marek.w marek.w
253
BLOG

Czy Rosja jest trzecim supermocarstwem?

marek.w marek.w Polityka Obserwuj notkę 11

Zaraz po amerykańskiej akcji porwania Maduro w rosyjskich mediach zapanowało ciekawe wzmożenie. Rosyjscy propagandziści zinterpretowali ewidentnie łamiący międzynarodowe prawo atak na suwerenne państwo znajdujące się w strefie wpływów USA jako potwierdzenie prawa wielkich mocarstw do posiadania własnych stref wpływów,  w których mogą robić, co się im żywnie podoba. Według nich takich prawdziwych potęg są trzy - Ameryka, Chiny no i oczywiście Rosja! Dlatego powinny się zgodnie podzielić światem- dla USA obie Ameryki, dla Chin Azja, a dla wspaniałej, potężnej Rosji Europa z przyległościami.

O dziwo, poza rosyjskim ludem, który łyka bez oporu każdą propagandową bzdurę, byle potwierdzała ich poczucie wyjątkowości i potęgi dało się nabrać sporo polskich blogerów i publicystów, o całej masie ruskich trolli nie wspominając. Rozpoczął się zbiorowy płacz- o laboga, ratuj się kto może :-) Żaden z nich oczywiście nie czyta Girkina (dla tego trzeba znać cyrylicę :-))który niemiłosiernie wyśmiał kolejną propagandową hucpę Kremla. Mimo uwięzienia w łagrze Girkin naprawdę nieźle orientuje się w Realu i co ważniejsze, potrafi być do bólu szczery wobec obiektywnej rzeczywistości, chociaż jest zawziętym nacjonalistą i piewcą Wszechrusi. Oczywiście przyznał, że USA są supermocarstwem, co udowodniły Operacją Specjalną przeprowadzoną w ciągu trzech godzin, natomiast Rosja, która rozpoczęła wcześniej własną trzydniową Operację Specjalną, ciągnie ją od 4 lat i nadal nie potrafi jej wygrać. Dlatego pretensje Kremla do supermocarstwowości mogą podzielać tylko Sovki,  natomiast za granicą wzbudzają tylko gromki i szyderczy śmiech.

Oczywiście ma całkowitą rację, ponieważ  sytuacja Rosji na każdym polu pogarsza się radykalnie dosłownie z miesiąca na miesiąc.  O ile militarnie nadal zachowuje inicjatywę, jednak za cenę czterokrotnych, jeśli nie większych strat w porównaniu z Ukrainą, przez co jej przewaga liczebna konsekwentnie się zmniejsza, a nie zwiększa, tym bardziej, że już zabrakło pieniędzy na werbunek kolejnych "jednorazowych szturmowców". O wiele szybciej sytuacja  Rosji pogarsza się w gospodarce oraz polityce międzynarodowej. Realne ceny ropy marki Urals po odliczeniu promocji za ryzyko wzbudzenia gniewu Ameryki spadły do 30 $/baryłkę, choć w budżecie na rok 26 rząd przyjął sumę ok. 60 $/baryłkę, a jest to przecież podstawowy sposób zdobywania niezbędnych dla wojny dewiz. W efekcie załamanie gospodarcze z każdym miesiącem zwiększa się, a to dopiero początek nadchodzącej katastrofy. Oczywiście eksperci ekonomiczni na Kremlu potrafili to zobaczyć i wytłumaczyć Putinowi, jakby to mu się nie podobało, stąd ten nieustający szturm pozycji ukraińskich w nadziei na przełamanie frontu i zmuszenie Ukrainy do uznania rosyjskich żądań, nim wyczerpią się pieniądze na wojnę. Znów powołam się na Girkina, który mimo zaczadzenia umysłu wielkoruskim szowinizmem jest doskonałym analitykiem, w ostatnich tekstach obiektywnie udowodnił, że strategicznie Rosja tę wojnę PRZEGRYWA i jeśli Kreml nie zmieni radykalnie sposobu jej prowadzenia, nie ma żadnych szans na wygraną. Każdy bystrzejszy analityk podziela zresztą tę opinię, tym bardziej, że nawet kremlowscy ministrowie potwierdzają, że Rosja ma zasobów na pół roku wojny, a co potem, żaden z nich nie daje gwarancji.

W efekcie porażek wojskowych i gospodarczych coraz szybciej pogarsza się pozycja międzynarodowa Rosji i jej reputacja, w gruncie rzeczy  to jest cała seria klęsk.  Zaczęło się rok temu, jak po przewrocie w Syrii uciekł do Moskwy pupilek Rosji Asad, przez co zmarnowano miliardowe inwestycje pakowane w Syrię od ponad 10 lat. Kolejnym głośnym policzkiem dla Putina jest porwanie Maduro, co najprawdopodobniej zakończy się wasalizacją Wenezueli przez USA, z jej ogromnymi zasobami ropy naftowej. A w kolejce czeka Kuba, którą Trump zamierza zmusić do uległości totalną blokadą dostaw ropy, w tym z Meksyku. Oczywiście najgorszym ciosem dla Kremla jest tragiczna dla Rosji sytuacja w Iranie, objętym powstaniem zrozpaczonej nędzą i coraz gorszymi warunkami do życia ludności. Jedno jest pewne, niezależnie od wyniku powstania, nawet w przypadku jego utopienia we krwi, potęga Iranu i jego wpływ na sąsiednie kraje, szczególnie Izrael należy do przeszłości. Katastrofa gospodarcza i ekologiczna w Iranie zmusi władze, niezależnie od ich chęci, do zajęcia się wewnętrznymi sprawami i na zewnętrzną ekspansję zwyczajnie zabraknie sił i pieniędzy. A trzeba pamiętać, że to właśnie Iran był  najcenniejszym sojusznikiem Rosji!

Inne porażki Kremla są równie fatalne, choć mniej głośne- właśni  władze Iraku znacjonalizowały aktywa Łukoila,  objętego amerykańskimi sankcjami, a był to bardzo łakomy kąsek! Łukoil posiadał 75% własności jednego z największych pół naftowych na świecie i zainwestował w niego wiele mld$. Teraz te aktywa aresztowano i Irak zamierza je szybko sprzedać koncernowi, który da więcej, a chętnych nie brakuje! Rosja planowała budowę bazy morskiej i lotniczej w Sudanie, aby kontrolować Morze Czerwone, o wielkiej wartości strategicznej, ale zgodna akcja sąsiadów wsparta nieoficjalnie  przez zainteresowane państwa Zachodu zakończyła się jej wyrzuceniem. Również wieloletnia, dawniej bardzo pomyślna operacja wygonienia Francji z państw Afrykańskich na południe od Sachary, którą zajmowali się Wagnerowcy kończy się klapą, gdy Islamscy powstańcy wraz z Tuaregami finansowani po cichu przez rywali Rosji, coraz mocniej biją rosyjskie kontygenty w Mali, Burkina Fasso i Nigerze i jasno widać, że już nie ma większych szans na uratowanie sytuacji.

Potencjalnie najgroźniejsze następstwa może mieć dość  gwałtowny zwrot w polityce Trumpa wobec Rosji.  Sprawa jest wyjątkowo ciekawa i pewnie warta osobnego tekstu, tutaj tylko w skrócie. Wszystko wskazuje na to, że dotychczasowe pełne umizgów zachowanie Trumpa wobec Putina (czerwony dywan na lotnisku!) nie wynikało z gróźb szantażu Kremla, lecz było raczej wyrachowanym zachowaniem "najwspanialszego prezydenta", który chciał osiągnąć pokój kosztem słabszego i nic go nie obchodziła napadnięta podle Ukraina. Dopiero fiasko prób zmuszenia Ukraińców do kapitulacji dzięki ich uporowi i pomocy Europy  skierowało uwagę Trumpa na Rosję, kiedy niespodziwanie to ona okazała się słabsza, bo pozbawiona prawdziwych sojuszników, ponieważ pomoc Chin jest wyjątkowo cyniczna i obliczona tylko na własne korzyści, co zresztą jest kolejną porazką Putina. W sprawach ekonomicznych, szczególnie wypieraniu Rosji ze światowych rynków ropy i gazu połączone z zastępowaniem jej przez USA Trump od początku był zdecydowany na ostrą grę, tylko Rosjanie dopiero się ocknęli, gdy Amerykanie praktycznie zniszczyli sankcjami Łukoil i Rosnieft, a teraz przechwycili 3 rosyjskie tankowce, nic sobie nie robiąc z popłakiwania Kremla. I znów muszę z przykrością uznać  intuicję Girkina (Striełkowa), który od początku nie wierzył za grosz Trumpowi, praktycznie wbrew wszystkim twierdząc, że ten cały czas jest wrogiem Rosji, tylko bardzo cwanym, a przez to tym groźniejszym i wygląda na to, że znów miał rację.

Co bardzo ważne,  perspektywy na przyszłość Rosji są bardzo kiepskie  niezależnie od rozwoju wojny, ponieważ upadek gospodarczy będzie nadal trwał nawet po zakończeniu działań, zbyt wielkie szkody odniosła rosyjska gospodarka i samo państwo w czasie 4 lat wojny na wyniszczenie. Przy czym samo zjawisko ucieczki młodych fachowców przed mobilizacją na front oraz ogromnych wręcz sum pieniędzy przemycanych za granicę w czasie wojny (ok. 200 mld$ w samym 24 r.) przyniosło szkody porównywalne z wojną na froncie ukraińskim. Przy nieuniknionym chaosie, który zapanuje po powrocie zdziczałych hord z frontu, nie ma żadnych szans na powrót ani ludzi, ani pieniędzy do kraju. A to oznacza w każdym rozkładzie dalszą degradację Rosji i długotrwałą powszechną nędzę, już nie mówiąc o dalszym opóźnieniu rozwoju przemysłu i ogólnie państwa w porównaniu z galopująca czołówką. Nie ma też co liczyć na powrót do zyskownych biznesów z Europą, ponieważ jej miejsce zajęły USA, gdy Trump podpisał wieloletnie ogromne umowy na dostawy ropy i LNG ze Stanów do Europy, wypychając Rosję. Jednocześnie chyba nic nie uratuje Rosję przed wpadnięciem w coraz większą podległość Chinom, a nie jest to los do pozazdroszczenia ... no nic, trudno, abym lał łzy nad Rosją, co zasiali, to zbierają :-)


marek.w
O mnie marek.w

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka