Na blogu Pani Ufki trwa dyskusja, w której biorą udział m.in. Józej Moneta i Lilou.
Pani Ufka nie rozumie jednak podstawowego problemu: tak, jak żyjemy w antypaństwie (bardzo trafne określenie), tak mamy też antydyskusję: czyli dyskusję z ludźmi, którzy mają bardzo naskórkową wiedzę o rzeczywistości.
Przeciwnik PO to człowiek, który POZA przekazami głównonurtowymi czerpie wiedzę z "drugiego obiegu. Dla zwolennika PO sięgnięcie po Gazetę Polską czy Nasz Dziennik jest nie do pomyślenia. Po prostu - nie.
Powoduje to, oczywiście, ograniczenie informacji wyłącznie do głównonurtowych.
Mój śp. Dziadek, człowiek przedwojenny, mawiał, że kulturalny człowiek może nie przeczytać czasopisma, które odpowiada jego ideologii, ale MUSI przeczytać to, co piszą gazety o odmiennym rycie światopoglądowym. Inaczej - skąd by wiedział, że to jego ideologia jest dobra, a nie przeciwna?
Czasy zrobiły się prostackie, i MW (dość słabo), z WM, nie czują potrzeby pogłębiania wiedzy. Oni pracują, uczą się, muszą też się zabawić - życie kulturalne ogranicza się u nich do przelecenia wzrokiem "Polityki" oraz prześledzenia wiadomości w internetowym wydaniu Gazety Wyborczej.
MWzWM to nie jest intelektualista, dzielący włos na czworo, próbujący dociec prawdy o rzeczywistości: to człowiek prosty (choć często wykształcony), przerzuwacz medialnej papki.
Najbardziej jaskrawy przykład miałam, gdy próbowałam z takimi wyborcami dyskutować o marszu 11 listopada. Ci ludzie znali "prawdę" podaną przez tvn24: byli zdumienim gdy przekazałam in link do internetowego wydania WG, w której uczestnicy "Kolorowej" przyznawali, że to uczestnicy ICH parady byli agresywni.
Podstawą dyskusji są fakty. Jeśli jedna strona dysponuje nimi, a druga nie, i w dodatku NIE CHCE ich znać, to dyskusji po prostu być nie może.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)