27 obserwujących
1303 notki
766k odsłon
  2822   3

Mimo niedzielnej wygranej w Halle sytuacja Hurkacza daleka od wymarzonej

Daleka w kontekście ewentualnego występu w Turynie w listopadzie, znaczy.
Bez zbędnych wstępów. Chodzi mi o rozstawienie w turniejach sierpniowych i wrześniowych oraz, przede wszystkim, o możliwość występu Polaka w ostatnim akcie sezonu, czyli nieoficjalnych MŚ w tenisie.
Jeszcze w czerwcu (po Eastbourne) i w lipcu (po Wimbledonie) Hurkacz straci bezpowrotnie łącznie 743 rankingowe punkty (23+720). Notabene nie wiem skąd dokładnie wzięły się te dziwne 23 punkty za Eastbourne, ale tyle widnieje w oficjalnych statystykach. Najprawdopodobniej dotarł do drugiej rundy, a wcześniej do drugiej rundy kwalifikacji, gdzie przegrał, ale został zakwalifikowany do turnieju jako Lucky Looser. Stąd te dodatkowe trzy oczka. To tak na pół zdrowy rozum, bo jak faktycznie było, to za bardzo nie wiem i nie wiem nawet czy chcę wiedzieć.
No więc na dzień dobry, jako się rzekło, ATP odpisze Hurkaczowi po Wimbledonie 743 oczka. Zostanie mu ich wtedy 2995 plus 20, które mu dodadzą za San Diego (ważne będą tylko do października), czyli 3015. Na dziś dawałoby to w rankingu miejsce 14-te. Jeśli ATP oficjalnie i faktycznie kończy na dniach  z punktami „pandemicznymi”, to trzeba się liczyć również z bezpowrotną utratą punktów zdobytych w zeszłorocznej edycji Indian Wells. Hurkaczowi liczy się w tej chwili zarówno start w Kalifornii  w roku ubiegłym (180 punktów na jesieni), jak i w obecnym (90 oczek w marcu). Ale nie bardzo wiem kiedy i czy mu to rzeczywiście odliczą przed październikiem. Gdyby nie, to i tak w sierpniu odpadają punkty za Cincinnati (90) i Toronto (180), we wrześniu za US Open i WTA Metz (razem 295). No i w październiku wspomniany już Indian Wells (180) a potem jeszcze Paryż (360). Czyli przed ATP Finals odpadnie Polakowi łącznie, bagatela, 1828 punktów. To znaczy, ze z obecnego urobku zostanie mu ledwie połowa tego, co ma teraz. Dokładnie 1910 oczek. Oczywiście tylko wtedy jak żadnych punktów nie będzie zdobywał, czego zupełnie nie zakładam, ale chcę pokazać, ile musi nadrobić.
Oczywiście nie tylko Hurkacz jest  w trudnej sytuacji. Ale jest jednym z tych graczy czołówki, którzy stracą przed ATP Finals najwięcej. Wróćmy jeszcze raz do Wimbledonu, bo to jest w rzeczy samej gwóźdź programu. Gwóźdź do trumny nawet, bo tu nie ma się jak obronić. Miedwiedziew straci 180 punkciszy (czyli, de facto i dzięki ATP, on na decyzji Wimbledonu zyska, a nie straci), Zwieriew się nie liczy, bo i tak ma do końca roku nie grać (ale, jakby tak nagle, cudownym trafem, wrócił do żywych, to podam, że przez Wimbledon ubędzie mu tyle samo punktów co krajanowi z rosyjskim obywatelstwem). Najwięcej (2000) straci rzecz jasna Djokovic, ale raz, że ma z czego tracić, dwa że wciąż będzie o kilometry przed Hubertem, a trzy, że jego akurat też nie ma co żałować, bo to przecież jego dobrowolna ofiara w walkę z nieludzkimi gospodarzami Wimbledonu. Już mu to matiuszki Serbia i Rosja zrekompensują. Nadalowi zabiorą 360 oczek, bo tyle ma przypisane za Wimbledon z racji jakisik „mrożonek”. Czyli, przy jego stanie posiadania, to tak, jakby mu nic nie zabierali. Ruud de facto nie straci ani punktu, kudłaty Stefan też, Alcaraz jedynie 45 oczek, Rublow 180, a znajdujący się w tej chwili bezpośrednio przed Hurkaczem Kanadyjczyk Auger tyle co Nadal, czyli dwa razy mniej niż Polak. Jednym słowem strata do wyprzedzających go zawodników mocno wzrośnie. To, że HH zwiększy przewagę nad depczącym mu po piętach Berretinim (Włochowi ubędzie po Londynie aż 1200 pkt) jest, w kontekście walki o czołową ósemkę i awans do ATP Finals, pocieszeniem niewielkim. Przed Polakiem bowiem nadal 9-ciu tenisistów.
Dużo bardziej optymistyczne jest natomiast to, że z dwójki z którą przyjdzie Polakowi najprawdopodobniej stoczyć decydującą walkę o ostatnie, ósme, miejsce w finałowym turnieju sezonu, w US Open Auger musi bronić aż 720-tu punktów. Przy 45-ciu Hurkacza. Niewiele więcej od Polaka punktów będzie musiał natomiast w tym samym miejscu obronić Rublow. Zaledwie 90. Siódmy dzisiaj Alcaraz ma do obronienia w Nowym Jorku punktów 360. Ponieważ ma ich na dzisiaj ponad 1000 więcej od Polaka, a za Wimbledon odpiszą mu tyle, co kot napłakał, to jest praktycznie poza zasięgiem Hurkacza. No chyba, żeby lało, ale o tym na sam koniec. To samo Cicipas i Ruud, którym za US Open nie odpiszą nic (Norweg) albo bardzo mało (Grek).
. Wychodzi na to, że Hubiemu pozostaje tylko jedno. Jeśli chce grać na koniec sezonu w Turynie, ma się rozumieć. Musi, zwyczajnie, wygrać US Open. Albo dojść do finału, a w innych ważnych turniejach zachodzić bardzo wysoko
Jeśli ktoś uważa, że mogłem ten cały powyższy wywód ograniczyć do poprzedniego akapitu, to ja się, generalnie, zgadzam. Byłoby niewątpliwie trochę krócej. Z drugiej strony nie będę teraz nagle tego wszystkiego, skoro już to popełniłem, gwałtownie wykreślał. Trochę czasu w końcu na to straciłem. W dodatku przez to nie oglądałem meczu Fręch z Muguruzą. Żona mówi, że szkoda, bo momenty były. Tym bardziej nie wykreślam.
Czas kończyć i zbierać siły przed Wimbledonem. Tak jak Iga i, od wczoraj, bohater niniejszego tekstu.
A trawa i tak będzie nasza! I niech się różne ATP-sy i inne WTA-ny, razem ze swoimi punktami, bujają. Z Putinem i Stolcem na jednej huśtawce.

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport