I piszę to z pełną świadomością.
Edmund Klich, mianowany przez Morozowa ICH akredytowany przy MAK, opowiadał przeróżne bzdury, z których zapamiętałam szczególnie tę o hipnozie: Protasiuk był zaprogramowany na lądowanie, chciał lądować za wszelką cenę, a drugi kapitan nie był przeszkolony w wybudzaniu z hipnozy (sic!).
Opowiadał to człowiek, któremu płacimy (my, podatnicy) za to, by pilnować, aby Ruscy nie mataczyli przy śledztwie.
Gdybyśmy mieli media, zamiast bandy służalczych wobec władzy nie wiadomo czego, dziś Klich zostałby w przekaziorach rozerwany na strzępy.
"Jak informuje TVN 24 piloci samolotu Tu-154 rozpoczęli "ręczną" procedurę odejścia i próbowali uratować samolot podrywając do góry spadającą maszynę. Oznacz to, że kpt. Arkadiusz Protasiuk i reszta załogi nie polegali tylko i wyłącznie na automatycznym systemie odejścia "uchod".
- Z zapisów naszego rejestratora wynika, że piloci ręcznie podjęli próbę procedury odejścia. Dali "pełen gaz" na silnikach i pociągnęli wolant do siebie – mówi Tomasz Tuchołka, wiceprezes ATM Avionika, która wyprodukowała "polską czarną skrzynkę", czyli rejestrator podwyższonych parametrów ATM – QAR.Oznacza to, że kpt. Arkadiusz Protasiuk i reszta załogi nie polegali tylko i wyłącznie na automatycznym systemie odejścia "uchod". Załoga sama zaczęła ratować samolot przed katastrofą.".


Komentarze
Pokaż komentarze (70)