„Bez sęsu” – jak napisałaby na niezastąpionym i niepowtarzalnym Onecie ikona tego portalu.
No bo jak inaczej?
Skoki narciarskie to symbol sportów zimowych. Jak hokej albo dajmy na to biathlon.
Podważać to, to tak jakby nie uznawać lekkiej atletyki za sport letni. Albo pływania za sport wodny.
Tak by się przynajmniej wydawało. I przynajmniej mnie – kibicowi sportowemu na tyle długo interesującego się sportem w ogóle, a tą dyscypliną (podobnie zresztą jak kilkoma innymi) w szczególności, żeby bez bufonady móc stwierdzić, że się na niej dość dobrze znam.
Od lat 20-tych ubiegłego stulecia konkurencja olimpijska. Z olbrzymimi tradycjami. Można by mniemać na tyle olbrzymimi, że nikomu nie wpadnie do łba rozmieniać jej na drobne tylko po to, żeby gawiedzi przez te pół roku, kiedy nie ma śniegu serwować jakieś ersatze.
I tu , okazuje się, popełniłbyś drogi czytelniku błąd w rozumowaniu.
Od kilku lat bowiem, w samym środku lata, zmęczeni naprawdę długimi i wyczerpującymi sezonami zimowymi zawodnicy , miast odpoczywać po tychże sezonach, walczą na najwyższych obrotach o to, kto później spadnie na trawę. Pardon – igelit.
Biały cyrk zamienia się w zielony. Możnaby rzec – to tylko zmiana koloru. Życie i komercja wymuszają różne rzeczy. Skoki nie są pierwsze i nie ostatnie. Jest kasa na organizację, są chętni do skakania i zwijania potężnych nagród (co zresztą normalne), a przede wszystkim do oglądania i płacenia za to, więc o co chodzi?
No właśnie.
Jak, swego czasu, mocno akcentowali to Tewje Mleczarz i jego przyjaciele w pewnej piosence, jest cos takiego, co oni , w ciut, ale niewiele, innym kontekście co prawda, nazwali - TRADITION. Po coś, kurwa, chyba ten śnieg w zimie pada, nie?
I zły duch skoków, niejaki hofer walter, powinien to swoim, nastawionym tylko na zysk, rozumkiem objąć.
Tyle miałem. Ale może ja za starej daty jestem?



Komentarze
Pokaż komentarze (9)