24 obserwujących
1116 notek
594k odsłony
  898   0

Krajobraz po Oberstdorfie. Statystyczny i nie tylko

No. Raz w końcu mamy jakiś sukces w przepychankach z Niemcami. Chciano nas wyprosić z Turnieju 4 Skoczni jeszcze przed jego inauguracją, ale musiano się z tego pomysłu wycofać. Na szczęście. Nie chcę wszczynać tutaj na nowo debaty na temat czy można to wszystko zrzucić na karb przypadku czy też jednak nie do końca. Dwa fakty są jednak bezsporne. Pierwszy, że Klemens Murańka został błędnie zdiagnozowany i jego pozytywny wynik był nieprawdziwy. I fakt drugi, o który można mieć do Niemców znacznie większe pretensje (zakładając, że pierwsza kwestia to był po prostu, mieszczący się w statystycznych granicach błędu, przypadek). O to mianowicie, że nie potraktowali jednakowo ekipy swojej i polskiej. Bo gdyby potraktowali, to powinno się wykluczyć z Turnieju nie tylko Polaków, a oba teamy. Jeżeli ktoś bowiem twierdzi, że fizjoterapeuta (a koronowirusa, przypomnę, stwierdzono u fizjoterapeuty niemieckiej kadry właśnie) nie ma kontaktu z zawodnikami, to albo jest idiotą, albo myśli, ze adresuje swoje słowa do idiotów. I mało mnie obchodzi, jak wyglądałaby tegoroczna edycja Turnieju 4 Skoczni bez gospodarzy. Wyniki konkursu w Oberstdorfie wskazują zresztą, że wcale nie gorzej jak bez Polaków. Ale byłoby przynajmniej jakoś tam sprawiedliwie. Stwierdzono COVID-a u jednych i drugich, i obie ekipy nie startują. Cały czas zakładając, że pozytywny wynik Klimka to przypadek. A tu patrz Pan. Niemiecki sanepid wyklucza Polaków, dopuszcza Niemców, a FIS się na to gapi i aprobuje. Już abstrahując od tego, że tydzień wcześniej koronawirus u Geigera nie wykluczył reszty Niemców z zawodów w Engelbergu. To Geiger przed Engelbergiem trenował osobno we Włoszech albo w innej Japonii?
Jak widać próby tworzenia Europy dwóch prędkości sięgnęły nawet skoków narciarskich. Ta próba była, na szczęście nieudana. Oby nie udały się też wszystkie inne. A teraz już będzie bardziej statystycznie. A jest o czym pisać. Utrzymujemy podział na kategorie zapoczątkowany w odcinku pierwszym statystycznego cyklu.
•    Klasyczna punktowa klasyfikacja wszech czasów
1.    Dwa, trzy lata temu taka informacja byłaby szokiem. I dla niemieckiej, i dla światowej skokowej opinii publicznej. Marcus Eisenbichler wyprzedził punktowo Andreasa Wellingera. Dzisiaj, jeśli ktoś śledzi sytuację, to może się jedynie dziwić, że w drugiej z klasyfikacji punktowych wszech czasów, tej liczonej wg punktacji obecnej, jeszcze do tego nie doszło. Ale to już też kwestia paru dni. A może nawet, jeśli Eisenbichler będzie w Ga-Pa na podium, jednego konkursu. Bo posądzać W tej chwili Wellingera o to, że zdobędzie jakiekolwiek i w czymkolwiek punkty to jest skrajna naiwność. Musiałby w parze trafić na Mańkowa chyba. Albo na Contamine’a. W przedmiotowym rankingu Niemcy wymienili się na pozycjach 53 i 54. Do czołowej 50-tki brakuje Eisenbichlerowi 24-ch oczek. Przy czym Rioju Kobajaszi, który jest właśnie 50-ty, też klasyczne punkty w tym sezonie zdobywa. Tej zimy mało, ale jednak 11 zarobił. A forma jakby pomalutku rośnie. Więc, jak się wydaje, lepszym punktem odniesienia może być 49-ty w klasyfikacji, od wielu lat emeryt, Jari Puikkonen. Od niego dzieli Eisenbichlera 35 punktów. Trochę się będzie musiał Niemiec napocić. No chyba, że będzie w najbliższym czasie tak skakał, jak w drugim skoku we wtorek. To wtedy wystarczą mu dwa konkursy.
2.    Dawid Kubacki, mimo że zdobył kolejny klasyczny punkt do klasyfikacji i dobił do 740-ciu takowych w karierze, to spadł na 60-te miejsce w rankingu. Wyprzedził go Karl Geiger. Przy czym, z tego co mówili w telewizji, Polak ma od wczoraj na głowie znacznie poważniejsze sprawy niż utrata 59-tej pozycji w czymkolwiek, a co dopiero w jakimś rankingu. Przy okazji: serdeczne gratulacje, Panie Dawidzie. Byłem w podobnym wieku jak Pan, kiedy rodził się mój pierworodny. I, podobnie jak Pan, nie mogłem przy tym być. Ale nieco późniejsza radość i emocje związane z pierwszym kontaktem z dzieckiem wcale nie były mniejsze. Może nawet większe!
3.    Halvor Granerud jest już w top-130 przedmiotowej klasyfikacji. Jest nawet 129-ty. Wyprzedza bezpośrednio swego rodaka Evensena. Z czołowej 130-tki rankingu wypadł Veli-Matti Lindstroem.
4.    Do czołowej trzysetki rankingu, od razu na miejsce 293, wskoczył Słoweniec Ziga Jelar. Jest w nim teraz bezpośrednio za naszym Wolnym i traci do niego tylko dwa oczka. Trudno się spodziewać, by Polaka podczas T4S nie zdołał wyprzedzić. Powtórzenie przez Słoweńca wyniku z Oberstdorfu w którymkolwiek z konkursów Turnieju będzie skutkowało jego awansem do top-280. Powtórzenie tego rezultatu w każdych turniejowych zawodach zaprowadzi go, mniej więcej, w okolice miejsca 255-go.
5.    O, mniej więcej, 50 lokat awansował w tej klasyfikacji, dzięki wtorkowemu występowi, Andrzej Stękała. Jest teraz, z dorobkiem 34 punktów,  335-ty. Ale to nie jest takie ważne. Znacznie ważniejsze jest to, że w wewnętrznym, polskim, rankingu zakopiańczyk wyprzedził tym samym, i to naraz, aż czterech rodaków: Janusza Malika, Jana Kowala, Klemensa Murańkę (wszyscy po 27 pkt) i Krzysztofa Bieguna (26). Przed Świętami, po zawodach w Engelbergu, Stękała zostawił za sobą Wojciecha Skupnia(24) i Olka Zniszczoła (20).

•    Obecnie stosowana punktowa klasyfikacja wszech czasów
1.    Austriak Stefan Kraft za dużo w tym sezonie nie skakał, ale jak już skoczył, to od razu wpadł do czołowej 10-tki punktowego rankingu wszech czasów. Wyrzucił z niej samego Jensa Weissfloga. Kolejnym celem 9000 punktów, do której to bariery brakuje 81 oczek. Peterovi Prevcowi brakuje do niej tylko 20-tu. Ale nie do końca mam przekonanie, że osiągnie ją szybciej od Krafta. Choć to na niego, mimo wszystko, postawiłbym u buka.
2.    Do sześćdziesięciu wzrosła po Oberstdorfie liczba skoczków, którzy zdobyli w swojej karierze co najmniej 3600 punktów. Grono „klubu 3600” powiększyli we wtorek Karl Geiger i Rioju Kobajaszi.
3.    Na dużo mniejszych wysokościach też przetasowania. Granicę 1400 oczek przekroczył Halvor Granerud (dokładna liczba punktów, które dotąd zdobył może się źle kojarzyć różnym fanom Krzyżaków), a próg o sto punktów mniejszy osiągnęli Kobajaszi Starszy i Lanisek. Słoweniec przy okazji wyprzedził Japończyka. Patrząc na formę obydwóch, to powrotna zmiana miejsc byłaby zupełnie nieoczekiwana.
4.    Do top-150 punktowego rankingu wszechczasów awansował po zajęciu trzeciego miejsca w Oberstdorfie Marius Lindvik. Jest nawet 149-ty. Jeśli przez cały Turniej utrzyma taką dyspozycję, to powinien go kończyć koło 140-tej lokaty w tej klasyfikacji. Pytanie czy utrzyma.
5.    Philipp Achenwald zmęczył wreszcie granicę tysiąca punktów w karierze, której nie mógł pokonać od Wisły, mając zaledwie do zdobycia 15 brakujących oczek. We wtorek wywalczył ich aż 32 i ma to za sobą. Oprócz zasilenia „klubu 1000” Austriak znalazł się też jednocześnie w gronie 170-ciu najbogatszych w pucharowe punkty skoczków w historii. Tak się składa, że ten 170-ty, Fin Larinto, ma ich na koncie równy tysiąc. Aschenwald jest aktualnie 168-my i 19 oczek więcej (dwa, jakby się komuś nie zgadzał bilans, wywalczył w Engelbergu).
6.    Do czołowej trzysetki rankingu weszła wielka rewelacja końcówki poprzedniego sezonu – Ziga Jelar. Wszedł tak trochę tylnymi drzwiami, bo gdyby nie afera z Polakami, to odpadłby w poniedziałkowych kwalifikacjach. Ale we wtorek skakał był bardzo dobrze, uzyskał najlepszy wynik w sezonie, pierwszy raz tej zimy znalazł się w 10-tce i teraz patrzy na nas z pozycji nr 299 tabeli wszech czasów. Ma co prawda tyle samo punktów co emeryt Ipatow, ale Rosjaninowi o drugim miejscu jakie zajął Słoweniec w marcu w Lillehammer, to się nawet nie śniło. To znaczy raz, po treningach, w Kuusamo bodaj, to mu się może nawet śniło, ale w konkursie to już wtedy skrewił.
7.    A teraz nie o Słoweńskiej rewelacji z zeszłego sezonu, tylko o polskiej z sezonu obecnego. O Andrzeju Stękale, znaczy. Ale tylko w kontekście tego podpunktu, bo o innych rzeczach to w ciekawostkach. No więc fantastycznie spisujący się w tym sezonie Polak po zawodach w Oberstdorfie jest już 15-tym najlepszym polskim punkciarzem w historii. Przynajmniej na tę chwilę. We wtorek wyprzedził Miętusa Starszego i Zniszczoła. Tego ostatniego na razie o punkt (229:228). Z czynnych zagraniczniaków za plecami Stękały znaleźli się: spędzający chyba tegoroczną zimę w letargu Aigner, odsunięty po Engelbergu od pierwszego składu Słoweńców Bartol oraz Sato Wyższy, który akurat spisał się na inaugurację T4S nie najgorzej. Tyle, że wiele słabiej od Polaka.

•    Podiumowicze PŚ
1.    Kamil Stoch przegrał zwycięstwo o włos. Jego drugie miejsce pozwala mu jednak na to, by w klasyfikacji generalnej pudli wszech czasów wyprzedzić Jensa Weissfloga (NRD/RFN) i zajmować od wtorkowego wieczoru siódme miejsce. Obaj mają po 73 pudła, ale Polak ma więcej pucharowych zwycięstw. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski zaokrąglił też liczbę osiągniętych w pucharowych zawodach drugich miejsc do równych 20-tu. Dobił w ten sposób do ósmego w tym względzie w stawce Schlierenzauera. Przed nimi Ahonen (44), Ammann (31), Morgenstern (30), Małysz (27), Kraft (26), Goldberger (25) i Nykaenen (22).
2.    Karl Geiger, który we wtorek konkurs wygrał, wyskakał przy okazji swoje 16-te pudło w karierze i, na tej samej zasadzie co Stoch Weissfloga, wyprzedził w klasyfikacji pudli wszech czasów Eisenbichlera. Wypchał go dzięki temu z top-55 tego rankingu, gdzie ten trafił po Engelbergu. Zwyciężając po raz siódmy Geiger znalazł się na jednej półce z takimi skoczkami jak Bardal, Tande, Kranjec i Opaas. Pierwszy z Norwegów, mający najlepszy bilans pozostałych podiów i tym samym figurujący najwyżej z tej piątki w tabeli wszech czasów, zajmuje w niej jednak dopiero 40-te miejsce. Niemiec jest dwie pozycje niżej, za Tandem. Natomiast jak chodzi o obecny sezon, to Geiger jest dopiero trzecim skoczkiem, który stanął w obecnej edycji PŚ na najwyższym podium. Wszystko oczywiście przez Graneruda, który akurat w Oberstdorfie był poza podium, ale wcale nie wygląda na kogoś, kto powiedział już ostatnie słowo.
3.    Dla Mariusa Lindvika trzecie miejsce w Oberstdorfie to było wprawdzie dopiero siódme podium w karierze, ale pozwoliło mu to usadowić się w klasyfikacji podiumowiczów wszech czasów na równo setnej pozycji. Ma nawet dokładnie, ilościowo i jakościowo, taki sam „medalowy” dorobek jak Jurij Tepes, ale przez szacunek dla wieku i statusu emeryta, to Słoweniec jest u mnie 99-ty. W końcu „dochrapał” się swoich osiągnięć wcześniej.
4.    Niemcy, po wygranej Geigera, są już, jako team, samodzielnie na drugim miejscu jak chodzi o pucharowe wygrane w Pucharze. Triumf skoczka z Oberstdorfu był bowiem 152-gim niemieckim zwycięstwem w historii PŚ. O jedno oczko większym, niż mają Finowie. Reprezentanci Suomi utracili miejsce, które jeszcze kilka lat temu wydawało się do nich przyspawane. No, ale skoro ostatnia ich wygrana miała miejsce w sezonie 2013/14 w Innsbrucku, to trudno się dziwić. I tak się długo, na tym stołku wiceprezesa, trzymali.
5.    Nasi z kolei, dzięki drugiej lokacie Stocha, zaokrąglili liczbę naszych drugich pucharowych miejsc do 60-ciu. Wyskakało je 7-miu zawodników. Małysz – 27, Kamil – 20, Kubacki – 5, Żyła – 4, Bobak – 2 oraz Fijas i Kot – po jednym.

•    Ciekawostki inne
1.    Kamil Stoch, oprócz tego że, zdaje się, odzyskał formę, to zaliczył 295-te punktowanie w karierze. Drugie miejsce w Oberstdorfie popsuło mu jedną ze statystyk. Do tej pory należał do baaaaardzo nielicznych, którzy mieli nie mniej pucharowych zwycięstw niż pozostałych miejsc na podium. Teraz, niestety, jest inaczej. Polak ma 36 wygranych i 37 innych pudeł. Wniosek jest prosty. Trzeba zacząć wygrywać. A nie jakieś tam drugie miejsca. Aha. Ciekawostka drugiego sortu. Kamil tyle samo razy stawał na podium co zajmował miejsc w drugiej 10-tce zawodów. 73:73.
2.    Andrzej Stękała w swoim pucharowym debiucie na skoczni w Oberstdorfie uzyskał drugi, ex aequo, najlepszy wynik w karierze. To trzeci raz, kiedy Polak kończy zawody w czołowej 10-tce. Już w tej chwili ma więcej punktów niż w swoim najlepszym (i jedynym punktowym) sezonie sprzed pięciu lat. Doskonałym występem na inaugurację T4S nasz skoczek wyrównał bilans punktowanych i niepunktowanych podejść do Pucharu (18 punktowań, 11 konkursów bezpunktowych i 7 zawalonych kwalifikacji). Chciałbym wiedzieć jedno. Co myśli Horngacher kiedy widzi co ten chłopak teraz wyprawia? Ja na miejscu Austriaka miałbym z tego tytułu przynajmniej refluks.
3.    Nie chcę nic mówić, ale to był najsłabszy występ Dawida Kubackiego w tym sezonie. Poza tym wszystko co było dzisiaj do napisania o nowotarżaninie, napisałem wyżej. Jedna rzecz można dodać. To był jego 235-ty kontakt z Pucharem.
4.    Dla Piotra Żyły to nie był najsłabszy występ w sezonie, ale moje rozczarowanie jest znacznie większe niż w przypadku Kubackiego. Tym bardziej, że w tym wypadku usprawiedliwienia nie ma. I tym bardziej, ze w ostatnich sezonach ta skocznia mu bardzo leży i zajmował tu trzy razy miejsca w środku pierwszej 10-tki. Dana statystyczna: Polak skończył konkurs w trzeciej 10-tce po raz 55-ty.
5.    Klemens Murańka. Pewnie znów zawiedzie w następnych występach, ale trzeba go za Oberstdorf pochwalić. Presję miał straszną, a mimo to awansował do finału. I nieważne, że skończył 30-ty. Ważne, że podołał stresowi. To było jego 115-te pucharowe podejście. I 25-ty konkurs, w którym wylądował w trzeciej 10-tce. Na miejscu 30-tym po raz trzeci. Po 5-ciu latach przerwy.
6.    Maciej Kot wywalczył sobie miejsce w ekipie na Turnieju występami w Pucharze Kontynentalnym i wygraniem tam rywalizacji wewnętrznej. O jeden punkt, ale OK. Mam jednak wrażenie, że zarówno Wąsek jak i Wolny wypadliby we wtorek chyba lepiej. Nie chce być złym prorokiem, tym bardziej, że zawsze mu kibicowałem. Kiedy był na wozie i kiedy był pod. Ale wydaje mi się, że jego czas definitywnie minął. Styki w głowie przepalone. Amen. Statystycznie nic na niego tą razą nie znalazłem. Skoro nic nie skacze to czemu się dziwić…
7.    Olek Zniszczoł. Krótko. Bryndza. Czwarty T4S w karierze i czwarty raz w Oberstdorfie bez punktów. To, że bez punktów, to pół biedy. Bieda cała w jakim stylu był ten start. Jeśli w Ga-Pa będzie tak, jak w poprzednich trzech występach w tym miejscu, to do Innsbrucka może zamiast Olka przyjechać… Kuba Wolny. Ale nie kraczmy. Trening pokazał, że potencjał jest. Statystycznie też bryndza, czyli nic, co można uznać za godne wzmianki.
8.    Wejście smoka. To znaczy Karla Geigera. Wygrał mistrzostwa świata, urodził dziecko, zaraz potem zwalczał skutecznie, a jakże, COVID-a i od razu po kwarantannie nie dał nikomu szans. To ja myślę, że on jednak COVID-a mógł nie mieć. Co najwyżej jego specjalny rodzaj o nazwie „tacierzyńskie”. Uważam, że na podobną kwarantannę PZN zaraz po T4S powinien, zamiast do Neustadt, wysłać Dawida. Wróci i wygra w Zakopanem. W jednym występ Geigera można porównać do występu Zniszczoła i Kota. Od strony statystycznej identyczna bryndza. Żadnych okrągłości.
9.    Severin Freund cały czas nie przypomina nawet cienia dawnego mistrza świata i zdobywcy KK, ale kaleczy jakby nieco mniej niż w zeszłym sezonie. W dodatku można mu po wtorkowym konkursie przyszyć parę łatek statystycznych. Parę czyli dwie. Po pierwsze brał udział w swoich 215-tych zawodach głównych w karierze. Po drugie po raz 180-ty wywalczył pucharowe punkty.
10.    Skończyła się dobra seria Piusa Paschke. W swojej 75-tej  przygodzie z Pucharem po   raz pierwszy w tym sezonie nie zdobył punktów. Na miejscu 33-cim Niemiec wylądował po raz piąty w karierze. Na żadnym innym nie lądował tak często.
11.    W ogóle to odnoszę wrażenie, że Niemcy nie zostali najlepiej przygotowani do tego Turnieju. I niech nie zmylą nas lokaty Geigera czy Eisenbichlera. O Paschkem już było. A są inni. Schmid, Hamann, Siegel. O Freitagu, Wellingerze czy kadrze B przez grzeczność nawet nie wspominam. Oni wszyscy w Oberstdorfie skrewili. O Siegelu to przynajmniej od strony statystycznej można coś napisać. Wyrównał mu się, dotąd korzystny, bilans punktowanych i niepunktowanych konkursów. Łącznie skakał w zawodach głównych 30-krotnie. 15 razy punktował i 15 razy, licząc już konkurs wtorkowy, nie. Richard Freitag wrócił do PŚ po niemal 11 miesiącach przerwy. Tylko po to chyba, by zaliczyć okrągłe 225-te, pucharowe podejście. Skaczący dotąd nadspodziewanie dobrze Martin Hamann zaliczył najgorszy występ w sezonie. Andreas Wellinger od początku sezonu prezentuje bardzo stabilny stan formy. Tyle, że w medycynie taki stan nazywa się krytycznym. W Oberstdorfie ósmy raz z rzędu nie zdobył punktów w zawodach. Debiutujący w tym sezonie dopiero na T4S Moritz Baer w swoim 15-tym konkursie w karierze po raz 10-ty nie wszedł do 30-tki. Nie wszedł to eufemizm, bo bliżej mu było do ostatniego w stawce niż do 30-go. Luca Roth dokładnie rok temu zdobył w Oberstdorfie swoje pierwsze punkty w karierze. Teraz zajął niemal dokładnie dwa razy gorsze miejsce w konkursie. Nawet Eisenbichler, choć tylko w pierwszej próbie, skoczył jakby mu prąd odjęło. W drugiej co prawda odpalił jakby mu, tak jak niegdyś Hannawaldowi, jakiś lont do czterech liter włożyli, ale nie jestem przekonany czy to będzie zawsze możliwe. To wkładanie lontu mam na myśli. To się jeszcze w Ga-Pa wszystko może zmienić, ale ja tam wielkiej siły w tym zespole we wtorek nie widziałem. Zobaczymy co zobaczę w piątek.
12.    Reprezentacja Norwegii podzieliła się w Oberstdorfie na Graneruda i Lindvika oraz resztę. O reszcie to szkoda gadac, bo w ¾ nawet punktu nie zdobyła. Ale wspomnę. Johansson zaliczył 130-te pucharowe podejście. Eriksen zrobił sobie prezent i na okrągłe, 20-te, urodziny zajął okrągłe, 50-te, miejsce. Ponadto wyrównał stan swoich bezpunktowych i punktowych konkursów na 4:4. Tande co prawda, jako jedyny z tej reszty, punkty zdobył, ale żal patrzeć na to jego skakanie. Zaliczył przy okazji swój 135-ty konkurs w karierze. Forfang, choć miał po jednym „wybryku” w Kuusamo i Tagile, to cały czas skacze jakby mu ktoś gnaty przetrącił. Zupełnie bez wyrazu. W Oberstdorfie zaliczył 20-ty pucharowy „pusty przelot”. Składa się na to 16 bezpunktowych konkursów i 4 nieprzebrnięte kwalifikacje.
13.    No to krótko o Lindviku. To jego drugie podium w tym sezonie. Dogonił Kubackiego. Obaj stali po dwa razy na najniższym podium i w klasyfikacji sezonowych pudli okupują, ex aequo, siódmą pozycję. W czołowej 10-tce konkursu Wiking znalazł się tej zimy po raz trzeci.
14.    Halvor Golas Granerud zajmuje w tym sezonie w konkursach albo miejsce pierwsze, albo czwarte. Innych nie. Miał szanse na wyrównanie rekordu Ahonena, Schlierenzauera i chyba Morgensterna, którzy po 6 razy z rzędu wygrywali pucharowe zawody, ale stwierdził, że nie. I nie pogadasz. Albo raczej nie dał rady. Trzeba przyznać, że w pierwszej serii warunki miał fatalne. W każdym razie dla mnie jest, oprócz Stocha i Geigera, głównym faworytem do wygrania w Ga-Pa. Ma niesamowity sezon. Za nami dopiero 8 konkursów, a on już ma wynik o ponad 200 oczek lepszy niż w najlepszym dotąd sezonie 2018/19.
15.    Zwycięzca poniedziałkowych, anulowanych dzień później, kwalifikacji Philipp Aschenwald zapunktował we wtorek po raz 50-ty, a po raz 15-ty ukończył konkurs w najlepszej 10-tce.
16.    Z kolei po raz równo 190-ty wywalczył pucharowe punkty Stefan Kraft. W tym sezonie oczywiście po raz pierwszy. A tak w ogóle to jego szóste miejsce to najgorszy wynik Austriaka w Oberstdorfie od pięciu lat.
17.    Inny z Austriaków, Markus Schiffner, po raz pierwszy w tym sezonie nie zdobył punktów. W innych sezonach byłoby to zresztą normalne. Ale w tym nie. Pech chciał, że ten niefart spotkał go w jego jubileuszowym, 50-tym, konkursie w karierze.
18.    Pierwsze punkty w tym sezonie, dwa konkretnie, zdobył bułgarski rodzynek Władimir Zograwski. Zdobędzie jeszcze dwa i osiagnie próg pięciuset pucharowych punktów w karierze, do którego to progu podchodzi od półtora miesiąca jak wilk do jeża. Albo jeszcze niedawno Aschenbach do punktów tysiąca.
19.    Tak chyba jeszcze z braćmi Prevcami nie było. Nie dość, że wszyscy zdobyli punkty (tak już bywało), to jeszcze wszyscy wylądowali w drugiej 10-tce. Przy czym najlepszym z nich okazał się, najsłabszy dotąd tej zimy Domen. Za to peter i Prevc zaokrąglili liczbę swoich pierwszoligowych konkursów. Starszy do 260-ciu, młodszy do 40-tu ( i, przy okazji, 10-ty raz wylądował w drugiej 10-tce zawodów). Domen będzie z tego powodu świętował w Nowy Rok.
20.    Słoweniec Ziga Jelar, o którym pare słów napisałem już wyżej, w swoim 35-tym konkursie w karierze uzyskał trzeci najlepszy wynik i po raz trzeci jest to miejsce w czołowej 10-tce. Lepiej skakał tylko w marcu, kiedy raz przegrał tylko ze Stochem, a drugi raz był ósmy.
21.    Już po raz szósty w tym sezonie w śród najlepszych 10-ciu skoczków zawodów widniej nazwisko Anze Laniska. 9-te miejsce wywalczył drugi raz tej zimy, a trzeci w karierze. Najczęściej, jeśli chodzi o czołową dychę, lądował na miejscu nr 10 – 5 razy. Natomiast nigdy jeszcze zawodów nie wygrał, nie był w nich piąty, ani ósmy.
22.    Simon Ammann powtórzył swój najlepszy wynik w tym sezonie, ale dalej jest bez punktów.
23.    Na 22 rozegrane w tym wieku w Oberstdorfie konkursy, w których brał udział, to jest dopiero trzeci, w którym nie zdobył ani oczka. Zaokrąglił też we wtorek liczbę zawodów głównych, w których nie punktował w karierze. Do 80-ciu.
24.    To jest wręcz niesamowite. Gregor Deschwanden, z którego z reguły w poprzednich sezonach się człowiek naigrywał, w każdym konkursie tego sezonu zdobył punkty! A ten w Oberstdorfie był, przypominam, ósmy. Chapeau bas, Gregor. To był 185-ty kontakt Szwajcara z Pucharem.
25.    Mathis Contamine we wszystkich dotychczasowych pucharowych podejściach odpadał w kwalifikacjach. Dzięki aferze z COVID-em ma na koncie zaliczony konkurs główny. A mówią, że Oberstdorf nie rozpieszcza.
26.    Absolutny debiutant, nie tylko w T4S, ale również w PŚ, Francuz Valentin Foubert, skończył jak 99% absolutnych debiutantów. Utonął w turniejowej otchłani. Ale siedmiu rywali pokonał.
27.    Dalej wyjątkowo tragicznie wyglądają Czesi. Cestmir Kozisek po raz 50-ty, w 105-tym kontakcie z Pucharem nie wszedł do serii finałowej. Wyglądałoby nawet nieźle gdyby nie fakt, że oprócz tych 50-ciu nieudanych pierwszych serii jest jeszcze 41 nieprzebrniętych kwalifikacji. Viktor Polasek też obchodził w Oberstdorfie 50-tkę. Tyle, że składa się na nią 38 braków awansu do finału i 12 zawalonych eliminacji. Liczb związanych z tym sezonem i Romanem Koudelką, ze względu na jego historyczne zasługi, tym razem przytaczał nie będę. Lepiej na tym wyjdzie.
28.    W swoim 70-tym konkursie w karierze Jukia Sato po raz 50-ty zapunktował. Przy czym mógł to uczcić w sposób bardziej widowiskowy, myślę. Tym bardziej, że w samym tylko tym sezonie był już 5-krotnie w czołowej 10-tce. Tym razem było do tego daleko.
29.    Naoki Nakamura podchodził do Pucharu po raz 65-ty i po raz 20-ty zapunktował. Zajmując 20-te miejsce. To się nazywa trafić w punkt!
30.    O braciach Kobajaszi tez już wyżej pisałem, ale w innym kontekście. Teraz dodam, że dla Rioju zawody w Oberstdorfie to była 110-ta przygoda z Pucharem, a Dżusziro po raz 45-ty wylądował w konkursie w trzeciej 10-tce.
Koniec.Kropka.

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport