Takie zabezpieczenie oczywiście istnieje, ale jest zarezerwowane dla osób bogatych. No, i raczej przedsiębiorczych.
Gdy ma się wiedzę, która w jakiś sposób może zagrozić loży minus pięć, można postąpić na dwa sposoby: cedzić ją po kawałku w mediach i czekać na samobójcę, albo ...
... zabezpieczyć się.
Wynająć dobrego, zaufanego adwokata. Nie w Polsce, nie w Niemczech, raczej nie we Francji. Polecam Wielką Brytanię i jakąś strarą kancelarię prawną. Z prawnikiem dodagać się DYSKRETNIE. Najlepiej pod pozorem wycieczki, i absolutnie nie w jego biurze.. Gdzieś na mieście, podczas obiadu. Zdeponować u adwokata całą posiadaną wiedzę z zastrzeżeniem "opublikować po mojej śmierci". W kilku niezależnych od siebie mediach, z kilku krajów. Łącznie z Polską. Zapłacić uzgodnioną kwotę.
Po powrocie do Polski wspomnieć od niechcenia w rozmowie towarzyskiej, jak się zabezpieczyliśmy. Można też, ot tak sobie, powiedzieć o tym w jakimś wywiadzie.
Jestem głęboko przekonana, że samobójca zastanowiłby się pięć razy, zanim nawiedziłby tak zabezpieczoną osobę. Wręcz przeciwnie! Taki samobójca modliłby się o długie życie zabezpieczonego!
Co prawda, i to daję pod rozwagę enentualnym depozytariuszom zakazanej wiedzy, istnieje też tzecie wyjście, ale wymagające większej odwagi: iść do zaufanych mediów i wszystko opowiedzieć. Wydaje mi się, że samobójca znacznie chętniej poluje na posiadaczy tajeminc, niż z zemsty ...
P.s. Zupełnie w oderwaniu od tematu notki - generał Petelicki zgninął w garażu, w pobliżu samochodu. Czyżby Patyk był na przepustce?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)