Przyznaję, że od prawie dwóch lat mam prawdziwy dylemat: kto ma rację - FYM czy zespół Antoniego Macierewicza?
Na wszelki wypadek kibicowałam i jednemu, i drugiemu. I nadal, oczywiście, kibicuję, tyle że ... właśnie ostatnio sobie uświadomiłam, że między nimi nie ma sprzeczności.
Dziwne?
FYm na podstawie materiałów dostępnych w internecie demaskuje kolejne kłamstwa oficjalnej narracji. Trudno przecenić wagę jego dokonanań. W głębi duszy nieśmiało przypuszczam, że pewne odkrycia FYM-a zainspirowały zespół. Nie wiem, czy FYM ma rację, czy nie, ale jego ogromna, patriotyczna praca wejdzie, jak sądzę, na stałe do historii Polski.
Natomiast Antoni Macierewicz jest inaczej usytuowany w przestrzeni publicznej, inne ma cele, zadania i możliwości. FYM-a można pomijać w oficjalnych narracjach - Macierewicza się nie da. Swego czasu człowiek z dwoma penisami chciał nawet dostać się do tego zespołu, aby paraliżować jego prace. Od początku więc było wiadomo, że praca A. Macierewicza w obozie rządzącym budzi niekłamane przerażenie.
Przez prawie dwa lata zespól parlamentarny zbierał dane, przesłuchiwał świadków, badał dostępne dokumenty. Już wtedy do opinii publicznej zaczęły wyciekać interesujące rzeczy, sprzeczne z oficjalną narracją. Dopiero jednak naukowcy -- specjaliści w dziedzinie badań katastrof lotniczych i wytrzymałości materiału, uznani na świecie - wnieśli do zespołu ogromną wartość dodaną w postaci:
1) obalenia niektórych tez raportu MAK i Millera,
2) opracowania spójnej, opartej na naukowych wyliczeniach hipotezy o zamachu.
I od tej pory Macierewicz, do niedawna wyjątkowo powściągliwy, jeśli chodzi o określanie przyczyn katastrofy, wprowadził do publicznego obrotu słowo "zamach".
Rząd zaczął stukać się w czoła, zaprzyjaźnione media zawrzały z oburzenia, a Wywczasy, jak Opętani2010, zaczęły latać wokół wojtek24, ale ... mleko się rozlało.
Macierewicz powiedział: sprawdzam! Szach! Podważyłem oba raporty, teraz czekam, aby jakiś naukowiec obalił z kolei wersję zamachową.
Bo przecież, oczywiście, nie jest istotne, czy wersja zamachowa się ostoi w obliczu rzetelnych badań. Jestem głęboko przekonana, że - wbrew rządowej propagandzie - Macierewiczowi nie zależy na udowodnieniu zamachu, tylko na rzetelnym wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Sedno leży w słowie "rzetelnym". Obecnie nawet już media zaprzyjaźnione, w ślad za swoimi politycznymi przyjaciółmi, zaczynają przebąkiwać, że śledztwo nie było rzetelne. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji kolejnym krokiem byłoby śledztwo rzetelne, ale do tego nikt się nie kwapi.
Antoni Macierewicz zobił więc rzecz absolutnie genialną, jedynie możliwą w tej sytuacji: rzucił w przestrzeń publiczną słowo "zamach", hipotezę zamachową podparł badaniami, i teraz czeka.
Allbo komisja Millera opublikuje własne, dokładne, kompleksowe i wyczerpujące badania, albo ... słowo zamach już na zawsze pozostanie w pamięci.
Tertium non datur.
Panie Antoni, proszę przyjąć wyrazy mojego najgłębszego uznania oraz najserdeczniejsze podziękowania za włożoną pracę oraz za wykazanie się taką finezją rozumowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (72)