Tytułowe słowa w programie "Czarno na białym" wypowiada wywalony z podkomisji komandor Wiesław Chrzanowski, wojskowy kontroler i wykładowca nawigacji lotniczej. Potem mówi, że uczył ich co to na przykład kąt natarcia, tymczasem Binienda, Dabrowski i Nowaczyk zostawili dowody na piśmie, że w 2017 i 2018 roku jeszcze nie wiedzieli - tacy niezłomni byli z nich eksperci.
Katastrofa smoleńska w aspektach, którymi głównie zajmowała się podkomisja sprowadza się głównie do techniki i fizyki, czyli nauk, w których granice pomiędzy prawdą i fałszem są wyraźnie. Wobec tego pokazanie, że to co pokazywała podkomisja jest z punktu widzenia tych nauk infantylnym fałszerstwem jest podwójnie proste - po pierwsze - bo jest sprzeczne z wiedzą, po drugie - w sejfach podkomisji leżą zamówione przez nią ekspertyzy, z których podkomisja mogłaby się dowiedzieć że jest sprzeczne, o ile wcześniej nie wiedziała.
Tak więc równocześnie z tym, ile podkomisja zmarnowała, powinny być upublicznione ekspertyzy - polskie i zachodnie, z których każdy pisowiec będzie miał możliwość dowiedzieć się, co w Smoleńsku rzeczywiście się stało gdyż po prostu wstyd, żeby nie wiedział skoro wie cały cywilizowany świat.

"I ja tam z gośćmi byłem, nic nie jadłem i nie piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem"


Komentarze
Pokaż komentarze (13)