Ostatnia chryja w obozie na pierwszy rzut oka nie posiadającym wyraźnie usystematyzowanej politycznej sceny – czyli w obozie katolików – zapoczątkowana została mało znaczącym i raczej kabaretowym zdarzeniem. Do odnowy zdegenerowanego do cna polskiego społeczeństwa przystąpił kolejny doktor. Człowiek sprawiający wrażenie skrzyżowania Ziobry, podrzędnego egzorcysty i Kaszpirowskiego w jednym. Katolicy cierpią na zawodową przypadłość - każdy z nich czuje się moralnie i duchowo przygotowany do przewodzenia innym.
Gdy dojdą do tego sprzyjające cechy osobnicze, otrzymujemy wzór na małego fuhrerka. Pan Bóg za plecami takiego osobnika pozbawia go wątpliwości oraz skutkuje prowadzeniem dialogu tylko z Najwyższym. Gdybym miał do wyboru rozmawiać z Bogiem albo np. z Karolem Modzelewskim, też wybrałbym oczywiście Boga. Na szczęście nie mam żadnego wyboru.
Gdy dla dopowiedzenia przekazu zestawić to z faktem, że Nerwica też może niekiedy posiadać mniemanie o swojej wyjątkowości, a wyjątkowość może m.in. czerpać z przynależności do bandy ogólnie zwanych ateistów, powstanie pewna równowaga. Lecz runie mit o jakiejkolwiek wyjątkowości katolików.
Śladami wydeptywanymi od lat przez m.in. Rydzyka i Terlikowskiego – czyli przez ludzi zarabiających na swoim katolicyzmie, co samo już stawia ich jako pewną konkurencję w stosunku do paśnika watykańskiego – dzielnie postanowił podążać kolejny nazbyt przekonany o swoim wyjątkowym kontakcie z Bogiem schizmatyk. I jak czule mianuje Natanka naczelny Frondy charyzmatyk na miarę ojca Pio. Co jest dość czytelnym pogrożeniem zarządcom Kościoła Katolickiego, że syfu wśród ludu wierzącego Terlikowski z Natankiem, Rydzykiem czy innym Małkowskim mogą narobić niemało. Terlikowski stwarza wrażenie, że nie zawaha się odwołać do największych zabobonów by udowodnić swoje większe prawa do decydowania o Kościele Powszechnym.
Chryje w kościele katolickim (w Polsce) nasilają się w okresach przedwyborczych. Redaktor Terlikowski swoich największych objawień, że źle się dzieje w państwie katolickim również doznaje w okresach przedwyborczych. To co zdaje się łączyć chryje katolickie i redaktora Terlikowskiego, to tak samo dla obu tych świadectw wiary bijący zegar wyborczy . Coś jak Kaczyńscy i propagandowe dudnienie o Katyniu – żeby Kaczyńscy w ogóle zainteresowali się Katyniem, musieli posiadać w tym interes wyborczy.
Jest tylko jedna okoliczność, która Terlikowskiego potrafi równie skutecznie aktywizować – gdy za naprawę Kościoła biorą się inni katolicy. Odpowiedź na pytanie kim są ci inni, wynika prosto z ogólnie znanego fundamentalizmu redaktora – wszyscy którzy nie są dostatecznie radykalni by fanatyczny katolicyzm made in Terlikowski wpychać do polityki, oraz nie przyklaskujący grzebaniu prywatnymi zabobonami redaktora w narządach płciowych kobiet.
Jako przepustkę do kobiecych vagin, sam sobie pan katolik skonstruował hasełko uwierzytelniające, sklecone prawdopodobnie ze średniowiecznych mitów i jego osobistej korby religijnej – ‘zgłębiam problemy bioetyczne’…
Nie oszukujmy się, fanatyzm Terlikowskiego jakkolwiek jest wypadkową jego ciężkiego uwikłania zarówno w religię jak i politykę; jest tylko środkiem do realizowania się Terlikowskiego. Sprawia, że czuje się on ważny, lepszy; stanowi nakładkę na cynizm i interesowność polityka.
Dziwisz nie jest jakoś szczególnie różny od Terlikowskiego. Lecz to co sprawia, że Dziwisz ma rację mówiąc o Terlikowskim - "niezrównoważony", to nie to, iż jest lepszym katolikiem – bo coś takiego, wbrew temu co plotą Terlikowski i chwilowo miły jego sercu Natanek nie istnieje – lecz to, że Terlikowski jest beznadziejnym politykiem. I nie tylko świadczy o tym fakt, że teraz koniunkturalnie dobrał sobie jako pomagiera przysłowiowego Leppera Kościoła Katolickiego. Świadectwem jest cała jego kariera polityczna.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)