Animela Animela
663
BLOG

Po pierwsze - trotylu nie było. A po drugie - dobrze, że był!

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 4

 Po publikacji tekstu Gmyza o znalezieniu śladów materiałów wybuchowych na wraku tutki tak właśnie brzmiała narracja w prorządowych mediach: "To nieprawda, że znaleziono ślady trotylu i tego tam ... no .... nitrogliceryny ... Nie było tam ani kawałeczka materiału wybuchowego! No, ale jeśli jednak coś tam było, to z czasów drugiej wojny światowej. I z Afganistanu, o!".

Obecnie jesteśmy świadkami bardzo podobnego zabiegu: całkowite niemal rozczłonkowanie samolotu tłumaczono nam, żmudnie, pracowicie i z wyższością, faktem uderzenia w ziemię grzbietem. A samolot walnął grzbietem, bo go odwróciła "święta brzoza" (Kto jeszcze pamięta, jak Pan Prezydent Komorowski z nabożeństwem oddawał jej pokłony i głaskał z czułością?).

Onegdaj usłyszałam Głównego Rzecznika Rządu, jak beztrosko stwierdził, że przecież przyczyną katastrofy nie było uderzenie w brzozę, tylko "zejście poniżej wysokości decyzyjnej". 

Więc co - Pan Edmund Klich niepotrzebnie nam tłumaczył via tvn, że "jak walnęło, to się urwało"? Niepotrzebnie Pan Prezydent kłaniał się kikutowi z taką wdzięcznością?!!!!

Okazuje się, że nasza tytka to wyjątkowo tchórzliwy samolot był. Nawet brzoza na niego nie była potrzebna - wystarczyło samo "zejście poniżej".

Jak widać, przyczyna katastrofy rzeczywiście była "arcyboleśnie prosta": tutka, przerażona faktem "złowrogiego zejścia poniżej wysokości decyzyjnej", wzięła się i ruzpukła ze strachu na pierdyliony kawałeczków ....

I pamiętaj, Jasiu - wężykiem, wężykiem!!!

 

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości