27 obserwujących
1304 notki
766k odsłon
  1563   3

Jam to, nie chwaląc się, „wykrakał”

Dziś rano, przy śniadaniu, planowaliśmy z żoną rozkład dnia. Wkomponowywaliśmy w tenże, nie wchodząc w bliższe szczegóły, wspólną wycieczkę rowerową.
Żona sportu w telewizji generalnie nie trawi. Wyjątkiem oczywiście damski tenis, no bo kiedyś Agnicha, teraz Iga i te sprawy. Ale nie tylko. Żona jest wierną fanką Magdy Linette. Bez względu na wyniki. Coś jak fani Norwich w tym roku.
Więc mówię jej, głównie z myślą o jej nieodwzajemnionej miłości do rzeczonej Magdy, że rano nie możemy jechać, bo o jedenastej Polka inauguruje French Open z Jabeur. Żona, wyjątkowo, wykazuje w przedmiotowej sprawie zdrowy rozsądek i pyta mnie czy uważam że, cyt. „myślisz, ze w godzinę się z nią rozprawi?” Na to ja, z miną niewiniątka i pełną powagą na twarzy odpalam, że, cyt. „Nie, no na Jabeur Magda potrzebuje więcej”.
Ludzie! To, że w jednej chwili moje akcje wzrosły o 1000% i zostałem wycałowany od A do Z, to jeszcze pikuś. Jutro, jak słyszę, żona kupuje mi za to na rower cały zestaw Sky’a. Obecnie Ineos. Za kilka stów! O tym, że zostałem w domu uznany A. za bohatera i B. za najwybitniejszego proroka od czasów Izajasza, pisać chyba nie muszę. Szczególnie jak się to zestawi z wynikiem spotkania.
A tak w ogóle, to nasza Magdunia kochana przesądziła właśnie definitywnie o tytule mistrzowskim w tegorocznym RG. Może nie dla niej, ale jednak. A tak byłem na nią zły za te głupią porażkę z Kerber w czwartek. Tymczasem, jak się okazuje, dziewczyna specjalnie odpuściła. Są w końcu rzeczy ważne i ważniejsze, prawda?

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport