Autor dzisiejszego wpisu na Salon24 próbuje wmówić czytelnikom, że II wojna światowa była wstępem do Unii Europejskiej. Nie mówi tego wprost, bo brzmi to absurdalnie, więc ucieka się do insynuacji i cytowania Hitlera oraz Goebbelsa. Ma to wystarczyć za dowód, że idea współpracy europejskiej jest skażona faszyzmem.
Zręcznie wyciąga z archiwów strzępy nazistowskiej propagandy, by stworzyć wrażenie, że idea zjednoczonej Europy jest z definicji "parszywa". Wulgarny publicystyczny trik: skoro faszyści mówili o Europie, to Europa musi być faszystowska. Taki zabieg nie ma nic wspólnego z myśleniem historycznym — jest wyłącznie próbą propagandowego obrzydzenia projektu, który powstał właśnie jako reakcja na katastrofę wywołaną przez faszyzm i skrajny nacjonalizm.
Myślenie o scaleniu Europy dokonywało się od antyku, gdy postrzegano ją jako wspólnotę cywilizacji opartej na prawie i kulturze, przez średniowieczne chrześcijaństwo, które usiłowało nadać jej wymiar jedności duchowej (jedna moralność, jeden Bóg. Kościół ponad władzą), następnie przez oświecenie, akcentujące wspólne wartości rozumu, praw człowieka i uniwersalizmu, aż po współczesność, w której doświadczenie wojen i nacjonalizmów uczyniło z integracji projekt pokoju, prawa i współzależności, mający zastąpić dominację i przemoc trwałą współpracą między państwami.
Od Karola Wielkiego, który próbował nadać Europie realny porządek polityczny, przez Dantego, Leibnitza i Kanta, widzących w zjednoczeniu warunek ładu i trwałego pokoju, aż po Roberta Schumana, dla którego integracja stała się praktycznym projektem politycznym opartym na współpracy, prawie i dobrowolnym ograniczeniu suwerenności w imię pokoju.
A ten sięga wyłącznie po Goebbelsa i Hitlera. Przypadek?
Najzabawniejsze bowiem w antyunijnej krucjacie jest to, że jej najgorliwsi uczestnicy sami nie wiedzą, czy chcą Unię 'naprawiać' pod swoim narodowo-prawicowym batem, czy po prostu zaorać i o niej zapomnieć. Jedno wszakże jest stałe: chodzi nie o reformę ani suwerenność, lecz o ideologiczną obsesję.
P.S. A co, wobec tak "parszywej" jego zdaniem idei, ma do zaoferowania ów bloger? W zasadzie nic. Poza wieńczącym wpis odnośnikiem o wsparcie finansowe za jego intelektualny trud i - to już jego: "dobro, miłość i mądrości ślad".



Komentarze
Pokaż komentarze (5)