Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
83 obserwujących
2394 notki
3047k odsłon
  585   5

Antyukraiński profil zamknięty, czyli rzecz o delatorstwie, wolności słowa i szczuciu

Ta historia powtarza się z nużącą regularnością: co jakiś czas jakiś współczesny Pawka Morozow rozgryza tożsamość jakiegoś anonimowego internauty i dumnie obwieszcza to w internetach. Chyba ostatnią sprawą, jaką pamiętam, było wydarzenie sprzed kilku lat, gdy portal sonar.wyborcza.pl ujawnił tożsamość Smoka5.

Podkreślam: nie chodzi mi o sytuację, w której Policja, ABW, CBA czy inna formacja, mające do tego uprawnienia, w ramach np. działalności operacyjnej czy dla celów oficjalnego śledztwa rozpracowują stronę lub osobę, która prowadzi działalność niezgodną z prawem. Przeciwnie - uważam, że tak to się powinno dziać i np. trudno sobie wyobrazić skuteczną walkę z pedofilią bez rozpracowania anonimowego osobnika nakłaniającego dzieci do swoich niegodnych celów. Chodzi mi o sytuację, w której prywatna osoba, gazeta, telewizja czy portal internetowy rozgryzają czyjąś anonimowość, aby wrzucić w otchłanie internetów dane kogoś, kto może być zupełnie niewinny. Przypominam, że nie tylko w Polsce, ale i w Unii Europejskiej dane osobowe są chronione.

Nauczycielka z Sosnowca, przez Marcina Ludwika Reya, który  od ośmiu lat prowadzi na poświęconą rosyjskiej agenturze w Polsce zidentyfikowana (słusznie lub niesłusznie) jako Jolanta Lamprecht, była przez delatora tropiona przez kilka lat, a "wpadła" chyba w sumie dość przypadkowo. Prokuratura dopatrzyła się w jej działalności nawoływania do nienawiści - dobrze, nie zamierzam polemizować. Jednak to nie nienawistne wpisy naraziły panią Jolantę na śledcze działania prywatnego pana Reya, tylko sam fakt jej antyukraińskości.

Proszę mnie dobrze zrozumieć: NIE MAM POJĘCIA, czy nauczycielka z Sosnowca jest agentem Putina, czy swoje treści publikuje z potrzeby serca. Nie mam pojęcia i dla potrzeby notki NIE MA TO NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA. Istotne jest, czy w Polsce wartość konstytucyjna, jaką jest swoboda wyrażania poglądów, jeszcze istnieje.

Podam Państwu taki przykład: Jarosław Kaczyński nie lubi Rosji, a do Niemiec też ma mnóstwo zastrzeżeń, które werbalizuje wyraźnie i publicznie. Czytałam w ostatnich miesiącach wypowiedzi na temat Orbana - miłośnika Putina (generalnie Węgrzy ostatnio "patriotom" podpadli), a jakoś nikt tych wypowiedzi nie ściaga. Ścigane są wyłącznie wypowiedzi antysemickie i antyukraińskie.

I teraz pytanie: czy w Polsce wolno jeszcze mieć niechętny stosunek do Ukraińców, czy nakazana prawem jest miłość do nich? Dlaczego ktoś - np. nauczycielka z Sosnowca - nie może wyrazić krytycznego poglądu na temat pomocy udzielanej Ukraińcom? Wszak to z jej pieniędzy ta pomoc płynie, nieprawdaż? No i dlaczego w państwie prawa toleruje się naruszanie przez prywatne osoby naruszanie czyichś dóbr osobistych? ...

Myślę, że czas najwyższy zacząć zadawać takie pytania, bo inaczej raczej wcześniej niż później Polska zamieni się już oficjalnie w kraj rodem z "1984" Orwella!


https://www.onet.pl/informacje/onetslask/hejt-na-ukraincow-nauczycielka-prowadzi-popularny-antyukrainski-profili/xx5g37w,79cfc278

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale