Dziś piątek, więc na obiad podałam rybę. Całkiem tradycyjną, smażoną. W charakterze ryby wystąpiły płaty mrożonej miruny, ukochanej ostatnio przez moją rodzinę.
(Ja rozumiem, że Polska ma krótką linię brzegową, ale w dzisiejszych czasach transport znad morza nie zajmuje przecież kilku tygodni - naprawdę nie pojmuję zaniku w Polsce sklepów rybnych. Komu, do diaska, one przeszkadzały?!!!).
Ryby wczoraj wyjęłam z zamrażarki, więc dziś tylko osączyłam je z nadmiaru wody, skropiłam sokiem z cytryny, posoliłam z obu stron i położyłam na patelni, na średnio rozgrzanym oleju, którego było sporo. Nie obtaczałam filetów w mące - proszę to zapamiętać ;) Przewrócić można dopiero, gdy jedna strona jest już rumiana, co świetnie widać po zrumienieniu brzegów ryby.
Ziemniaki już się gotują razem z kawałkiem kalafiora i cebulą - niedużą, przekrojoną na pół. Powstanie z tego smakowite pure, tylko trzeba je staranniej odcedziać i dłużej prużyć, niż same ziemniaki. No, i bardzo starannie ugnieść tłuczkiem, ponieważ kawałki gotowanej cebuli w pure robią niemiłe wrażenie.
W międzyczasie przygotowałam sos: w rondelku rozgrzałam płaską łyżkę klarowanego masła, do tego wrzuciłam niedużą cebulę startą na tarce o drobnych oczkach. Chwilę przesmażyłam, bo czym dodałam czubatą łyżeczkę wędzonej paprtyki i zaraz dodałam szklankę bardzo mocnego, esencjonalnego rosołu. Sypnęłam łyżeczkę czosnku granulowanego (nie z lenistwa, tylko z niechęci do dodawania do sosu mąki - tarta cebula, czosnek i łyżeczka (malutka) przecieru pomidorowego plus odparowywanie na średnim ogniu zagęściło sos równie skutecznie, co mąką, a zdrowiej). Jeszcze tylko szczypta mielonego chilli i ... już. Przyznam się, że dodałam też szczyptę brązowego cukru, ale o tym cicho-sza - sama przed sobą udaję, że to przez pomyłkę!
Sos bardzo ładnie odmienił nieco już nudną, piątkową, smażoną rybę, a według mnie - surówka z kiszonej kapusty, zwłaszcza domowej roboty, zawsze świetnie się komponuje z rybą i kalafiorem;D
P.s.Właśnie przeczytałam, że Cezary Krysztopa nie weźmie udziału w wyborach. Serdecznie pochwalam tę decyzję, bo ten naiwny człowiek, jak wielu robredopodobnych, zechciałby pewnie zagłosować na PJN. Bo się deklarują jako "liberałowie". Tak więc - brawo, panie Czarku! Proszę zostać w domu i pozwolić głosować tym, którzy w polityce się orientują.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)