Był moim muzycznym idolem. Na tyle dla mnie wspaniałym, że przełknąłem te wszystkie szkaradztwa, które wyprawiał w życiu prywatnym. Jest jednym z naprawdę nielicznych, z którymi potrafiłem zawrzeć taki kompromis. Kilka jego kompozycji robi na mnie kolosalne wrażenie do dzisiaj. I na pewno nie dlatego że, jak śpiewał, “the show must go on”.
Wczoraj minęło 18 lat jak zmarł. RIP, Freddie...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)