HareM HareM
63
BLOG

Małysz. Miało być wejście smoka.

HareM HareM Kultura Obserwuj notkę 9

Prawie 4 miesiące temu, przed rozpoczęciem sezonu zimowego, popełniłem byłem artykuł, w którym przewidywałem wielkie sukcesy Adama Małysza. Sukcesy na miarę tych z sezonu poprzedniego. Minął kwartał z okładem, sezon się skończył (dokładnie nastąpiło to dzisiaj) i można sprawdzić jak się mają rzeczone przewidywania do rzeczywistości.
A mają się dość chujowo, rzecz grubiańsko ujmując. Grubiańsko z jednej strony, ale w zasadzie dość eufemistycznie się wyraziłem. Oczywiście jeżeli spojrzeć na sprawę obiektywnie. Pal licho przewidywania czy tez raczej, jak się okazało, pobożne życzenia ultraprzypalonego kibica (choć tak naprawdę to nikim takim nie jestem). W końcu ja się, jako kibic, znać na tym nie muszę. Ale już taki sztab szkoleniowy to powinien. Więc jeśli prezes związku wraz z przybocznymi trąbi tuż przed sezonem o nadzwyczajnej formie idola oraz o wyśmienitej pozostałych zawodników to jakiś ślad tej formy musi się w sezonie gdzieś ujawnić. A tu nic. Jeśli trenerzy wygadują przy każdej okazji, ze sezon będzie lepszy od poprzedniego (a poprzedni był , jak pamiętamy, po prostu wspaniały) to powinno to mieć jakieś odbicie w konkursach później. A tu nic.
Małysz miał najgorszy sezon od bitych 7 lat. A przypomnijmy, że lata 2003/04 i 2005/06 były, jak na niego, wyjątkowo chude. Tego, co się stało w tym roku nie spodziewał się nikt. Szczególnie, że poprzednia zima i lato byly tak znakomite. Małysz ani razu w sezonie nie stanął na podium, wielokrotnie był poza 10-tką, zaledwie po razie był 4-ty, 5-ty i 6-ty, najczęściej zajmował miejsca pod sam koniec dziesiątki. Na najważniejszej imprezie sezonu, MŚ w lotach, zajął ulubione w tym roku 9-te miejsce. Nie sposób zapomnieć o konkursach w Predazzo i Harrachowie gdzie obecność w konkursach zawdzięczał tylko rozstawieniu, a do punktowanej 30-tki nie wszedł zajmując we Włoszech dwukrotnie miejsca w piątej dziesiątce, a w Czechach w czwartej, bo startowało 40-tu skoczków.
Również dla zawodnika numer 2 naszej reprezentacji – Kamila Stocha sezon ten był znacznie mniej udany od poprzedniego. Chłopak, który w lecie narobił nam smaka wygrywając nawet jeden z konkursów w LGP w pierwszej części sezonu skakał przyzwoicie, szczególnie tam, gdzie boleśnie doświadczał kibiców Malysz. To jednak co zaczęło się z nim dziać po konkursie w Zakopanem opisac mogą jedynie dwa słowa. Jezus Maria.
O występach pozostałych naszych skoczków w tym sezonie lepiej nie wspominać. Zawszeć lepiej na tym wyjdą.
Oczywiście nie jest to tak, że największy  do tej pory talent w tej dyscyplinie sportu (choć, zdaje się, w tym roku ujawnił się większy – austriacki 18-latek Schlierenzauer) na świecie ponosi winę za ten stan rzeczy. Nie jest tez tak, że pozostali Polacy to jakieś szczególne beztalencia. Na pewno Stoch i jeszcze paru innych talentem nie ustepują zagranicznym rywalom.
Po prostu nie ma u nas dwóch rzeczy. Nie mamy żadnej myśli trenerskiej i nie mamy działaczy, którzy są zainteresowani rozwojem tej dyscypliny sportu. Przynajmniej ewidentnie na to wygląda. Zagranicznych trenerów z najwyższej półki nie zatrudniamy (bo trudno mówić o emerytowanym H.Lepistoe, ze z takowej był, może był, ale 10-15 lat wcześniej), a krajowi szkoleniowcy orzą jak potrafią. A potrafią bardzo kiepsko. Co widać jak na dłoni. Z kolei w polityce związku, rządzonego od kilku lat przez byłego trenera kadry Tajnera, króluje niepodzielnie nepotyzm. Do tego stopnia, ze znacznie słabsi od innych pociotkowie działaczy, w tym syn prezesa,  jeżdżą za pieniądze podatników na dużej rangi międzynarodowe zawody a tych z talentem się notorycznie blokuje. Nie tylko w wyjazdach. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdzie chyba specjalnie, konkretnych zawodników nie wysyła się na konkretne zawody tylko po to, by nie zwiększali limitów polskich skoczków mających prawo występowania w tychże zawodach. Słowem jaja jak berety. Oczywiście nikt nie protestuje, telewizyjni redaktorzy nawet się nie zajakną. Radiowych i portalowych też nie słyszałem wypowiadających się w tej kwestii.
Cóż nas zatem czeka?  Musimy chyba liczyć na to, że nasz samorodek, podobnie jak rok temu, sam z siebie zacznie wygrywać. Tylko nie za bardzo jestem przekonany czy to dobrze. Bo znów na następnych kilka lat pełno darmozjadów będzie miało  full-wyżerę.
Do zobaczenia przed następnym sezonem.
HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura