Jedynym, który jeszcze niedawno znał dokładny koszt wydrukowania tych 30 milionów kart był oczywiście sam minister Sasin. On też chwilę później, gdy już publicznie odmiauczał datę wyborów bronił się, że karty na pewno w późniejszym terminie się przydadzą. Przyjmijmy więc, że do czasu prawomocnego wyroku Sasin jest niewinny. Pozwólmy też mu zrzucać winę na Pocztę Polską, bo przecież zadaniowo oddelegowany tam przez Kamińskiego niejaki Zdzikot nie jest wcale gorszy jako skazany od Sasina.
Tydzień temu min. Sasin zasłaniał się tajemnicą handlową i w intencji daty wyborów kładł na szali swoją dymisję. Dzisiaj, niczym ruski żołdak z sześcioma zegarkami na ręce w kułak śmieje się Polakom. Brakuje mu tylko złotych zębów.
No ale Polacy to ofiarny i szczodry naród. W Powstaniu Warszawskim przecież nie jakieś głupie miliony był w stanie bez drgnienia powieki poświęcić, lecz nawet kilkuletnie dzieci. Przy takim geście próba rozliczenia odpowiedzialnych za kilkaset milionów złotych będzie dla wielu zwykłą małostkowością. Niczym czepianie się drobnych sutenerskich zysków Banasia, którego przecież odzysk WATu uczynił Polskę mocarstwem o wieku emerytalnym niższym niż w Norwegii.
Dlatego bez patosu, ale i bez sknerstwa oraz małostkowości. Pozwólmy temu Kaczyńskiemu dalej tymi publicznymi milionami szastać, oraz milionami Polaków pomiatać. To musi mieć przecież jakiś cel. I nie może chodzić przecież o żadne drapacze chmur.
Inne tematy w dziale Polityka