2 obserwujących
36 notek
11k odsłon
  228   1

Jesionka marszałka Prystora

W warszawskim domu moich dziadków jeszcze w latach 50-tych rozmawiano po litewsku przynajmniej, dokąd żyła Babcia Michalina...

W warszawskim domu moich dziadków jeszcze w latach 50-tych rozmawiano po litewsku przynajmniej, dokąd żyła Babcia Michalina. Babcia Michalina zmarła już dawno. Słabo ją pamiętałem, głównie z tego, że mówiła źle po polsku. Przeważnie leżała w łóżku i chorowała, a potem umarła na serce. Chyba tak naprawdę nigdy z nią nie rozmawiałem. Litewska Babcia podobno zawsze chciała mieć dziewczynki, a nie chłopców i może dlatego obu nazwała Roma i Lonia choć na chrzcie, już w Kownie, Ojciec dostał na imię Edward. Z synami rozmawiała po litewsku, z Dziadkiem… nie wiem, chyba łamanym polskim czy po rosyjsku. Ojciec i stryj jak rozmawiali ze sobą, to zaczynali po polsku, ale jak ich poglądy nagle zaczynały się rozchodzić, to przechodzili na litewski i krzyczeli na siebie tak, że zupełnie ich nie rozumiałem. Litewski był ich pierwszym językiem, używali go w litewskiej szkole, a potem na studiach w Kownie. Dziadek prawie nic nie mówił w żadnym języku, a jak już coś powiedział to często wtrącał rosyjskie słowa. On z kolei chodził do szkoły rosyjskiej… Jak klął to mówił „naplewac”, co raczej nie było po litewsku. Kiedy drzemał w ciągu dnia, mamrotał coś po rosyjsku. Wszyscy mówili w każdym razie nieco inaczej po polsku, artykułując bardziej literę Ł, trochę śpiewnie. Zazdrościłem im, jak pięknie potrafili powiedzieć „jabłko”. W czasie wojny ta litewskość ich ocaliła, o czym też za chwilę. A mnie w dzieciństwie wydawało się, że Litwini to „ruskie”, choć sam jestem w jednej czwartej Litwinem. Kiedyś podczas lektury jednej z książek znalazłem jednak taki fragment: Syn pyta Ojca – tato, kto to jest Litwin. Ojciec zastanawia się chwilę i odpowiada. – Litwin synu to taki lepszy Polak!

Nie czułem się ani trochę Litwinem, nie bardzo wtedy wiedziałem, co to znaczy czuć się Polakiem, w dodatku lepszym, litewskim…. Jak Mickiewicz? Jak Piłsudski? A Polskość? Może to taki stan ducha? Stan podwyższonej emocji, coś w rodzaju nerwicy natręctw, która każe Polakowi wywoływać powstania? A tymczasem wszystko było takie zwykłe, wszyscy naokoło byli tacy zwykli, nawet opowieści Babci czy Ojca nie robiły na mnie większego wrażenia. Coś po prostu opowiadali i to był kawałek naszego zwykłego życia.

Kiedyś Ojciec wyciągnął jakieś zdjęcia. Rzucił je na biurko, wybrał jedno i pokazał palcem. – O tu twój Dziadek na zesłaniu, ten w środku, siedzi. Popatrzyłem na zdjęcie Dziadka w środku. No rzeczywiście, siedział. Elegancki. W garniturze, krawacie i z białą chusteczką w kieszonce. Obok, po obu stronach, siedzieli inni więźniowie, ale w pasiakach i więziennych czapkach...

– Dlaczego Dziadek nie ma pasiaka?

– Bo kiedy go złapali, miał dokumenty wystawione na nazwisko grafa Sandeckiego i powiedział, że jest austriackim hrabią, choć tak naprawdę był technikiem budowlanym w Częstochowie... Jako arystokrata, miał prawo nosić na zesłaniu garnitur i dostawał przydział białych koszul i chusteczek...

– Tato, a Piłsudski? Czy Dziadek znał Piłsudskiego?

– Piłsudski? Ten Litwin... Nie wiem skąd u ciebie taka sympatia do niego...

– Tato, przecież Ojciec też jest Litwin...

– Jaki tam ze mnie Litwin, obruszył się Ojciec...

– A w Kownie grałem z Prystorem w szachy, wtrącił, zmieniając temat.

– No ale, ale Piłsudski Tato?

– Jak Dziadek przyjeżdżał z Litwy do Warszawy, bo po I wojnie mieszkał przez jakiś czas na Litwie, i odwiedzał Prystora w Belwederze, to Marszałek pytał się Prystora „a ten z Litwy przyjechał, a.…” I tyle dowiedziałem się tym razem.

No ale, żeby nie zgubić tego wątku stosunków polsko-litewskich to brnąc dalej w dygresję od razu napiszę, co kiedyś indziej Ojciec opowiadał mi o roli Dziadka, jaką odegrał pośrednicząc przy przywróceniu normalnych stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Litwą w okresie międzywojennym. Podobno bardzo ważne kontakty z Litwinami, miały miejsce jeszcze zanim Polska nawiązała oficjalne stosunki dyplomatyczne z Litwą. Jesienią 1937 roku odbywały się bowiem w naszym warszawskim mieszkaniu nieoficjalne rozmowy litewsko-polskie w których uczestniczyli litewscy i polscy znajomi Dziadka, w tym Aleksander Prystor. Ojciec wymieniał nazwisko jakiegoś litewskiego generała, który ich odwiedzał, ale oczywiście nie miało to dla mnie wtedy żadnego znaczenia. Nie bardzo też zdawałem sobie sprawę o co chodzi. Potem w notatkach Ojca sporządzonych chyba dla jakiegoś muzeum, znalazłem potwierdzenie, że Dziadek odegrał ważną rolę pośrednicząc przy przywróceniu normalnych stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Litwą w okresie międzywojennym.

Otóż Litwini wiedząc, że posiada szerokie kontakty w polskich kołach rządowych i jednocześnie, że jego żona Michalina, z domu Jonajtis, znana jest z długoletniej społecznej działalności wśród miejscowej, warszawskiej kolonii litewskiej (wówczas były prezeską Litewskiego Towarzystwa w Warszawie), postanowili wykorzystać ten fakt w misji, którą podjął się ze strony litewskiej były minister Martynas Yčas. W 1937 roku, w drodze do Genewy zatrzymał się w Warszawie i odwiedził Dziadków, aby wysądować aktualną sytuację. Przekazał wówczas informację o gotowości strony litewskiej do podjęcia rozmów o normalizacji stosunków dyplomatycznych z Polską. Po zgłoszeniu tych sygnałów przez Dziadka swojemu przyjacielowi, Aleksandrowi Prystorowi, który wówczas był Marszałkiem Senatu, strona polska podjęła rozmowy z Litwinami oficjalnymi kanałami dyplomatycznymi. Ojciec konkludował w swojej notatce, że rezultatem tych rozmów było wznowienie stosunków dyplomatycznych między obu krajami, łącznie z obustronnym otwarciem granic dn. 1-VIII-1938 roku.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura