Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
81 obserwujących
2171 notek
2876k odsłon
  374   0

Nie tylko magdalenki

Celeste Albaret, ostatnia służąca autora "W poszukiwaniu straconego czasu" (spędziła u niego prawie 10 ostatnich lat jego życia) dziwiła się bardzo, skąd jej pan czerpał energię - bo z pewnością nie z jedzenia. Z bardzo nielicznymi wyjątkami jego pożywienia stanowiła kawa - bardzo mocna, bardzo gorąca, z mlekiem, którą musiał dostać NATYCHMIAST. Ponieważ zacna Celesta wyznała, że Proust pił dużo mleka - litr dziennie - nam zagadka wydaje się znacznie mniej tajemnicza: wszak mleko to pokarm doskonały, zawiera prawie wszystkie - poza żelazem - składniki odżywcze (tak przynajmniej uczono mnie w szkole).

Jak wspomina służąca, która była natchniem do postaci Franciszki (ona plus jeszcze kilka innych służących), przed wojną (pierwszą, pierwszą!) jej chlebodawca CZASEM coś jadł. Zazwyczaj była to jakaś potrawa zapamiętana z dzieciństwa - jakaś smażona ryba przyniesiona z restauracji czy "kociołek" - Celesta nie miała pewności, co to jest, a były to "wybrane kawałki wołowiny, kurze żołądki i jeszcze dużo rozmaitych rzeczy", które długo dusiło się w garnku. Jeśli już cokolwiek jadał wielki pisarz, to były to rzadkie sole, dwukrotne barweny, kiedyś stynki, ze dwa razy jajka, kilkakrotnie sałatkę jarzynową oraz frytki - a mówiąc o sałatce jarzynowej służąca miała na myśli właśnie TĘ sałatkę jarzynową z majonezem (co może zrehabilituje w oczach kulinarnych snobów tę potrawę ...).

Niemniej jednak Marceli Proust, pochodzący z domu zamożnych mieszczan, goszczony w najbardziej zamkniętych arystokratycznych salonach, goszczący przyjaciół w najbardziej wykwintnych restauracjach, był wielkim smakoszem i znawcą kuchni. Zawsze przy opisie mięsa w auszpiku, które zrobiło taką konkietę u pana Norpois, łykam ślinę i kończy się szabrowaniem w lodówce. Oczywiście boeuf a la mode robiła "znakomity kucharz" Franciszka, nie Celesta, a i przepis mamy taki dość ogólnikowy: bowiem Franciszka miała swoje kulinarne sekrety, którymi niechętnie się dzieliła - przepis na to danie nie jest jednak tajemnicą i niedługo się nim podzielę, choć z pewnością nie dorównam wspaniałej kucharce.

Na tym samym obiedzie podano jednak również potrawę, na którą bardzo liczyła matka Narratora (czyli Prusta), która chciała zaskarbić dla męża przychylność dyplomaty: sałatę z ananasa i trufli. Trzeba przyznać, że połączenie niespotykane, a w dodatku w Polsce o prawdziwe trufle niełatwo. Tajemnicza potrawa "chodziła" za mną przez lata, aż wreszcie postanowiłam ją po prostu wymyślić. Obrany, pokrojony w kawałki ananas wymieszałam z pozbawionym pestek, podobnie pokrojonym arbuzem i melonem kantalupa, dodałam winegretu z oliwą truflową zamiast zwykłej, posoliłam i popieprzyłam do smaku, wymieszałam - i okazało się to naprawdę doskonałą surówką - choć przyznaję, że wiem, czy uwiodłabym nią pana Norpois :-)

A może ktoś z Państwa ma przepis na oryginalną sałatę z ananasów i trufli? To proszę o podanie przepisu!

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości