Przede wszystkim dlatego, że część naszych zawodniczek, jak Świątek i Fręch, nie wydaje się być nie tylko w bardzo dobrej, ale nawet dobrej formie i każde losowanie byłoby dla nich w aktualnej dyspozycji trudne, a pozostałe albo miały wyjątkowego pecha w losowaniu (jak zwykle Linette), albo nie grały w ogóle na trawie i bardzo trudno coś ekstra optymistycznego w sprawie ich dyspozycji na tym rodzaju nawierzchni powiedzieć (Chwalińska).
Co do panów to, po raz pierwszy w historii, w dużo jaskrawszych kolorach przedstawia się przed turniejem sytuacja Kamila Majchrzaka. Polak, przypomnę, wygrał niedawno turniej w Hertogenbosch. To jest niby tylko ATP 250-tka, ale kogo on tam nie pokonał! Po kolei: Auger-Aliassime, Miedwiediew, de Minaur. Chyba rekomendacji starczy. Co do Hurkacza to chyba wypada tylko liczyć, że wreszcie przypomni sobie chwile, kiedy kilka lat temu, po wyeliminowaniu samego Federera, walczył z Berettinim o finał tej imprezy.
Natomiast co do samego losowania.
Oczywiście najpierw panie. Zacznijmy analizę od drabinki obrończyni tytułu. Pierwszy mecz nie musi się dla Igi okazać jakimś specjalnym wyzwaniem. Zagra z 30-letnią już Townsend, która zajmuje aktualnie w rankingu pozycję nr 81. Z informacji dostępnych na stronie WTA wynika, że Amerykanka niczego wielkiego w tym sezonie, nie tylko na trawie, nie ugrała. Wszędzie gdzie grała singla, odpadała wcześnie. Tyle, że z dobrymi zawodniczkami. Wyjątek stanowiło Austin. Tam doszła do finału. No ale to cegła. Dużo lepiej idzie jej w deblu, ale to nas w tej chwili akurat mało obchodzi. Choć na trawie może mieć większe znaczenie niż gdzie indziej.
W drugiej rundzie, jeśli wygra pierwszą, Iga trafi najprawdopodobniej na były numer 2 rankingu, Czeszkę Pliskovą. Tę samą, z którą tylko i wyłącznie wygrywa i której zafundowała kiedyś w meczu finałowym w Rzymie rower. Tyle, że w ostatnim czasie Polka przegrała sporo spotkań z tenisistkami, z którymi nigdy wcześniej ją to nie spotkało. Pliskova, od momentu kiedy wróciła na kort, prezentuje się dość solidnie. Nie dopuszczam jednak do siebie myśli, że na tyle, żeby wygrać ze Świątek. Zresztą. Najpierw sama musi pokonać swoją rodaczkę Valentovą, co nie musi być aż takie proste, bo wyższy ranking ma w tej chwili 19-latka (61-74). Rankingi oczywiście nie wygrywają, ale skoro ktoś w wieku lat 19-tu ociera się o czołową 60-tkę, a nieco wcześniej ocierał się o 40-tkę, to coś musi umieć.
Runda trzecia to hipotetycznie starcie z Filipinką Ealą. Gdyby tak się stało, to orzech będzie do zgryzienia baaardzo trudny. Raz, że rywalka wie jak się ze Światek gra i jak się z nią wygrywa, a dwa że, w przeciwieństwie do Igi, rozegrała już w tym sezonie na trawie parę spotkań i parę sukcesów odniosła. Z wygraniem zawodów w Birmingham włącznie. Gdyby jednak Eala, jakimś cudem, do rundy trzeciej nie dotarła, to możliwe, że naprzeciw Igi stanie wtedy młodsza z sióstr Williams. Młodsza, choć 44-letnia. Gdyby tak się stało (moim zdaniem musiałoby się na to złożyć parę „cudownych” rzeczy), to o awans do rundy czwartej jestem spokojny. O awans Igi, nie Sereny, jakby kto pytał. Chociaż, w zasadzie, przy obecnej Idze, to lepiej za bardzo przed szereg nie wychodzić. Dlatego zawężam te tutaj rozważania do trzech pierwszych rund. Reszta nastąpi, jak po nich będzie jeszcze o czym rozmawiać.
Przechodzimy do Mai Chwalińskiej. Tutaj żywcem nic nie wiadomo. Mam na myśli przewidywania. To co jest pewne to to, że Polka jest, z racji rankingu, rozstawiona z 20-tką.To sprawia, że na inne rozstawione może trafić, tak jak Iga, dopiero w rundzie trzeciej. W pierwszej spotka się z Tajką o strasznie trudnym i do zapisania, i do wymówienia, nazwisku, więc sobie daruję. Tajka jest w rankingu na miejscu aż 164., ale np. niedawno wygrała na trawie bez problemów z Amerykanką Day, przez którą nie ma w tegorocznym Wimbledonie Katarzyny Kawy. Druga runda powinna być dla Mai łatwiejsza, bo trafi najprawdopodobniej na Parks. WTA klasyfikuje w tej chwili Amerykankę na miejscu 80. Na trawie zagrała w tym sezonie dwa razy i dwa razy swoje mecze przegrała. W obu przypadkach z zawodniczkami niżej klasyfikowanymi od siebie. W rundzie trzeciej przyjdzie się chyba zmierzyć z Czeszką Muchovą i to może być wyjątkowo trudny pojedynek. Trzeba napisać bez ogródek. Faworytką w tym meczu Maja nie będzie. Szczególnie w kontekście rezultatu uzyskanego przez Muchovą w Bad Homburg.
Magda Linette to w losowaniach w znakomitej większości wypadków ma pecha. Tym razem, a jak, też miała. Dolosowano ją w pierwszej rundzie do Rosjanki Andriejewej. Ale ja bym broni, tak od razu, nie składał. Andriejewa, tak jak Świątek, nie potrafiła wygrać swojego pierwszego i jedynego na trawie meczu w Homburgu. To raz. A dwa, że Linette należy do tych, które już w swojej karierze z Rosjanką wygrywały. No to powiedzmy, że Magda się spręży i z wielkoszlemową małolatą wygra. I tutaj znów ma trudno, bo w kolejce czeka najpewniej Krejcikova, z którą Polka przegrała niedawno w półfinale w Hertogenbosch. To tak na dokładkę. Gdyby Magda poradziła sobie z Czeszką, to wtedy spotka się albo z Amerykanką Stearns, albo z mistrzynią olimpijską Żeng. Obie może pogodzić waleczna Czeszka Siniakova, choć nie wiem czy to dla Magdy byłoby specjalnie korzystne.
No i ostatnia z naszego kwartetu, czyli Magdalena Fręch. Ona w losowaniu ma z reguły dużo więcej szczęścia od Linette. Tutaj też miała, ale nie aż tak dużo. W pierwszej rundzie trafia na Rosjankę Kalińską. No i tu, zważywszy aktualną formę Polki, można byłoby dywagacje zakończyć. Ponieważ jednak nikomu z góry szans odbierać nie wolno, to podaję, że w wypadku wygranej Fręch powinna zagrać z Francuzką Parry, a jeśli i tu odniesie zwycięstwo, to zderzy się z Belindą Bencić.
Przejdźmy do panów. Hurkacz zaczyna turniej od spotkania z Norwegiem Rudem, od którego dwukrotnie zebrał ostatnio baty. Ale zebrał je na mączce albo na hardzie. Moim zdaniem jest akurat duże prawdopodobieństwo, że na trawie tak być nie musi. W ewentualnej drugiej rundzie albo 30 miejsc wyżej usadowiony w rankingu Serb Medjedovic, albo 111. w zestawieniu ATP Austriak Ofner. Z pierwszym Polak jeszcze nigdy nie grał, z drugim ma bilans 1:0, ale nie na trawie. I runda nr 3. Zdecydowanie obstawiam 21. w rankingu Amerykanina Paula. Z nim będzie podwójnie ciężko, bo nie dość, że ponad 70 pozycji wyżej w rankingu, to jeszcze wygrał dotąd z Hurkaczem trzy spotkania, a przegrał tylko jedno. Ale na trawie, tak jak z Ofnerem, jeszcze nie grali.
Kamil Majchrzak, podobnie jak Linette, wylosował kiepsko. Najpierw Chilijczyk Tabilo, z którym przegrał niedawno bardzo wyraźnie w Garrosie. Ale powiedzmy, że Tabilo na cegle i Tabilo na trawie, to dwaj różni Tabilo. Więc runda druga. Albo Amerykanin Svajda, albo Włoch Bellucci. Obaj o niższej od Polaka pozycji w stadzie, z żadnym nigdy dotąd nie grał. No i runda trzecia. Najpewniej z de Minaurem. Powtórka z niedawnej rozrywki. Przy czym powtórzyć rzecz będzie diabelnie trudno. Natomiast nie mam nic przeciwko. No i byłoby pięknie. I w dodatku z perspektywą zrewanżowania się Chaczanowowi (jeśli ten pokona Cobolliego na przykład) za zeszłoroczną londyńską porażkę w tle…
O szansach Polek i Polaków w rundach od czwartej wzwyż najlepiej będzie rozmawiać jak już będą na to realnie rysujące się szanse.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)