Ostatni wygłup Ziobry nierzadko odbierany jest przez komentatorów jako szkodzenie PiS, Kaczyńskiemu. Nie brak wśród nich tym razem i zaniepokojonych tym faktem pisowskich wyznawców. Ci lękają się, że naddatek pieniactwa uderzy w jedność Jedynej Partii. Można znaleźć również opinie, iż Ziobro gra wyłącznie na siebie, na własną przyszłość. Nie sposób przewidzieć czy gorsze będzie wchodzące głęboko w rydzykowy tył ziobrowskie wodzowanie, czy też wodzowanie spółkującego z Rydzykiem na modłę przerywaną Kaczyńskiego. To dla mnie gdybanie z rodzaju czy kiła jest dokuczliwsza do, czy po południu. Zastanawianie się, czy Kaczyński podstępnie gra Ziobrem, czy Ziobro pragnie w końcu zrzucić pieluchy, też nie wydaje mi się specjalnie istotne.
Potencjalnie wygrany Ziobro ze swoją tchórzliwą naturą gwarantuje ściślejsze trzymanie się rydzykowego cycka – co spowoduje piękniejsze tonięcie zarówno tatki jak i Zbysia. Moda na aż tak jawne robienie ludzi w konia powoli się kończy. Pismo nosem czuje tak Watykan jak i Kaczyński.
Haki na Zbysia prezes też posiada pewnie jak na mało kogo. Zbysio na Jarka oczywiście też, ale w operowaniu nimi, o czym Zbysio bardzo dobrze wie, lepszy jest jednak Wódz. Zbyś dalej sprawia wrażenie mocno niesamodzielnego. Zbyś Jarkowi szybko nie fiknie. Zbyś fiknie dopiero, gdy Jarek będzie dostatecznie zalatywał politycznym truchłem.
Nie po raz pierwszy słychać głosy, że PiS chcąc wyłącznie sobie zrobić dobrze, przede wszystkim szkodzi Polsce. Jest autentyczny gniew, żal, wściekłość, iż pospolici pieniacze bez specjalnego wkładu własnego mogą w tak prymitywny sposób bezkarnie szkodzić.
Jedno nie ulega wątpliwości, PiS sra również do swojej bramki i tutaj przydałaby się im znajomość rachunku zysków i strat. Kaczyński rachunku zysków i strat już dawno nie może przeprowadzać – pozuje przecież na radykała, co jest w jego przypadku zarówno tradycją, rodzajem wierzenia, jak i zwyczajnie wyssał to z matki Kaczyńskiej. Dama ta była dla bliźniaków wystarczająco radykalna.
Europejscy parlamentarzyści nie takie dziwy widzieli. Faszystowskich, ksenofobicznych partyjek na świecie nie brakuje, niewielkie zdziwienie może tylko budzić waga, jaką do podobnych zjawisk przywiązuje się w Polsce .
Odpowiedzi nie należy szukać głęboko – działanie Kaczyńskiego i spółki obliczone jest właśnie na to by o nich mówiono, by bezustannie tłumaczono się z ich potwarzy, by wręcz wymusić opędzanie się od tych maniakalnych natrętów. Od lat Kaczyński gra na popularność i wręcz wymusza mówienie o nim – nieważne czy dobrze czy źle. Ważne by mówili. Równolegle twierdzi, iż jest marginalizowany.
Uderzając w wyłącznie piskliwe tony, od patriotyzmu po Boga, od lat brzmi jak kastrat. Zachowuje się jakże podobnie do Tupolewa 154, z jego najznamienitszymi pasażerami na czele w ich przedwyborczym pragnieniu złączenia się z zawartością Jaka 40, czyli mainstreamowymi mediami…
W kontekście obłędnego mantrowania o lekceważeniu go, przez jak to sobie wymyślił ‘mainstream’ i ‘elity’, Kaczyński jawi się oczywiście jako cyniczny gracz, ale zarazem i jako krętacz. Gdy mówi o swoim marginalizowaniu, świadomie kłamie. Kłamie, by jeszcze więcej mówiono o nim. W ten sposób pogrywa z nami już 20 lat.
Dlatego wydurnianie się Ziobry wydaje się kolejnym klockiem kaczyńskiego pogrywania. Kaczyński pogrywa tym małym sadystą nawet wtedy, gdy ten o tym nie wie. I wystarczy, że wchodzi prezesowi w narząd. A Kaczyński tylko to kocha i nie omieszka skorzystać.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)