27 obserwujących
1301 notek
763k odsłony
  1116   0

Polski walec rozjechał ruski czołg. Niestety tylko w Miami

Podobno Danił Miedwiediew nie popiera Putina. Ja myślę, że to, że tak tak się wydaje władzom ATP,  bo on sam, podobnie jak inni rosyjscy sportowcy i sportsmenki uprawiające ten sport, jakoś publicznie chyba niczego takiego nie deklarował, to nie jest jeszcze wystarczający powód, żeby jemu i pozostałym tenisistom rosyjskim pozwolić dalej brać udział w światowych rozgrywkach. No bo czym się różni rosyjski tenisista od rosyjskiego piłkarza albo skoczka? Że o lekkoatletach nie wspomnę. Tacy piłkarze czy skoczkowie mogą się w tej chwili czuć mocno prześladowani. A przecież przywiązanie Rosjan do równości wszelkiego rodzaju jest na świecie szeroko, a nawet bardziej, znane.

Na szczęście problem dalszej gry Miedwiediewa, przynajmniej tej w Miami, został wczoraj rozwiązany. Rozwiązał go Hubert Hurkacz. W dwóch, ale za to emocjonujących, setach. Meczu nie widziałem, bo nie mam w domu Polsatu Sport, ale z live’a na WP można było wyczytać, że Polak prowadził już w pierwszym secie 5:2, a mimo to Rosjanin doprowadził do tie-breaka. Na szczęście w tymże nasz reprezentant był lepszy, choć łatwo, jak to ma miejsce w meczach tej pary, być nie mogło. I nie było (9:7).

W drugim secie Furkacz (jak nazywa go moja żona, którą tenis męski interesuje, że się tak wyrażę, średnio; średnio na jeża nawet) przełamał rywala w połowie seta i potem już tylko, za to bardzo skutecznie, bronił wywalczonej przewagi skupiając się głównie na gemach, w których serwował.

Tym sposobem nasza „Iga Świątek w spodniach” jest już w półfinale i nie bez szans na obronę wywalczonego na Florydzie tytułu. Obronę, która pozwoli Polakowi zachować dotychczasowy ranking, co ogromnie ważne w kontekście rozstawienia w najbliższych turniejach, bo przed nami zbliżający się szybkimi krokami sezon na cegle. A tu rzeczywiście lepiej, żeby „Hubi” na tych dobrych trafiał jak najpóźniej. Mączka to nie jest jego ulubiona nawierzchnia.

Reasumując. Czekam z wybałuszonymi oczami (bardziej nawet uszami, choć nie wiem czy się dadzą wybałuszyć) na kolejne wieści z Miami. No bo jakby na sprawę nie patrzeć, to ani półfinałowy, ani żaden z potencjalnych finałowych przeciwników, nie dorastają Miedwiediewowi do pięt. Sportowo, mam na myśli. 


Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport