20.03.2011 11:54 bloger GW1990 pisze:
„Do sensacji Krzymowskiego i Dzierżanowskiego, dziennikarzy "Wprost", należy podchodzić z podwójnym dystansem. Po pierwsze - ze względu na to, dla jakiej gazety piszą, poza tym - już raz zaliczyli wpadkę z śp. Deptułą, który miał rzekomo dzwonić do żony tuż przed katastrofą smoleńską. Wszystko wyglądało wiarygodnie, bo zacytowali zeznania żony w tej sprawie. Tyle, że po paru dniach prokuratura zdementowała te rewelacje.”
Słowa zaznaczone na czerwono są mało wysublimowaną manipulacją. Manipulacja GW1990 polega na serwowaniu nieprawdy. Nieprawdą jest, że prokuratura cokolwiek zdementowała. Prokuratura jedynie zdecydowanie wykluczyła wersję pani Deptuły, i nie czarujmy się, wykluczyła tak pięknie rozwijającą się kolejną ‘pisowską wrzutę smoleńską’ – samego faktu zeznań małżonki posła Deptuły nie zdementowała. W aktach, zeznania dalej sobie wygodnie spoczywają… Zresztą pani Deptuła publicznie swoje rewelacje ogłosiła.
Prokuratura nic nie dementuje – a żona posła i prawicowi dziennikarze swoich „rewelacji” dotyczących telefonu tym bardziej nie – cóż, sztuczka się nie udała…
Dziennikarze – w tym nie tylko ci teraz inkryminowani przez młodego działacza pisowskiego ale wszyscy, nie wyłączając prawicowej smoleńskiej watahy jak i samego blogera – mieli nie tylko pełne prawo cytować wypowiedź wdowy po Deptule, ale był to również ich dziennikarski obowiązek. To, że cytowali wypowiedzi nie mające poparcia w faktach, absolutnie nic nie zmienia. Niektórzy wyłącznie cytowali…
Zupełnie inną sprawą jest, co z tą wiadomością robiła wiadoma polityczna zgraja… Tutaj pisowska strona dała totalnie dupy. Dała dupy jak zwykle. Bez jakiegokolwiek weryfikowania wiadomości wysmażyli kolejną smoleńską bujdę i radośnie się nią następnie napawali…
Przytoczmy dla przykładu GW1990 z dnia 01.11.2010, tytuł: „DEPTUŁA DZWONIŁ DO ŻONY” „Po wrzutkach z gen. Błasikiem akurat na święta, wreszcie dziennikarze ustalili rzeczywiście coś ważnego i poruszającego.”
Nie tyle chodzi mi o normy stosowane przez wyznawców Kaczorów – te są już daleko poza standardami cywilizowanych ludzi – interesuje mnie bardziej zjawisko zapominania własnych słów. Od obu tych tekstów pisowskiego blogera minęło zaledwie cztery miesiące. Cztery miesiące, i „ważne i poruszające” zmieniło się cudownie w „wymagające podwójnego dystansu”.
Dodatkowo – jako bonus pewnie – bloger tak majstruje przy swoich ‘pracach partyjnych’, by winę za nieudaną pisowską wrzutę zrzucić oczywiście na ‘wroga’ – pitoląc jak potłuczony o rzekomym dementowaniu informacji przez prokuraturę…
Jedyne co prokuratura zweryfikowała, to wyłącznie pisowską, „smoleńską narrację”, lub np. inną ‘interpretację faktów’ przez zamachowych oszołomów. Weźmy choćby tę autorstwa Grzegorza Wierzchowskiego: „Dziennikarze tygodnika nie chcieli zdaje się otrzymać łatki pisowskich oszołomów. Zrobili wszystko, by się zabezpieczyć, by wszystkim się przypodobać.”
Morał z takich poczynań pisowskich propagandystów jest jeden – nieważne jakie są fakty i co z nimi zrobisz, pisowcom nie dogodzisz nigdy. Szczególnie zaś, gdy podasz im fakty wręcz na talerzu – oni z faktami potrafią naprawdę zrobić cuda.
Z własną pamięcią również. Cudów za to z lotnością umysłu, jakby mniej...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)