Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
455 obserwujących 693 notki 3882107 odsłon
Łukasz Warzecha, 15 lipca 2007 r.

Białe Miasteczko znika. Nareszcie

Dziś przed południem na mojego redakcyjnego mejla dotarł list następującej treści: „Zapra­szamy wszystkich przyjaciół, zwolenników i media na uroczystości zamykającą Białe Miasteczko. W programie między innymi: Hymn pielęgniarek, odsłonięcie pamiątkowego napisu, przemówienie Doroty Gardias. W części artystycznej wystąpią: Urszula Dudziak, Maria Czubaszek, zespół Czerwony Tulipan, Danuta Błażejczyk, Tomasz Jachimek, Gareth Sanders. Zarząd Krajowy OZZPiP".

Potem w samochodzie wysłuchałem fragmentów poruszającego przemówienia pani Gardias. Nie jestem w stanie go tutaj powtórzyć, ale było niezmiernie pompatyczne i dostojne. Coś w rodzaju: „Walczymy dalej o godność, o prawdę, zostałyśmy zlekceważone i zszargane, ale nie poddajemy się" i tym podobne dyrdymały. W podobnym tonie pani Gardias mówiła w TVN. Brzmiało to jak mowa o obronie Termopil.

Była też mowa o tym, że ludzie okazali „serce i zrozumienie". Przyznaję: ja serca i zrozumienia z całą pewnością nie mam. Mało co irytuje mnie równie mocno, co sytuacja, gdy ktoś stara się wydrzeć z budżetu kasę, a epatuje wszystkich wzniosłymi hasłami, śpiewa hymn, obwiesza się flagami i bajdurzy o godności, jakby tu chodziło co najmniej o ochronę polskiej państwowości. Nie przyjmuję też absolutnie - co usiłowali nieraz pod moimi wpisami robić moi polemiści - porównań strajków z czasów Peerelu do dzisiejszych. Kto próbuje zrównywać sytuację w czasów komunistycznej opresji z dzisiejszymi przepychankami różnych grup interesu o kasę, robi to albo z kompletnej głupoty połączonej z absolutnym brakiem świadomości historycznej, albo ze skrajnie złej woli.

W wiadomościach w radiu pojawiła się taka próba w kontekście możliwego strajku kolejarzy. Jakiś kolejarski związkowiec wspominał strajki na kolei z początku lat 80. i bardzo narzekał, że po 1989 roku spadła liczba jeżdżących koleją, wzrosła natomiast liczba jeżdżących samochodami, rozjeżdżających drogi i powodujących wypadki. Zaiste, tragedia to niezmierna. Najlepszym wyjściem dla kolejarskich związkowców byłoby, gdyby samochody zostały zakazane, jedynym środkiem lokomocji pozostały pociągi, ceny biletów zostałyby podwyższone dziesięciokrotnie, w konstytucji zapisano by, że PKP mają być po wieczność państwowe i muszą co roku otrzymywać stałą dotację, określoną jako procent PKB, a wszyscy pracownicy firmy mają mieć wieczystą gwarancję zatrudnienia, przechodzącą na dzieci. Wówczas dopiero bylibyśmy w Polsce prawdziwie solidarnej, przynajmniej dla kolejarzy.

Myślę, że podobne rozwiązania usatysfakcjonowałyby pielęgniarki. Ciekawe, co jest w ich hymnie? Coś o pomaganiu ludziom czy może o tym, jak wymusić większą kasę z budżetu? Pani Gardias lub inna przywódczyni protestu była uprzejma powiedzieć, że pielęgniarki, które protestowały, nie odeszły od łóżek pacjentów. Czyżby posiadały zdolność bilokacji? Zachodzę też w głowę, jak brzmi ów tajemniczy pamiątkowy napis. Coś w rodzaju: „Tu przez miesiąc pielęgniarki próbowały wydusić od rządu większą kasę"?

Protestujący lekarze domagają się - choć nie jest to ich główny postulat - uwłaszczenia na majątku służby zdrowia. Pielęgniarki w ogóle nie chcą prywatyzacji, choćby częściowej. Chcą po prostu większej kasy, za to odmawiają poddania swojej pracy jakiejkolwiek rynkowej ocenie. Cała warstwa retoryczna wokół ich protestu budzi pusty śmiech, a szczególnie frazesy o dobru pacjentów. Darmowe badania w Alejach Ujazdowskich były szczytem hipokryzji.

Jednak w największe zdumienie wprawiali mnie ludzie, którzy protest popierali. Jestem w stanie wytłumaczyć to tylko na dwa sposoby. Po pierwsze - traktowali to jako sposób wyrażenia sprzeciwu wobec rządu Jarosława Kaczyńskiego, co jest zresztą dowodem na polityczny kontekst pielęgniarskiego protestu. I żadna z jego animatorek nie powinna wmawiać, że z tego kontekstu sobie nie zdaje sprawy. Po drugie - większość Polaków nie rozumie zależności pomiędzy wysokością podatków, swobodą gospodarczą, wielkością budżetu, jego wydatkami i płacami w sferze budżetowej.

„Białe Miasteczko" zostało wyniesione do rangi jakiegoś wiekopomnego symbolu walki ze złą władzą, napompowane przez przeciwników PiS do irracjonalnej, groteskowej skali, podczas gdy był to zwyczajny protest o kasę. Nic więcej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tematy w dziale