątkom tysięcy obywateli, którzy przemieszczają się z domów do miasta swoimi autami. Różnice z buspasem na Trasie są oczywiste. Po pierwsze –w przeciwieństwie do Trasy Łazienkowskiej, dla Puławskiej nie ma alternatywnej trasy dojazdu z południa. Po drugie – transport publiczny od Piaseczna do Warszawy to kpina. Zapchane już teraz pociągi jeżdżą co pół godziny, autobusy niewiele częściej. Nie ma tramwaju, nie ma oczywiście metra. Po trzecie –na terenach od Piaseczna do granic Warszawy znaczna część mieszkańców (widać to na ulicach oraz w tkwiących w korkach samochodach) to rodziny z dziećmi, dla których transport publiczny nie jest żadną alternatywą.
Nie mam wątpliwości: Puławska, już teraz zakorkowana w godzinach szczytu, stanie kompletnie bo wytyczeniu buspasa. Tępa, głupia i skandaliczna inicjatywa HGW zdezorganizuje życie dziesiątkom tysięcy ludzi.
I tu dochodzimy do drugiego, ideologicznego aspektu sprawy. Warto przyjrzeć się, jakie argumenty wytaczali w tej sprawie zaangażowani w nią dziennikarze. Bardzo rozsądne teksty publikowała „Polityka”, w tym znakomity artykuł Piotra Pytlakowskiego, natomiast murem za buspasem stała „Gazeta Stołeczna”. Jej publicysta Jarosław Ossowski w swoich tekstach, pisanych w napastliwym tonie, nie ukrywał nawet specjalnie, że kierowców uważa za wrogów, którym należy za wszelką cenę dopiec. Stanowisko „GW”, która generalnie wspiera rozmaite poprawne polityczne trendy o lewicowym zabarwieniu, nie jest oczywiście przypadkiem.Jednym z takich trendów jest agresywne wspieranie komunikacji publicznej coraz większym kosztem indywidualnych kierowców, co oczywiście pokrywane jest pozorami pragmatyzmu. Ten pragmatyzm daje się jeszcze obronić w miastach Zachodu, wyposażonych w dobrze funkcjonujące systemy komunikacji zbiorowej, obwodnice, parkingi. W Warszawie nie ma mowy o żadnym przemyślanym systemie. Są decyzje szczątkowe, agresywne, głupie, a przede wszystkim uprzywilejowujące ponad miarę jedną grupę obywateli kosztem innej.I nie jest żadnym argumentem, że „pasażerów komunikacji miejskiej jest więcej”. Z punktu widzenia idei demokratycznej to żadne uzasadnienie, zwłaszcza wobec obsesyjnego dbania tejże samej „Wyborczej” o rozmaite mniejszości. Mniejszość kierowców najwyraźniej jednak na żadną obronę z jakichś tajemniczych przyczyn nie zasługuje.
Przede wszystkim jednak kierowcy mają prawo do użytkowania przestrzeni publicznej dokładnie tak samo jak niezmotoryzowani, a jeśli wziąć pod uwagę względy finansowe – nawet większe, ponieważ ponoszone przez nich ciężary finansowe są wielokrotnie większe niż w przypadku niezmotoryzowanych. Sprawa jest moim zdaniem na tyle poważna, że może w pewnych okolicznościach trafić do Trybunału Konstytucyjnego.
Na ideologiczne zacietrzewienie wskazuje fakt, iż buspasy są wytyczane według bardzo czytelnej zasady: nie tyle ułatwiamy życie pasażerom komunikacji publicznej, co dowalamy kierowcom.W przypadku Puławskiej jest to jeszcze wyraźniejsze niż w przypadku Trasy. Tu bowiem możliwe jest, przy stosunkowo niewielkim nakładzie finansowym, szacowanym na kilka milionów złotych, takie przeprojektowanie ulicy, aby dobudować buspas bez zabierania jednego pasa samochodom. O tym jednak w ogóle nie ma mowy. Dlaczego? Trudno to wytłumaczyć inaczej niż właśnie ideologicznie motywowaną wrogością wobec kierowców.
Skąd to ideologiczne zacietrzewienie? Po pierwsze, to pokłosie ekopoprawności politycznej,jednego z najżywotniejszych dziś niestety trendów, bezkrytycznie zaadoptowanego przez rządy państw, dołączające ochoczo do ekohucpy, niezależnie od tego, jakie machlojki środowiska ekoideologów wychodzą na jaw (jak ostatnio spora porcja mejli środowiska naukowego, kompromitujących ideę rzekomego globalnego ocieplenia z winy człowieka). Po drugie – to lewicowa, głęboko tkwiąca wrogość wobec indywidualnej wolności, której jednym z symboli jest indywidualny transport i swoboda, jaką daje. Nie twierdzę, że HGW świadomie kieruje się takimi przesłankami. Pani prezydent jest na to, by tak rzec, zbyt mało mobilna intelektualnie. Co innego choćby „GW”. Tym cenniejsze jest z tego punktu widzenia rozsądne stanowisko takich pism jak „Polityka”, która torpeduje te projekty z pragmatycznego punktu widzenia.
Co będzie, jeśli buspas na Puławskiej powstanie, jak zapowiada buńczucznie HGW, w przyszłym roku? Będzie wojna. Ja wiem, co zrobię: z całą pewnością nie będę istnienia tegoż respektował. Będę z niego korzystał z pełną świadomością łamania przepisów. W razie potrzeby – odmówię przyjęcia mandatu i stanę przed sądem. I będę do tego nakłaniał wszystkich kierowców, którzy czują się niesprawiedliwie i bezzasadnie dyskryminowani. I jeśli trzeba – stanę przed sądem ponownie, za nakłanianie do łamania prawa. Będę wówczas argumentował, że czynię to w ramach uzasadnionej akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa.Być może będziemy mieli do czynienia ze zorganizowanym protestem. Będę także namawiał Rzecznika Praw Obywatelskich do dynamicznego zainteresowania się sprawą.
Kiedy zaś nadejdą wybory na prezydenta Warszawy, mam nadzieję, że zmotoryzowani mieszkańcy stolicy będą pamiętali pani Gronkiewicz-Waltz, która zresztą nie kala się korzystaniem z komunikacji publicznej, jakich doznali od niej faworów.

 

Wykop Skomentuj81
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale