81 obserwujących
1053 notki
739k odsłon
  586   0

Apostazja, czyli zaledwie wolna wola

Każdorazowy raban, jaki się podnosi po nagłośnionym wypisaniu ze statystyk Kościoła, dowodzi, że nie chodzi tu żadną jakość czy podmiotowość, ale wręcz odwrotnie. Instrumentalne traktowanie i ilość. Żadne tam wartości, ale zwykłe fryzjerstwo. Strzyc i ustawiać statystyki jak słynny piłkarski pan Fryzjer. I gdy niewdzięcznik nie chce się już bawić na naszych zasadach, to wypad do niższej ligi.

Dyskurs jest tak ustawiany, by światło kierować na zbuntowaną owcę, nie na ustawialnię wyników. Wolna wola umownego apostaty mało się liczy, bo odmówił przecież zabawy, w którą dalej wszyscy pozostali katolicy przymykając oczy i nosy grają. Piszę umownego, bo sam pomimo wieloletniej katolickiej indoktrynacji i pomazania w niemowlęctwie czoła popiołem ani przez sekundę nie czułem się katolikiem. Magisterium Kościoła dziękuję tylko, że nie wypalił mi swojego logo rozgrzanym prętem. 

Czułem się za to kastrowany z godności, rozumu i własnej woli, którą katolicy przemyślnie nazywają wolną wolą. Wolna wola bowiem w ich słowniku oznacza, że została im, uwaga... dana. Zabawne, prawda? Wolną wolę światopogląd religijny widzi jako DAWANĄ. Taki to nieistotny paradoks. Dawaną zawsze przez jakiegoś pana Fryzjera. Mniejszego czy większego.

Dlatego apostazję traktuję nie tyle jak wyjście z czegoś w czym nigdy nie byłem, ale jako konieczną w tzw. byciu w prawdzie weryfikację wyników panów Fryzjerów. Mam w końcu własną wolną wolę. Nie od żadnego katolickiego Stylisty.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale