nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
538
BLOG

Oczywista oczywistość dążenia do celu.

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 16

Spróbujmy rzecz zanalizować: Panu Kaczyńskiemu chodzi o zdobycie władzy i żeby wygrać za wszelką cenę, a to oznacza iść po trupach…”

W momencie, gdy Jarosław Kaczyński zaraz po katastrofie w Smoleńsku nie podawał Tuskowi ręki, gdy chował się w autokarze przed Putinem, zademonstrował swój stosunek nie tylko do sytuacji, do jej powagi, dramatyzmu, nie tylko rozpoczął polityczną grę, ale również wpadł w pułapkę zastawioną przez siebie. Wpadł w pułapkę nieczułej, okrutnej gry.

Zakładam, że nie było to wtedy ukonstytuowane, przemyślane i dopracowane w szczegółach, jak dajmy na to późniejsze propagandowe brednie w stylu „Solidarnych 2010” czy już setek innych necroprodukcji. Było to instynktowne, doraźne i być może nie zakładające aż takiego scenariusza jaki mieliśmy przyjemność oglądać w Polsce przez ostatni rok – choć głowy za to nie dam, zwłaszcza, że mówimy o człowieku określanym jako zręczny strateg…(cóż, jaki strateg taka strategia…) Można też wyciągać wnioski, że sytuacja zarówno go przerosła, jak i to, że pokazał swoje prawdziwe oblicze jako człowieka. Oblicze nadzwyczaj nieciekawe.

Kaczyński ma zdecydowanie za mało walorów by być mężem stanu. Ludzie jakimi się otacza są dostatecznym papierkiem lakmusowym jego klasy politycznej. Kłótliwość, budowanie wizerunku partii i wizji Polski na rozliczeniach, waśniach, podstępach jakże często zakładających grę mocno nie fair to tylko niektóre wady dyskwalifikujące go nawet jako szefa powiatowej struktury partyjnej. Wadą podstawową jest wyjątkowo posunięta nieufność – wadą, która go dyskwalifikuje jest agresywna manifestacja tej nieufności.

Niepodanie ręki Tuskowi i Putinowi było wręcz jego koronnym trofeum, gdy chwalił się Cameronowi… Koleżka go wsypał, i spowodował, że jego duma z ‘osiągnięcia’ nie tylko pękła jak balon, ale że zapewne również musiał odczuć, iż kolejny raz został zdradzony. To dobry przykład na to, jak Kaczyński i świta rozumieją pojęcie zdrady. Jakiekolwiek racjonalne, zdroworozsądkowe, czy wymuszone przyzwoitością zachowania, jeżeli bezkrytycznie nie akceptują, nie wspierają lub nie manifestują poparcia są śmiertelną zdradą.

Najciekawsze jest, iż w tej egzemplifikacji rozumienia zdrady przez Kaczyńskiego nawet nie potrzebujemy posiłkować się przykładami jego odporności na krytykę – jest zerowa. Wrażliwość Kaczyńskiego jakąkolwiek krytykę postrzega jako plucie, lżenie , poniżanie. A to już nie tylko zdrada, ale i wypowiedzenie nienawistnej wojny  Kaczyńskiemu. Jednym słowem, wszystkim nam znana oczywista oczywistość prezesa: ‘kto nie z nami ten wróg’

Dlatego słowa bp. Pieronka też zostaną odczytane jako wojna. Słowa, jakimi określając to co pod jednoosobowym, światłym kierownictwem Kaczyńskiego robi PiS, posługuje się około 80% Polaków.

Nie wydaje mi się w związku z tym, żeby prezes depcząc trupy zaszedł w tej swojej wojnie w zbyt ciekawe rejony.

Doszedł panu Kaczyńskiemu kolejny, któremu zapewne nie poda ręki… Z nim pewnie kilku kolejnych… Ilu już ich jest ?

 

 

11:03 No i jest następny: http://wyborcza.pl/1,75248,9491289,Prof__Brzezinski_krytykuje_Kaczynskiego_za_Smolensk_.html

16:00 No i przytoczę fragment wywiadu udzielonego Rzeczpospolitej przez prof. Brzezińskiego, nieskromnie zauważając, że cokolwiek podobnie krążyły myśli profesora i nerwicy eklezjogennej.

"Poważny mąż stanu nie powinien przemieniać osobistego bólu, poczucia zawodu i prywatnych niechęci w politykę, która dzieli naród, rozbija jedność narodową i przemienia demokratyczną dyskusję o poszczególnych wyborach politycznych we wzajemne obelgi, podejrzenia i pełne nienawiści oskarżenia - mówi prof. Brzeziński. - Tego rodzaju postępowanie jest niegodne i szkodliwe i będzie historycznie ocenione bardzo negatywnie".

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka