Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
83 obserwujących
2381 notek
3036k odsłon
  594   6

Śmierć pod respiratorem

Nie jestem przeciwniczką szczepień. Szczepiłam się przeciwko wielu chorobom; w przypadku dziecka nie tylko pilnowałam terminów szczepień obowiązkowych, ale nawet wykupywałam szczepionki przeciwko chorobom, których nie było w katalogu. Nie szczepiłam się przeciwko grypie, bo nie widziałam i nadal nie widzę sensu szprycować się czymś, co PRZEWIDUJE, jaki szczep będzie aktywny w przyszłym sezonie, i czego skuteczność jest na poziomie możliwości trafienia w grze liczbowej.

Podobnie jest ze "szczepionką" przeciw nowej odmianie grypy. Od początku nie wierzyłam, że preparat wyklepany w kilka miesięcy za RZĄDOWE pieniądze, z gwarancjami od poszczególnych państw, że ujemne skutki podawania kolejnych dawek nie obciążą Big Pharmy - jej dotknie tylko skutek złotego deszczu - może cokolwiek powstrzymać. Jak widać w Polsce, obecnie jest tyle samo zakażeń i śmierci, ile rok temu, przed "wynalezieniem szczepionek". Oczywiście circa about, ale generalnie liczby zgrywają się orkiestrowo.

I co się dzieje? Od pewnego czasu w moim otoczeniu chorują właściwie WYŁĄCZNIE osoby zaszczepione - i to bardzo ciężko. Można to porównać do sezonowej grypy, którą kiedyś przechodziłam.

Niestety, od jesieni tego roku mamy kolejny przypadek śmierci osoby w pełni zaszczepionej (łącznie z dawką "przypominającą") na Covid-19. W jednym tylko przypadku była to osiemdziesięcioletnia, schorowana staruszka: pozostałe 3 osoby są w wieku moim i męża, czyli 50-60 lat, dbające o siebie, w dobrej kondycji fizycznej, bez chorób współistniejących.

Z tych trzech osób dwie zmarły w szpitalu, pod respiratorem.Dokładnie tak, jak kanalie-naganiacze Big Pharmy łżą, że umierają niezaszczepieni. Nie. Prawda jest taka, że umierają ci, którzy zaszczepili się w odpowiednim czasie, a w ostatnich kilku-kilkunastu tygodniach przyjęli dawki "przypominające".

Przyznaję, że nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale nie można lekceważyć FAKTÓW. A fakty są takie, że - wbrew przekazom idącym z mediów - osoby w pełni zaszczepione trafiają do szpitala i umierają w męczarniach. Można na to szeroko zamknąć oczy albo zacząć się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje.

P.s. Mąż, wbrew moim błaganiom, przyjął trzecią dawkę w pierwszym możliwym terminie, a ponieważ te trzy osoby to akurat jego bardzo bliscy koledzy, teraz ma minę bardzo nietęgą. Oczywiście nie przyznaje mi się, ale widzę, że jego niezachwiana wiara w skuteczność szczepionek nieco się zachwiała...


Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości