Od ogłoszenia o rozpisaniu nowych wyborów postanowiłem nie pisać na salonie. Przynajmniej do dnia tych wyborów. Nie wiem, czy zrobiłem to w ramach protestu przeciw tej całej politycznej hucpie, która ma miejsce od momentu kiedy platfusy, dzień po wyborach 2005 zaczęły kontestować wszystko i wszystkich czy może z jakisik innych powodów, których sam nie potrafię dociec. I, cholera, wytrzymałbym.
Aliści jest, naprawdę, powód dla którego pozwalam sobie na przerwanie tego kilkudziesięciodniowego postu i to w Wielki Przedwyborczy Tydzień. Na 5 dni przed Wielkim Nierozstrzygnięciem.
Otóż: Adam Małysz doczekał się następcy na swoją, wyjątkową i unikalną, miarę. I nie myslcie, ze piszę o Kamilu Stochu, zwycięzcy letniego konkursu skoków światowej I ligi w Oberhofie. Ten zawodnik to też, niewątpliwie, olbrzymi talent, który przysporzy Polsce, jak tuszę, wielu laurów. I to, być może, w niedalekiej przyszłości. Ale obaj z Adamem przez najbliższe trzy lata musza się spieszyć, żeby jak najwięcej w tym okresie zgarnąć. Potem bowiem nadejdzie WIELKA ERA KLIMKA MURAŃKI.
Tak. O nim bowiem piszę. Ten 13-letni zaledwie zakopiańczyk zdobył w ubiegłą niedzielę brązowy medal otwartych letnich Mistrzostw Polski w skokach narciarskich ustępując jedynie wspomnianym wyżej Małyszowi i Stochowi i pokonując 106 innych rywali. Większość z nich była dorosła. Sam rezultat, choć z pewnością fantastyczny, nie stanowiłby jeszcze podstawy do tego, żeby publicznie ogłaszać taką, rewolucyjną i niezwykle (co by nie powiedzieć) ryzykowną w zasadzie, teorię. Choć nigdzie dotąd na świecie, a z pewnością w żadnym z krajów, które liczą się w tej dyscyplinie sportu, tak młody zawodnik nie stanął na podium zwycięzców wśród seniorów, to nie to, jak wspomniałem, skłania mnie do tego by upatrywać w nim nowego geniusza skoków. Niedzielne wydarzenie może jedynie być powodem wpisania Murańki do Księgi Guinessa.
Natomiast to, że ten młody człowiek za kilka lat będzie odnosił sukcesy na miarę Małysza (a może i większe, bo ma znacznie lepsze warunki do treningu jako młodzik i junior) wynika z faktu, że to przeogromny talent ustawiający się w powietrzu lepiej od ptaków, wykorzystujący, tak jak one, każdy najlżejszy prąd powietrzny, posiadający mimo młodego wieku wspaniała technikę lotu i lądowania, a przy tym nieprawdopodobna pracowitość, witalność, ambicja przy jednoczesnym zdrowym dystansie do wszystkiego.
Jako 10-latek Klimek oddał na Wielkiej Krokwi skok długości 135m (oficjalny rekord skoczni Hannawalda wynosi 140m), jest dwukrotnym mistrzem świata dzieci, już w zeszłym roku wygrywał z dobrymi 18-latkami z kadry Polski.
Jego nieprzeciętny talent potrafily docenić ( w wypadku wyjątkowo nepotycznego PZN zjawisko rzadkie) czynniki oficjalne. W zeszłym roku, gdy Zakopane starało się o organizację MŚ w narciarstwie klasycznym na prezentację do Portugalii prezes Tajner zabrał Małysza, Justynę Kowalczyk i ... 12-letniego Klimka własnie. Więc działacze też czują pismo nosem. W takich sytuacjach potrafią bowiem prywatę usunąć w cień. Za duży brylant do zniszczenia.
Jest jeden znak zapytania. Geny młodzika. To, w jaki sposób będzie rósł i przybierał na wadze ma zasadniczy wpływ na to, jak będzie skakał i jakie wyniki osiągał w najbliższych latach.
Jeśli ten wzrost będzie harmonijny Adam Małysz za jakies kilkanaście lat może ze swoimi wynikami spaść na drugie miejsce w klasyfikacji wszechczasów (bo to, że w najbliższym czasie wyprzedzi w tej klasyfikacji Fina Nykaenena i będzie prowadzić wydaje się być, przynajmniej dla mnie, pewne).
I to jest wspaniały, znacznie bardziej optymistyczny od tego, do którego będą tu dochodzić hordy blogerów w powyborczy poniedziałek, wniosek i prognostyk na przyszłość. Dla Polski, żeby było jasne.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)