81 obserwujących
1050 notek
736k odsłon
  711   0

Czy ks. Popiełuszko mógł się przyczynić do śmierci Françoisa Audelana?

Jerzy Popiełuszko był w zasadzie prezentem danym danym KK. Czyli męczennikiem. Trafiło się to męczeństwo KK jak ślepej kurze ziarno, bo komuna klechów nie mordowała, a klechy z kolei specjalnie komuny nie kontestowały. W zasadzie symbioza, której w IPN pozostał ślad w postaci zaledwie tylko jakiejś części dowodów współpracy Kościoła z władzą. Najsmaczniejsze zapewne poszły z dymem. Popiełuszkę zamordowali wbrew intencjom władzy nadgorliwi bezpieczniacy. Możliwe, że przez przypadek, że nie było celem nadgorliwców zabicie, a tylko brutalne zastraszenie.

Trudnym do zbicia argumentem na taką hipotezę jest to, że to sama komuna dość szybko znalazła zwłoki, to komuna sprawców schwytała, i to komuna sprawców szybko i sprawnie osądziła. A zatem władza w żaden sposób nie chroniła sprawców. Odcięła się od nich już na samym początku. Gdyby sprawcy czuli się przez władzę w jakikolwiek sposób ograni, dzisiaj byliby w okolicach PiS, jak chociażby prokurator Piotrowicz, sędzia Kryże, czy bardzo dobry znajomy (i zaufany wspólnik) Jarka Kaczyńskiego Kazimierz Kujda. 

Zginął więc Popiełuszko z powodów politycznych, ale wszystko wskazuje, że również i nadgorliwości oraz partactwa uprowadzających go tylko w intencji przemówienia mu do rozsądku, aby, jak to mówi Kaczyński dzisiaj, nie przeszkadzał.

By stworzyć kolejną nieprawdziwą legendę, Popiełuszkę wywleka się dzisiaj z grobu, by zmajstrować kolejne sprzedawalne figurki świętego. Święty męczennik, który zginął z rąk komuny brzmi znacznie lepiej, niż zwykły ksiądz nieumyślnie zamordowany przez tylko esbeckich nadgorliwców. Ok. Tylko przypatrzmy się metodom. Wpierw się pomija milczeniem kto zbrodniarzy wykrył i osądził, a potem dorabia błogosławionemu świętość budowaną na ludzkim nieszczęściu.

Watykan oczywiście aż tak głupi nie jest, żeby w świetle fleszy uprawomocniać każde kłamstwo o tym, że wstawiennictwo byle klechy powoduje cudowne ozdrowienia. Dlatego Popiełuszko świętym na razie nie zostanie. A wspomógł Watykanowi jego ów iście jezuicki namysł fakt, że człowiek, który w kłamstwie o cudownych uzdrowieniach Popiełuszki chwilowo grał pierwsze skrzypce, właśnie zmarł. Miał go Popiełuszko jakoby ocalić od śmierci, a wziął... I się rozmyślił. Cudu z tego już nie będzie. Trzeba szukać dalej. 

Bo nadzieja jakoby umiera ostatnia. Niebawem przecież znajdzie się inny, który doświadczył cudownych mocy księdza. I może przedwcześnie Popiełuszce na rękach nie umrze.

--------------------------------------------------------------------- 

P.S. Tajemnicza śmierć i związane z nią kłamstwo ma oczywiście swój polski ślad. Tropy kierujące do Polski zostawił francuski kapłan ks. Bernard Brien, który w sobie tylko wiadomym celu odwiedził niedawno nasz kraj, by z ks Jerzym Popiełuszką sam na sam się spotkać. Czy spotykał się też i z kimś innym? 

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale