Podobno czas leczy rany ... Być może, choć na pewno nie wszystkie. Na pewno jednak czas zaciera wspomnienia, a do niektórych naprawdę warto wracać.
Pan Edmund Klich - nasz akredytowany przy MAK, celebryta, autor bestsellera, stojak na aparaturę podsłuchową - spełnił nie do końca jasną rolę w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej. Gdy jednak na jego niektóre wypowiedzi spojrzeć z perspektywy czasu, rzecz robi się JESZCZE bardziej interesująca.
http://www.rp.pl/artykul/540368.html
"Jako "cywilny, a w ostatniej fazie - wojskowy" określa lot do Smoleńska płk Edmund Klich."
Zdaniem Pana Klicha - status niektórych lotów zmienia się, ot tak, bo ja wiem? w zależności od warunków atmosferycznych? ....
Wylatuje sobie taki samolot z Okęcia, z oficjalną delegacją, w wojskowym samolocie, z wojskowymi żołnierzami na pokładzie, i leci sobie jako cywilny przez czas jakiś. Po czym - PSTRYK! - w pewnym, nieokreślonym momencie, w każdym razie pod koniec lotu, zmienia się status na wojskowy.
To ja się uprzejmie pytam - jakim cudem, do k....y nędzy, podstawą procedowania był załącznik nr 13 do Konwencji Chicagowskiej (cywilnej), a nie polsko-rosyjska umowa z 1993 r. o lotach statków państwowych?!!!
A żeby jeszcze dobitniej plunąć Polakom w twarz, "Ustalenie statusu lotu to dla nas jedno z kluczowych zagadnień, od którego będą zależeć nasze decyzje - podkreślił w czwartek szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk Ireneusz Szeląg".
We wrześniu 2010 r.!
Ustalenie statusu lotu, panie "pułkowniku", to była robota na przedpołudnie 10 kwietnia 2010 r.
A nie PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)