27 obserwujących
1317 notek
775k odsłon
  384   0

Wimbledon. Czarna Środa i (pół)Tłusty Czwartek polskich singlistek

Po kolei.
Nadzieje, które polski kibic, w tym jak najbardziej ja, wiązał ze środowymi występami naszych pań, okazały się, krótko rzecz ujmując, płonne. Mimo, że każda z Polek zagrała przyzwoity mecz. A do pewnego czasu, można rzec, naprawdę dobry.
Magda Linette dzielnie stawała i dotrzymywała kroku Niemce Kerber do, mniej więcej, 2/3 pierwszego seta. Potem było już gorzej i klasa oraz duże umiejętności naszej niedoszłej rodaczki ewidentnie przeważyły. Ale wstydu na pewno nie było. Prze dłuższy czas panował na korcie rzetelny, żeby nie napisać dobry, tenis.
Nie było też wstydu w meczu Mai Chwalińskiej z Amerykanką dwojga, od niedawna, nazwisk.Riske-Armitraj przez cały pierwszy set nie mogła rozgryźć leworęcznej debiutantki z Polski, co doprowadziło do sensacyjnego prowadzenia naszej reprezentantki po pierwszym secie. Potem było już tylko tak, jak wynika z rankingu. Polka która, przypomnijmy, miała już w nogach cztery pełne mecze, nie wytrzymała spotkania kondycyjnie, a ponadto opuściło ją szczęście. W efekcie prawie rower w dwóch decydujących setach i odpadnięcie z turnieju. Ale wspomnień z niezwykle udanego dla niej tegorocznego Wimbledonu nie zabierze Mai nikt. Środowym wieczorem wystąpiła trzecia z Polek, Katarzyna Kawa. Miała zadanie jeszcze trudniejsze od koleżanek i, podobnie jak one, nie była w stanie mu sprostać.Ale, do stanu 4:3 w pierwszej odsłonie spotkania, była dla Ons Jabeur, i to w najgorszym razie, równorzędną partnerką. Później mieliśmy, niestety, do czynienia z grą do jednej bramki.
Mimo trzech dość wyraźnych i zasłużonych porażek, wszystkim trzem naszym reprezentantkom na pewno należą się, jeszcze raz podkreślę,  słowa uznania. Również Linette, która po raz n-ty nie przejdzie trzeciej rundy w Wielkim Szlemie. Po prostu. Babcia Kerber była lepsza. Przypomnę, że w Erze Open w wieku Niemki bądź później, niektóre z tenisistek zdobywały jeszcze wielkoszlemowe tytuły. To znaczy w singlu tylko Williams, więc nie wiem czy to się liczy, ale w deblu kilka innych. Ona, najprawdopodobniej, już ich nie zdobędzie, ale na regularne i pewne wygrywanie z Linette ją jeszcze, jak widać, stać. I nie wynika to z jakiejś szczególnej słabości Polki.
Środowe porażki singlistek osłodziły nam (do pewnego stopnia, rzecz jasna) dość niespodziewane, ale zasłużone wygrane naszych debli. Tu uwaga. Pisząc „nasze” mam na myśli zarówno te, gdzie cała załoga składa się z obywateli lub obywatelek polskich, jak i te, gdzie tylko połowa składu.  Duże wrażenie zrobił męski debel polsko-polski, gdzie Łukasz Kubotwraz z debiutującym na londyńskiej trawie Szymonem Walkówem, pokonali faworyzowany hiszpańsko-jankeski duet Lopez-Cressy. Zrobili to w sposób nie pozostawiający złudzeń co do tego, kto był lepszy. Zdecydowane zwycięstwo w trzech setach, gdzie tylko w drugim rywale mogli przez chwilę myśleć o światełku w tunelu. Drugi „nasz” debel, który awansował dalej, to Magdalena Fręch w parze z rewelacją sezonu trawiastego, Brazylijką Haddad-Mayą. Partnerka Polki w singlu zaliczyła w Londynie niespodziewaną wtopę. Tutaj też z początku wyglądało na przegraną. Tym bardziej, że rywalki, rozstawione z 6-tką i utytułowane, jedna bardziej od drugiej, deblistki, wygrały pierwszego seta bez specjalnych kłopotów. W dwóch kolejnych górą była już jednak para brazylijsko-polska.
Tak oto dobrnęliśmy do czwartku. Nazwałem go Tłustym, choć na to nie do końca zasłużył. Stąd dopisany przedrostek. A jak patrzę w tej chwili na wyniki debli z Polakami w składzie, to nie zawahałbym się użyć określenia „Chudy”. Ponieważ jednak pierwsze słowo się liczy, a ponadto single są zawsze najważniejsze, to pozostańmy przy tym Półtłustym. Byłby Tłusty gdyby nie zastanawiająco niewyraźna, żeby nie napisać irytująca, postawa naszej gwiazdy. Ja wiem, śrubuje ten rekord stulecia, ale z kim Iga grała? I jak grała? To była tenisistka, która w cuglach przegrała w kwalifikacjach z McHale, której po pierwszej rundzie nie było już w turnieju i to po potężnych batach, które dostała od Sorribes-Tormo, która z kolei przegrała w dwóch dość gładkich setach z Tan, która pokonała słabiutką w tym roku i będącą totalnie bez kondycji i szybkości Williams.
Przy okazji, bo muszę się z tego wytłumaczyć. W poprzednim tekście, pisanym po sześciu gemach pierwszego seta meczu Amerykanki, napisałem że Williams nie ma szans na awans do rundy trzeciej choćby z tego tytułu, że nie będzie już miała tak słabej przeciwniczki jak Tan. Moim zdaniem ten mecz, który oglądnąłem na drugi dzień od początku do końca, był meczem błędów, który wygrała nie lepsza, ale mniej beznadziejna. I w tym kontekście ze swoich słów się nie wycofuję. Natomiast pisząc o Tan, ze nie znajdziemy słabszej w turnieju, i dlatego zwycięstwo Williams w kolejnej rundzie jest niemożliwe, opierałem się na rankingu WTA w stosunku do innej Francuzki, o tym samym nazwisku. Nie znając imion, zobaczyłem w rankingu nazwisko, przypisałem 395-ty numer w klasyfikacji i wio. Tyle, że Harmony Tan jest w rankingu 115-ta, nie 395-ta. I, po prostu, zagrała z Williams źle, co było widać, ale z jakiegoś powodu to 115-te miejsce zajmuje. Więc te moje dywagacje o tym, że musi odpaść w rundzie II-giej nie miały prawa bytu, bo były oparte na złym źródle. Co się dzisiaj potwierdziło, jako że francuska Wietnamka czy może wietnamska Francuzka ograła tenisistkę w tym turnieju rozstawioną. Z 32-ką, ale zawsze. Tyle na ten temat.
Wracam do Igi. Jeśli rozegra taki sam mecz e rundzie III-ciej, to odpadnie z turnieju. Wszystko na ten temat. Musi się zebrać w sobie na maksa, bo inaczej, mówiąc kolokwialnie, zupa.
Imponuje natomiast Magdalena Fręch. Znów jej nie mogłem oglądać (grała na korcie nr 14, a tego mój telewizor nie aprobuje), ale śledziłem to na oficjalnej stronie Wimbledonu. Ma dziewucha nerwy w tym turnieju. I cierpliwość. Mogłaby Idze pożyczyć na kolejne mecze. W każdym razie głowa to w Londynie jej mocna strona. Żeby tak było również w meczu z Halep. To może być dla Polki przełomowy mecz w karierze.
Jeszcze krótko o tych czwartkowych deblach. W Anglii znów pada, więc męskie deble niedokończone, więc nie będę przesądzał, ale panie cieniutko. W pierwszej rundzie odpadła Linette, odpadła Kawa, odpadła Piter. Awans do rundy II-giej uzyskała jedynie Alicja Rosolska w parze z Nowozelandką Routliffe po wygranej w dwóch setach nad duetem niezłych singlistek Begu-Kalinina.
Muszę przyznać, że po pierwszej rundzie singla pań byłem nastawiony nieco bardziej optymistycznie. Co nie zmienia faktu, że dalej mamy dwie Polki w turnieju. I że każdy mecz jest nowy i inny. Forza Polonia!

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport