Wczoraj zrobiłam coś, czego nie robię nigdy, przenigdy: obejrzałam film z serii "Katastrofa w przestworzach" o tragicznym końcu samolotu Embraer EMB 120 Briasilia 91. Od razu zastrzegam, że nie obejrzałam całego filmu - włączyłam tv, gdy samolot uległ już katastrofie.
Nie żałuję czasu poświęconego na oglądanie dokumentu. Przede wszystkim przekonałam się, jak prymitywni i niechlujni oraz beztroscy są Amerykanie przy badaniu katastrofy samolotowej.
Oczywiście, wzorzec z Sevres to badania prowadzone przez MAK i komisję Ministra Millera.
Kudy Amerykańcom do Ruskich!
Najpierw naśweitlę tło. Otóż Embrarer, pokonujący rutynową trasę Laredo-Houston, zaczął przygotowania do lotu, gdy piloci stracili sterowność. Samolot wybuchł w powietrzu, a siła uderzenia była tak wielka, że drobne fragmenty były rozrzucone na przestrzeni kilometrów kwadratowych.
Od samego początku widać, jak nieprofesjonalnie Amerykanie podeszli do badania. Ze względu na zeznania świadków, którzy widzieli wybuch, za podstawową hipotezę uznali zamach. Po prostu oburzające! Przecież wiadomo, że zamach wyklucza się na samym początku śledztwa! (zwłaszcza, że przeciwnicy spiskowych teorii mieli rację - to NIE był wybuch ...).
Po drugie, te neptki skończone, niemające pojęcia, że prawidłowe śledztwo w sprawie katastrofy samolotowej zaczyna się od niszczenia wraku, postawili sobie zadanie dokładnie odwrotne: odnaleźć każdy, nawet najmniejszy, fragment samolotu.
Widział kto podobnych jełopów?!!!
Podzieli obszar poszukiwań na małe kwadraty, każdemu nadali numer i zaczęli drobiazgowe poszukiwania, trwające bardzo długo (przerwa na zrobienie kolacji dla dziecka). No, i jak już wszystko skompletowali, to takiemu jednemu, chyba głównemu, czemuś brakowało skrzydła. Zupełnie, jakby to jakaś jego narzeczona była! Nic, tylko daj mu to skrzydło, a skąd je wziąć, jak ni ma?No ni ma, i już! Cały wyznaczony obszar przeszukany, skrzydła ni ma, a ten główny jęczy, że bez tego jednego fragmentu NIGDY nie będzie pewności, co było przyczyną katastrofy ...
Taki był on dziwny, ten główny ...
I tak marudził, tak jojczył, tak się smarkał, że wszyscy się zawzięli i stwierdzili, że muszą znaleźć, bo inaczej głupek spokoju nie zazna, a przy nim i oni.
I jak się tak zawzięli, to w końcu znaleźli. Jak już całkiem stracili nadzieję, to hen precz, poza obszarem poszukiwań, w chłopskim obejściu znaleźli skrzydło.
Ten główny, jaki już się dorwał do tego skrzydła, to je chciał nawet pocałować z tej radości, ale coś go tkneno.
Niby że krawędź skrzydła wygląda trochę dziwnie. całkiem, jakby śrubki wyleciały PRZED katastrofą, a nie PO.
I wiecie Państwo? Głuptactwo już tak ma, że jak się uprze, to przeważnie dopnie swego. I ten główny też tak węszył i węszył, i się dowęszył, że Embraera szykowano do lotu w nocy. I tak sobie pomyślał, że jak w nocy, to może ktoś się spieszył i i coś sp... spartolił?
No, i okazało się, że miał rację. W tej firmie procedury nie były przestrzegane i taki jeden kontroler lotu, zamiast tylko kontrolować, to zaproponował pomoc (może spieszył się do dziewczyny - w końcu kontroler też człowiek!), i kiedy wszyscy zajmowali się prawym skrzydłem, to on polazł na lewe i poodkręcał śrubki. Ale ich nie poprzykręcał. A kiedy przyszła następna zmiana, to zamiast, zgodnie z procedurami, wpisać wszystko w taki akuratny kajecik, to ten kontroler ustnie zaproponował, żeby się już (z powodu pośpiechu) nie bawić w sprawdzanie lewego skrzydła, tylko lecieć tak, jak jest.
I polecieli bez procedur, tak, jak było, czyli bez śrubek mocujących skrzydło do kadłuba.
A mówiąc tak między nami, to bez takich śrubek jest niby trochę lżej, ale lata się dużo ciężej ...
No, i tak się złożyło, że temu samolotu urwało się skrzydło, a jak się urwało skrzydło, to się zrobiła dziura, a jak się zrobiła dziura, to samolot wybuchł.
W powietrzu.
I rozbił się na pierdyliony kawałków, co badaczom początkowo dało asumpt do teorii spiskowych, że może to był zamach.
Ale to, oczywiście, nie mógł być zamach, bo to było po prostu odkręconych parę śrubek. Z powodu nieprzestrzegania procedur.
Więc tylko smoleń .... prrrr, wróć, hamerykański oszołom mógł sądzić, że to był zamach. Bo przecież - przyczyną katastrofy było oderwanie skrzydła..
A jak walnęło, to się urwało, prawda?
Że co? Że to było zbyt wysoko na drzewo? Wolne żarty, proszę Państwa - macie pojęcie, jak wysokie są sekwoje?
P.s. Czy ktoś może się orientuje, co się dzieje ze śledztwem wszczętym w związku z podejrzeniem, że Pan E. Klich, polski akredytowany przy MAK, mógł działać na rzecz obcego mocarstwa?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)