Możesz
"Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, to w obu przypadkach masz rację" - Henry Ford
6 obserwujących
32 notki
13k odsłon
278 odsłon

Zdrowienie ze skutków dorastania w rodzinie z chorobą alkoholową (Zrozumieć siebie cz. II)

Autor: distelAPPArath, źródło: t.ly/mdqVm
Autor: distelAPPArath, źródło: t.ly/mdqVm
Wykop Skomentuj2

Dorastając w rodzinie z chorobą alkoholową doświadczyłem rzeczy, których przez lata nie potrafiłem wyrazić. Przeżyłem sytuację, o których nie potrafiłem mówić, ani pisać. Nie umiałem tego oddać w żaden znany mi sposób.

Kiedy podjąłem decyzję, aby złamać mroczne zasady rodziny alkoholowej “nie mów, nie czuj, nie ufaj” i zapragnąłem mówić, okazało się, że nie wiem co powiedzieć, nie wiem jak to ująć, że kompletnie nie potrafię oddać tego wszystkiego, co przeżyłem. Technicznie rzecz biorąc umiałem mówić i pisać. Komunikowałem się ze światem zewnętrznym w zakresie podstawowych potrzeb. Wiedziałem, jak załatwić sprawę w urzędzie, zrobić zakupy, a nawet podjąć pracę. Ale nie potrafiłem opisać tego, co czuję na wspomnienie różnych sytuacji, które do mnie wracały. Nie znałem odpowiednich pojęć. Nie potrafiłem rozpoznawać uczuć. Nie umiałem nazwać rządzących mną emocji, a w konsekwencji byłem nieprzewidywalny dla siebie samego czym raniłem siebie i wszystkich wokół.

We własnej ocenie brzmiałem płytko, banalnie, bełkotliwie, niewiarygodnie. Okazało się, że oddanie przeżytych emocji było zadaniem przekraczającym moje możliwości.


Nagle budzę się w środku nocy i orientuje się, że nie mogę się ruszyć. Próbuje wstać, ale moje ciało leży bezwładnie. Próbuję zgiąć palec, ale moja ręka ani drgnie. Przerażony tą sytuacją chcę krzyczeć, żeby wezwać pomoc, ale moje usta nie wydają nawet cichego skrzeku. Widzę, słyszę, jestem świadomy, ale nie mam władzy nad ciałem. Czuję się jak w kokonie, jak sparaliżowany.

Jak biec, jeśli nigdy nie zrobiło się kroku? Jak śpiewać, jeśli nigdy nie wypowiedziało się głoski? Jak opowiedzieć o dorastaniu w rodzinie z chorobą alkoholową, gdy nie robiło się tego nigdy przez 20 lat od urodzenia? I jak to zrobić mając przeciwko sobie wszystkie teoretycznie najbliższe osoby, nie mając znikąd oparcia, ze słabiutkim zarodkiem poczucia wartości własnej, jeszcze bez zaufania do siebie, do swoich zmysłów, do swojej poczytalności, gdy wciąż jeszcze silna jest myśl, że to może ze mną coś jest nie tak?

Moje zdrowienie ze skutków dorastania w rodzinie z chorobą alkoholową zaczęło się 20 lat temu od terapii grupowej, na której poznałem ludzi, którzy rozumieli co czułem. Pamiętam, jak dziś oczy pełnego zrozumienia, na słowa, że potrafię rozpoznać stan trzeźwości mojego taty po sposobie otwierania bramy wjazdowej. Otrzymałem uwagę i zrozumienie, które uchroniło mnie od postradania zmysłów i tak już bardzo mocno stępionych.

Ale dopiero kilkanaście lat później na mityngach DDA, zacząłem się uczyć opowiadania o tym, co czułem dorastając w tak zwanej “normalnej rodzinie, w której wszędzie są jakieś problemy”. Tydzień po tygodniu, wypowiedź po wypowiedzi, temat po temacie starałem się mówić o sobie docierając coraz głębiej do skompresowanych, wypartych i skrytych zdarzeń uwalniając przetrzymywane tam emocje. “Acha, a więc to jest wstyd.” “A to wcale nie jest miłość”. “A to mnie poniża”. “A tak poniżam siebie sam”. “Hmm, więc to jest zdziwienie.”, "Jestem wściekły!", itd.

Zdrowienie ze skutków dorastania w rodzinie z chorobą alkoholową, to nauka rozpoznawania uczuć, będących zakładnikami przeżyć, o których wcześniej bałem się lub wstydziłem komukolwiek powiedzieć. Jest to umiejętność, która zupełnie niesłusznie uchodzi za niemęską, będąc rzeczą ogólnoludzką. Poprzez opowiadanie o sobie, o swoich doświadczeniach odbijam zakładników - moje uczucia. Docieram do siebie, dopasowuję to, co przeżyłem do nazw konkretnych stanów, uczuć i emocji potrzebnych mi tu i teraz w dorosłym życiu.

Zanim zaczęłam zdrowieć miałem jeden główny cel w życiu: nie czuć się źle. Po prostu nagle, nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego działo się coś, co mnie wyłączało. Czułem się źle, ale nie potrafiłem wskazać konkretnej przyczyny; powiązać tego z faktem zaistniałym w moim otoczeniu. Jedyne co potrafiłem zrobić, to przeczekać. Po prostu czekałem, aż ten nieprzyjemny, trwający niekiedy kilka miesięcy stan sam ustąpi. Gdy przechodził, nie wiedziałem dlaczego przechodził, ani jak się przed nim bronić, ani też kiedy pojawi się znowu. Było to życie w ciągłym lęku.

Dzięki wspólnocie, mówieniu o swoich przeżyciach, odnajdywaniu siebie w wypowiedziach innych uczestników mityngu, nauce mówienia o sobie, opanowywaniu umiejętności rozpoznawania uczuć i emocji, programowi DDA i pisaniu, okresy odrętwienia zaczęły się skracać. Miesiące zamieniły się w tygodnie. Tygodnie w dni. Nagle potrafiłem wskazać przyczyny swoich stanów. Wzmocniłem się - nie potrzebowałem narkotyku, żeby nie czuć się źle. Bo ku memu zdziwieniu, coraz częściej czułem się dobrze. Nagle zorientowałem się, że całkiem sprawnie potrafię wskazać przyczyny swoich stanów. Zacząłem się obserwować i po pewnym czasie potrafiłem powiedzieć, kiedy czuję się źle. Wiedziałem jaka sytuacja to spowodowała? Jak nazywa się to uczucie, które mnie ogarnęło? Pojawiła się sprawczość, gdy odkryłem, że mam wpływ na to, co czuję.


Powyższy koncept nie jest ani prawdą, ani fałszem, nie jest ani dobry, ani zły, natomiast bierze się z mojego doświadczenia i praktyki.

Wpis powstał w ramach projektu "Możesz - skieruj myśli ku najlepszemu".

Zobacz poprzednie odcinki bloga.

Bądź na bieżąco, subskrybuj posty na facebook'u.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości