W trakcie rozmowy z Jackiem Prusinowskim na kanale Zero Mateusz Morawiecki ironicznie podziękował Jackowi Kurskiemu i wyraził wdzięczność, że to Kurski stał się “twarzą PiS”. Nawiązał do przypadku Jacka Murańskiego stawiając tezę, że każda partia aby przegrać wybory musi mieć swojego Jacka. Czy Mateusz Morawiecki ma rację?
Mówią, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ale bywają takie “jaskółki” które ewidentnie sygnalizują nadchodzącą zmianę. I tak w 2007 roku, choć sondaże wskazywały na zwycięstwo PiS i takie przekonanie dominowało w społeczeństwie, po debacie Kaczyńskiego z Tuskiem, a zwłaszcza po faulu Tuska z bajeczką o grożeniu pistolecikiem wiedziałem, że to się dobrze dla PiS nie skończy. Podobnie w 2023 roku, mimo że Rafał Ziemkiewicz (którego lubię i podziwiam - głównie od Niego uczyłem się analizy politycznej) był optymistą, to ja wiedziałem, że PiS prawdopodobnie straci władzę, a po “dezercji” dwóch generałów, którzy przeszli na drugą stronę na trzy dni przed wyborami byłem pewny, że tylko cud mógłby PiS uratować. Ale także w drugą stronę, gdy usłyszałem jaki procent ankietowanych odmówił odpowiedzi na pytania w badaniu exit poll, to wiedziałem już, że wybory wygra Karol Nawrocki, choć to badanie jeszcze przez dwie godziny wskazywało na wygraną Trzaskowskiego. No i chyba najważniejsze - już na jesieni 2019 roku, czyli zaraz po wygranych przez PiS wyborach napisałem artykuł “Za cztery lata znów najważniejsze wybory po 1989 roku?” w którym ostrzegałem, że jeśli Kaczyński nie pójdzie w stronę deeskalacji konfliktu, gaszenia nienawiści pomiędzy elektoratami i rozbrojenia pewnego rodzaju “min” takich jak: zjawisko “baniek medialnych” i beznadziejna “Telewizja Kurska” zamiast pluralistycznej TVP, niepewny status Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego, brak rozliczenia “przemysłu POgardy” oraz wytłumaczenia społeczeństwu istoty “poprawki Kropiwnickiego”, “puczu Rzeplińskiego”, “ciamajdanu” itp... to niestety w dalszym ciągu PiS będzie balansował na linie i za cztery lata spadnie – zacznie się tragedia. I niestety tak się stało - wydawało się, że kraczę, a okazałem się i tak niepoprawnym optymistą. Czy występ Jacka Kurskiego w tragicznie słabym programie Miłosza Kłeczka jest taką “jaskółką”?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, zastanówmy się jak poszczególne części elektoratu mogą zareagować na wypowiedzi Jacka Kurskiego i czy to wywoła u nich zmianę preferencji wyborczych czy nie. Zacznijmy od elektoratów “betonowych” czyli “Silnych Razem” z jednej strony oraz najtwardszego “jądra PiS” przekonanego o nieomylności prezesa z drugiej. Dla tych grup owa wypowiedź działa tak jak każda inna, czyli albo nic nie zmienia, albo utwierdza je w dotychczasowych przekonaniach: “PiS to bagno i złodzieje niszczący Polskę” z jednej oraz “Kaczyński ma rację, a wszyscy co mają inne zdanie, to zdrajcy i obcy agenci” z drugiej. Liczenie na jakiekolwiek zmiany w tych elektoratach byłoby skrajną naiwnością. Więc w jakich grupach wypowiedzi Kurskiego mogą wpłynąć na stosunek do Morawieckiego negatywnie, a w jakich pozytywnie? Negatywnie może wpłynąć na wyborców Konfederacji, ale oni już i tak mają do Morawieckiego negatywny stosunek, więc tu wygląda to podobnie jak w obszarze “partyjnych betonów”. Negatywnie też może wpłynąć na tę część wyborców PiS, która słabo interesuje się polityką, nie ma stabilnych opinii i poglądów, więc sugeruje się oskarżeniami takimi jak te rzucane przez Kurskiego. Ale wbrew rządowej propagandzie taka grupa wyborców PiS jest nieliczna – ci chwiejni i niestabilni w roku 2023 zostali przekabaceni na stronę Platformy i Trzeciej Drogi o czym świadczyła HIPERFREKWENCJA w tamtych wyborach potwierdzająca nadzwyczajną mobilizację osób najsłabiej orientujących się w polityce. U wyborców PiS, którzy są politycznie świadomi, szarża Kurskiego i publiczne pranie brudów w jego wykonaniu wzbudziła efekt odwrotny do zamierzonego – niesmak wobec Kurskiego i solidarność z Morawieckim. A to może dużo znaczyć. I zauważyli to już politycy PiS odcinający się od tej tyrady i potępiający ją. A jaki efekt wywołała ta tyrada u wyborców drugiej strony, powiedzmy że “ostatnich platformerskich normalsów” i “sieroty po Trzeciej Drodze”? Dla nich Jacek Kurski jest postacią tak niestrawną, że każdy atak Kurskiego może powodować wzrost sympatii dla osoby zaatakowanej. I o to właśnie chodzi! O ten elektorat Morawiecki walczy. Więc pewne jest, że wypowiedzi Kurskiego w tym kluczowym elektoracie (nawet jeśli nikt w nim ich osobiście nie słyszał, a tylko słyszał o nich, że były) przekładają się na cieplejsze uczucia wobec Morawieckiego i jego ugrupowania. Pozostaje tylko pytanie jaka jest skala tego zjawiska i czy będzie ono trwałe czy chwilowe. I to jest kluczowe pytanie, na które nie znamy jeszcze odpowiedzi. Więc nie wiemy jeszcze czy Kurski niechcący wygrał wybory dla Morawieckiego czy nie.
Natomiast wiemy, że jego szarża bardzo mocno osłabiła pozycję PiS. Ale Kurski jest postacią tak narcystyczną i arogancką, że tego nie dostrzega. Podobnie jak nie dostrzegał tego, że jego toporna i łopatologiczna propaganda tylko szkodziła rządowi Zjednoczonej Prawicy i samemu PiS-owi jako partii. Powiem więcej, wbrew propagandzie jednej i drugiej strony wypaplanie sprawy “dziadka z Wehrmachtu” omal nie doprowadziło do wygranej Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w 2005 roku - tylko “niestrawność” liberalnego programu gospodarczego Tuska w obliczu ówczesnej biedy i bezrobocia pozostawionego po rządzie Millera powstrzymała wielu wyborców (w tym mnie) przed popełnieniem błędu polegającego na ulegnięciu współczuciu dla upokorzonego Tuska. Ale obawiam się (nie jestem psychiatrą, więc nie wiem tego na 100%), że sprawa “dziadka z Wehrmachtu” mogła być zapalnikiem, który rozpoczął proces zrzucania kolejnych masek przez Tuska i ujawniania jego prawdziwej, mściwej i psychopatycznej natury. Ale Kurski nie przyzna się do tego, że był jednym z tych, co “stworzyli Tuska” (choć oczywiście jego rola była marginalna w porównaniu z domem rodzinnym: bijący go ojciec-Polak i rozpieszczająca matka-Niemka; porównaj dzieciństwo małego Adolfa z Braunau). Więc jak długo PiS ma na pokładzie Jacka Kurskiego, tak długo ma problem. Do niedawna był to także mój problem i problem takich “pisowskich normalsów” jak ja. Ale w tej chwili już nie jest – mamy alternatywę i jest nią Mateusz Morawiecki.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)