48 obserwujących
335 notek
375k odsłon
  2815   6

Nawiedzony Gates i inni, naprawdę groźni

nawiedzony plutokrata Bill
nawiedzony plutokrata Bill

Kościołem katolickim oraz walką sił po(d)stępu ze Stolicą Apostolską jako istotną przeszkodą przy modelowaniu Nowego Człowieka zajmę się innym razem. Dziś spróbujemy się przyjrzeć się sytuacji państwa oraz uniwersytetu na obecnym etapie walki o rząd dusz i zarządzanie masą upadłościową cywilizacji łacińskiej. Państw faktycznie zdolnych do prowadzenia polityki suwerennościowej i dobrze zarządzanych wciąż ubywa. W istocie jest ich niewiele, a jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest dość dobrze rozpoznane już zjawisko podmiany wybitnych postaci, zwanych dawniej mężami stanu przez zwyczajną, łatwo zastępowalną drobnicę polityczną. Teraz już nie mówi się nawet o politykach, lecz o tzw. klasie politycznej, w której – jak w każdej zwykłej klasie – można znaleźć prymusów bez polotu, lizusów, cwaniaków i cwaniaczków, skarżypytów, uśmiechniętych spryciarzy oraz zwykłych chuliganów, a niekiedy nawet politycznych bandytów.

Słuchać hegemona, ignorować suwerena?
Inną barierę uniemożliwiającą status poważnego, czyli poważanego państwa stanowi zewnętrzna presja polityczna, wywierana przez inne podmioty polityczne, od nieprzychylnych sąsiadów począwszy, przez hegemonów bliższych czy dalszych, a nawet przez hegemonów pozornych, tzn. coraz częściej przez podmioty ponadpaństwowe i/lub międzypaństwowe, które do roli regionalnych lub globalnych hegemonów z różnym skutkiem starają się pretendować. Ciekawy zwłaszcza wydaje się fenomen tzw. hegemona na doczepkę, gdy do roli rozdającego karty aspiruje podmiot pozbawiony istotnych atutów, poza możliwością uzyskania wsparcia od przerośniętego kolegi, który na podwórku bije się najskuteczniej. Tchórzliwość władz państwa wobec faktorów podmiotu, który jest właśnie hegemonem na doczepkę wydaje się szczególnie przykra i upokarzająca dla obywateli takiego nieszczęsnego państwa.

W państwie faktycznie, a nie tylko nominalnie demokratycznym rządzący mają realizować wolę suwerena lub (jeśli to niemożliwe) przynajmniej starać się działać w jego najlepiej pojętym interesie. Jeśli jednak zamiast takich działań władze państwowe potulnie wykonują polecenia nieujawnionego hegemona/hegemonów, to znaczy, że suweren przestał już być suwerenem, a demokracja nie jest żadną demokracją. Mówiąc inaczej, kategorie stosowane dotychczas do opisu realnych sposobów uprawiania polityki, pozostają czysto teoretyczne i nie mają nic wspólnego z polityczną rzeczywistością.   

Wbrew pozorom, intelektualne fikołki Billa Gatesa nie są naprawdę groźne. Znacznie bardziej niebezpieczne są dwa inne procesy, niestety o rosnącym wciąż natężeniu. Pierwszy z nich, to niezrozumiała abdykacja rozumu i racjonalności w działaniach władz zachodniej cywilizacji w odniesieniu do fenomenu, który można by nazwać desperackim ekologizmem, a także w postaci irracjonalnej oraz przesadnej (wręcz alergicznej!) reakcji na pojawienie się dziwnego konstru-wirusa. Dlaczego wiążę te dwa zjawiska? Bo już wstępny ogląd sytuacji, wskazuje na tożsamość promotorów obu tych alertów: ekologicznego i sanitarnego. Alertów tyleż globalnych w skali, co i z naukowego punktu widzenia drastycznie, bo chyba interesownie przesterowanych. Z Gatesem jako „frontmanem” obu tych kampanii w roli głównej. 

Grupa trzymająca globalną władzę
Owszem, rewolucja przemysłowa, a jeszcze bardziej rozbuchany ponad miarę konsumpcjonizm stwarzają realną groźbę zaśmiecenia i przechemizowania środowiska naturalnego, ale rzecz przecież nie (proszę wybaczyć cytowane za Gatesem słowa) w „pierdzących krowach” czy w używaniu tradycyjnych paliw: węgla, drewna, ropy czy gazu. Ciekawe, że nikt nie zastanawia się nad zakazem lub choćby ograniczeniem eksperymentów naukowych w zakresie naprawdę groźnych dziedzin, takich jak inżynieria genetyczna, klonowanie, transhumanizm, geoinżynieria czy choćby wciąż kontynuowane prace nad bronią biologiczną, które nałożyły nieusuwalne dotąd tabu na refleksję, skąd nagle o takiej porze, w tym miejscu i w takim kształcie pojawiła się mocno nienaturalna hybryda nazwana SARS-CoV-2.

Skłonność części modelek do ekshibicjonizmu, owszem wykorzystano przy kampaniach na rzecz sztucznych futer czy do ataków na Kościoły katolicki i prawosławny, ale już skali jadowitych skażeń środowiska przy produkcji futer syntetycznych jakoś się nie eksponuje. Dlaczego? Pytanie retoryczne... Wracając do nawiedzonego Gatesa. Aż dziw, iż nie włączają się mu ostrzegawcze światełka przy konstatacji, że już znacznie większe wahnięcia średniej temperatury ziemskiego globu znakomicie obywały się bez człowieka. Ale cóż, sądząc z jakości publicznych wystąpień Gatesa i życzliwie ten fakt interpretując, można sądzić, że jest on ofiarą swego przeświadczenia o pełnieniu misji zbawczej, więc nie dostrzega, iż w skali kosmicznej to nie gatunek homo sapiens, lecz centralna gwiazda układu słonecznego ma realny i przesądzający wpływ na to, co się dzieje na naszej planecie.

Figlarz Gates i inni 
Fakt, że plutokrata Gates nie dostrzega sprzeczności między głoszonym przez siebie postulatem globalnego przejścia na OZE (odnawialne źródła energii), wśród których istotną rolę odgrywa fotowoltaika, a zamiarem „przysłonienia” Słońca przez rozpylenie w stratosferze sproszkowanych substancji chemicznych, to jego osobisty defekt osobowościowy oraz swoista ułomność poznawcza. Znacznie gorsze jest to, że miliony młodych ludzi w świecie – za sprawą dekompozycji systemu edukacyjnego – pozbawionych umiejętności krytycznego myślenia wsłuchuje się w te ekologiczne kazania Billa i powtarza je niczym jakąś zbawczą mantrę.

Lubię to! Skomentuj116 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie