27 obserwujących
1376 notek
822k odsłony
  444   3

Pół roku niepodzielnych rządów Igi w WTA

To znaczy dokładnie dziś jest pół roku odkąd Polka przewodzi światowemu rankingowi. Bo praktycznie to dzieli i rządzi w damskim tenisie od 26-go lutego, kiedy to w finale w Dosze rozjechała, niczym walec, Anetkę Kontaveit. I potem to już się samo jakoś tak zaczęło kulać. 6 wygranych turniejów z rzędu, w tym wielkoszlemowy w Paryżu, następnie, w zależności kto co chce widzieć, krótka zadyszka bądź odpoczynek w lecie i powrót do zwycięskiego kieratu we wrześniu, kiedy to zaliczyła kolejny wielkoszlemowy skalp. Po raz pierwszy padło na New York.
Jest, jak już pisałem parę razy wcześniej, praktycznie niemożliwym, by Polka straciła koszulkę liderki rankingu przez następne pół roku. Nawet jak nie będzie brać udziału w turniejach. A przecież nawet w tej chwili, dokładnie to chyba mecz z Tomljanovic ma jutro, bierze (choć losowanie niekoniecznie łatwe, bo w trzeciej rundzie najprawdopodobniej trafia na Haddad-Maię, z którą, jako jedną z bardzo nielicznych wyjątków, ma po sierpniowej porażce w Toronto minusowy bilans spotkań) i, z tego co ćwierkają raszyńskie wróble, dalej brać zamierza. Tak w WTA Finals, jak również w pierwszym kwartale przyszłego roku, gdzie będzie przecież grała na tych samych kortach, na których w tym sezonie wyrobiła sobie tak zdecydowaną przewagę nad rywalkami. Adelajda, Melbourne, Doha, Indian Wells, Miami. Do tego dojdzie jeszcze Dubaj, w którym, tuż przed WIELKĄ SERIĄ, na żyletki przegrała z późniejszą zwyciężczynią turnieju. No to jak ma w dalszym ciągu nie być tą liderką? „Das ist unmoglich”, jak mówiła w języku przodków caryca Katarzyna i jej dworzanie.
Kiedy Iga została certyfikowanym numerem 1 na świecie, postanowiłem sobie, że właśnie co pół roku, jeśli tylko dalej będzie liderką, będę o tym w swoich postach przypominał. Dziś przypominam po raz pierwszy. Myślę, a raczej mam nadzieję, że tych następnych razów będzie… kupa, powiedzmy. Te 27 tygodni liderowania rankingowi sytuuje ją obecnie, samodzielnie, na 15-tym miejscu w historii i na czwartej pozycji wśród zawodniczek czynnych, z których, tych przed nią, najmłodsza jest od Świątek starsza o lat 10. To oczywiście tylko niewiele znacząca statystyka, ale zawsze to miło widzieć Polkę czy Polaka, w jakimkolwiek zestawieniu, wśród największych tuzów danej dziedziny życia w historii. Tym bardziej że, jak napisałem wyżej, za następne pół roku Polka dalej będzie liderować, co pozwoli jej siedzieć, i to na pewno, jeszcze kilka grzęd wyżej.
Różne rzeczy się oczywiście mogą zdarzyć, różne megatalenty mogą się nagle pojawić, różne sytuacje mogą , w krótszym bądź dłuższym czasie, wyniknąć. Coś mi jednak podpowiada, że wypada się zgodzić z panem Wilanderem. Wcześniej tego nie mówił, ale po Nowym Jorku powiedział. Iga może zawładnąć damskim tenisem na lata. Nie wiem czy to wystarczy do tego, żeby różne Szarapowe i tym podobne przestały dawać do zrozumienia (niby między wierszami i zasłaniając się Williamsem, ale strasznie grube te nici przy tym ich szyciu były), że były lepsze od obecnych liderek. Czytaj Igi. Ale co takiej Szarapowej pozostaje i co ona Idze może?
No właśnie. Jasiu! Powiedz pani, co ta pani Idze może. I nie chodzi mi wcale o to, że może sobie głośno pojęczeć.

PS
Tak sobie, po napisaniu tego ostatniego zdania, jeszcze myślę. Kiedyś bym napisał „pojęczeć w czasie meczu”. Ale teraz, skoro gra tylko ludziom, i to nieudolnie, na nerwach, to niech jęczy głośno gdzie popadnie i w każdej sytuacji. Tylko to jej zostało.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport