'Mąż był opiekunem, zakupowym i bardzo mi go brakuje'
"Jestem stałą czytelniczką gazety i kiedy czytam o odszkodowaniach za Smoleńsk, mam tego dość. W drodze do pracy potrącił mnie samochód, kierowca uciekł, jeden szpital, potem drugi. Rehabilitacja trwała długo, poszły wszystkie oszczędności, leczenie trwać będzie do końca życia [padaczka pourazowa].
Pogrzeb zrobiłam za pożyczone pieniądze, aż potem PZU wypłaciło.
Zwróciłam się do premiera [był nim wtedyJarosław Kaczyński], do dzisiaj nie ma odpowiedzi, widocznie mąż nie był Polakiem a tylko Ślązakiem. Innym daje się 250 tysięcy, mnie by starczyło 50 tysięcy, wyszłabym na czysto. Psychiatry dla mnie też nie było, tylko tabletki na uspokojenie. Adwokat również nie chciał mnie bronić. Zostałam sama z chorobą i kłopotami, bo mąż był moim opiekunem, kucharzem, zakupowym i bardzo mnie go brakuje. Z poważaniem Ślązaczka, która kupuje w Biedronce."
Dzisiaj pan premier Kaczyński – gdy już powalczył o Wawel, odszkodowanie dla własnej rodziny i zrzucenie winy za tragiczne zakończoną wyborczą pompę z siebie na swoich konkurentów politycznych (a w nastepstwie na prawie cały, bo nie dający sie robić w konia naród) – walczy z genetycznie modyfikowanym ogórkiem.
Może by pan panie Kaczyński najpierw pozałatwiał stare sprawy? Weź pan na tapetę ten list i spróbuj nim uderzyć w konkurencję...


Komentarze
Pokaż komentarze (70)